WIR SKANDALISTEN!

Jacques Derrida, Ostrogi. Style Nietzschego, przeł. B. Bananasiak,

Wydawnictwo Officyna, wyd. II, Lodz 2012

Dzieło o problemie prawdy powinno aspirowac do kompletnosci i rzetelnosci metodologicznej, gdyz dotyka fundamentalnych kwestii tej dziwnej instytucji, zwanej filozofia. Jednak esej Jacquesa Derridy w sposob prowokacyjny nie spełnia warunkow jasnosci, deskryptywnosci, referencjalnosci i kompletnosci, ktorego zada od niego dyskurs filozoficzny. I to juz w tytule (por. Ostrogi. Style Nietzschego), ktory odsyła do problematyki literaturoznaczej, a w sposob niejako zakamuflowany podwaza nie tylko tradycyjne pojecie prawdy, ktore lezy filozofom na sercu od chwili ukształtowania sie tego wyjatkowego dyskursu kulturowego w starozytnej Grecji, lecz takze poprzez jawnie niefilozoficzny(?) sposob sprowadzenia go do problematyki stylu. Skandal jest zatem podwojny. Derrida bowiem proponuje gre, ktora charakteryzuje performatywne uzycie jezyka, przez co mam na mysli to, ze w dyskursie Derridy wazne jest nie tylko co mowi, lecz takze jak mowi oraz sam akt wypowiedzi. Te dwie strony jezyka, co (wskazujace na rzecz) i jak (sposob mowienia), wspołistnieja w pewnej grze, ktora jest rzeczywistoscia mowienia i filozofowania/anty-filozofowania. Bardzo istotne jest to, ze w swej analizie/pisaniu Derrida wykorzystuje metafory seksualne. Sprawiaja one, ze rzeczony problem prawdy jest ujety formie dualistycznej relacji figur mezczyzny i kobiety. W tej grze filozoficznej, lub lepiej powiedziec post-filozoficznej, Derrida ma sojusznika, ktorym jest Nietzsche. Jemu to poswiecony jest esej. Inne nazwiska to Freud i Heidegger, wobec ktorego trudno sie było nie ustosunkowac, ze wzgledu na to, ze mysliciel niemiecki był czołowym adwokatem tzw. prawdy bycia. Czy zatem skandalista – Derrida zlikwidował filozofie, czy tez poprzez swoja gre jezykowa wykorzystujaca i jednoczesnie wychodzaca poza tradycyjny dyskurs metafizyki Zachodu zmusza ja do przyjrzenia sie jej własnym podstawom racjonalnosci? Wydaje sie, ze podobnie jak po Kancie, nie mozna było uprawiac metafizyki roszczacej sobie pretensje do obiektywnej prawdy rozumu, tak po Derridzie wydaje sie, ze samo uprawianie filozofii/metafizyki jako nauki staje pod znakiem zapytania.

ALKOHOL Z PERSPEKTYWY POST-KOLONIALNEJ

Alain Mabanckou, Kielonek, przel. J. Giszczak,

 Wydawnictwo Karakter, Krakow 2008

Z pewnym opoznieniem dziele sie z czytelnikami  refleksja o Kielonku autorstwa Alaina Mabanckou, ktory pare miesięcy temu goscil na festiwalu Conrada w Krakowie. Porownuje sie w Polsce jego poczucie humoru i ironiczny dystans do kreowanych bohaterow, a zarazem jego drwiacy smiech z istniejacych wyobrazeń na temat Afryki i Zachodu do kpiny z polskosci Witolda Gombrowicza. Porownanie to ma sluzyc, jak sie wydaje, promocji kongijskiego pisarza wsrod polskich czytelnikow. Chodzi pewnie o dowartosciowanie literatury, o ktorej dotad niewiele wiedzielismy.

Wydaje sie jednak, ze odniesienia obecne w narracji powiesci w formie aluzji do literatury swiatowej wskazuja, ze nie tylko satyra jest cecha dominujaca w konstrukcji Kielonka, co zblizaloby go raczej do Doroty Maslowskiej, lecz osadzenie w realiach Czarnego Kontynentu pozwala odczytywac go jako powiesc magicznego realizmu à rebours (por. scene pojedynku Spluczki i Kazimierza). Groteska, wyostrzenie karykaturalne glownych postaci powiesci zblizaloby Mabanckou do Marqueza czy Cortazara. Jednak igranie z forma, kunsztowna kompozycja odbicia historii pisarza, tytulowego pisarza-alkoholika Kielonka, narracja obywajaca sie bez stawiania kropek, wlasciwie nawet bez jednego zdania, powoduje, ze czytamy te opowiesc przez pryzmat eksperymentow awangardowych nowej powiesci czy tez eksperymenty tworcow Warsztatow Oulipo (np. popularnego ostatnio takze w Polsce Georgesa Pereca) czy tez bardziej wspolczesnego Houellebecqa, by przypomniec tradycje francuska, bliska z pewnoscia autorowi z Konga.

Mabanckou wytrzymuje porownania z najwybitniejszymi pisarzami wspolczesnymi i klasykami, i nie sa to tylko komplementy. Literatura frankofońska, odkryta dla czytelnika polskiego przez redaktorow Karakteru, odziedziczyla najlepsze cechy powiesci europejskiej, zarowno jej wyrafinowanie kompozycyjne (por. optymistycznie zapowiadajaca sie historia bohatera w pierwszej czesci powiesci oraz jego upadek w drugiej), jak i jej spoleczne zaangazowanie. Kongijski pisarz nalezy dzieki swoim powiesciom do wielowymiarowej kultury postmodernistycznej. Urodzony i wychowany w Afryce, wyksztalcony we Francji, zdobywa czytelnikow i pracuje w Ameryce. Czyz zatem nie jest to wspolczesny nomada, o ktorym pisal nie tak dawno polski socjolog pochodzenia zydowskiego zyjacy w Anglii i piszacy po angielsku Zygmunt Bauman?

Zyjemy w takiej zlozonej kulturze swiatowej, w ktorej Zachod podbija inne czesci swiata nie tylko militarnie, gospodarczo, lecz takze kulturalnie. Bo czyz powiesc Mabanckou nie jest napisana wedlug regul sztuki powiesciowej wytworzonych w Europie? Mozna sie zachwycac kunsztem Mabanckou, mnie sie jednak wydaje, ze jego powiesc jest klasycznym przykladem dominacji kulturalnej Zachodu, a jego dzielo opisywalbym z punktu widzenia kulturowego post-kolonializmu!

COS-NIECOS

Pora zastanowic sie teraz nad problemem, ktory zostal wyrazony w tytule tego bloganiebloga-literackofilozoficznego-tradycyjnieawangardowego. W moich zamierzeniach jest to proba rozwazenia zagadnienia pisania. Nie jest jednak oczywiste dla zadnego artysty/pisarza ani filozofa, ktorzy paraja sie wlasciwie tylko notowaniem wlasnych mysli w okreslonym medium i jezyku, jak i dlaczego oraz po co i dla kogo pisza. „Cos-niecos” nawiazuje do powiedzonka bohatera znanej i ogromnie popularnej na calym swiecie bajki dla dzieci – Kubusia Puchatka – przeksztalcajac jego ulubione i smakowite wyrazenie „co nieco”, ktore odnosi sie do doznania pewnej przyjemnosci kulinarnej, i stalo sie jednoczesnie inspiracja do przemyslen dla wielu poetow i filozofow dzieki odkryciu – jak wydaje sie nie tylko mi – waznej mysli o sposobie zadawania pytan i naszym zyciu, poprzez ukazanie potrzeby pewnego ironicznego dystansu wobec wszystkiego, co nas otacza. W niniejszych medytacjach nie chodzi jednak tylko o „co” i „nieco”, lecz o „cos”, jak i „niecos”. W tym sensie dotykaja one pytan o „wszystko” i „nic”, pozostajacych ze soba w dialektycznej relacji, zarazem istniejacych w napotykanej i doswiadczanej przez nas rzeczywistosci, jak i sfery mysli, wchodzacej z nia w relacje dialogu i artystycznej/filozoficznej interakcji. Byc moze, chcialbym wyruszyc w podroz/wycieczke/spacer/droge/przechadzke (chociaz do konca nie potrafie wyjasnic dokad?) razem z czytelnikami, by tylko uruchomic w nich jakas reakcje i emocje poprzez lekture tych „kilku mysli, co nie nowe”. Pragnalbym takze przezyc pewna przygode myslenia o tym, co nas otacza, a czego nie nalezy traktowac jako oczywistosc. Dlatego zadaje pytanie, dlaczego tego wstepu, ktory jest napisany w srodku moich rozwazan, nie umiescilem na poczatku? A gdzie i kiedy nalezy spodziewac sie zakonczenia?