ZYCIE ARTYSTY I SMIERC PISARZA

Michel Houellebecq, Mapa i terytorium,

przel. Beata Geppert, WAB, Warszawa 2011

Mapa i terytorium to dzielo, ktora ozywia znana forme powiesci o artyscie, w tak znaczacy sposob zrealizowana chocby w Doktorze Faustusie  lub opowiadaniach Tomasza Manna (np. Tonio Kroger). Z pisarzy zachodnich nalezy przypomniec może Jamesa Joyce’a Portret artysty z czasow mlodosci czy Portret Doriana Greya Oscara Wilde’a. Na przełomie 19. i 20. wieku pisarze polscy takze poruszali podobne zagadnienia. Sadzac po zachwytach krytyki takie porownanie wydaje sie zasadne. Ja jednak uwazam, ze Michel Houellebecq nie jest pisarzem tego samego formatu, choc trzeba przyznac, ze interesujacym.  Jego powiesc, za ktora nota bene dostal prestizowa nagrode Goncourtow, opowiada historie malarza, ktoremu udalo sie odniesc sukces artystyczny i finansowy, wejsc do elity francuskiego i swiatowego zycia artystycznego, lecz zniecheconego zyciem po smierci ojca i bohatera powiesci, i jednoczesnie jej autora – Michela Houellebecqa. Jed Martin, bo tak sie nazywa glowny bohater, najpierw jest zafascynowany przedmiotami techniki, ktore uwiecznial na swoich fotografiach, pozniej coraz bardziej sklanial sie do malowania slawnych postaci swiatowego biznesu by wreszcie ukazywac przyrode.

Wydaje mi sie, ze realizacja pomyslu, aby napisac powiesc o duzym ladunku filozoficznym i jednoczesnie wywolac ferment wsrod czytelnikow, nie przyniosla wszystkich oczekiwanych rezultatow. Ciekawy pomysl wprowadzenia postaci znanych z francuskich i swiatowych mediow jak krytycy czolowych gazet francuskich czy Bill Gates lub Steve Jobs, niezyjacy juz tworca firmy Apple, jak i wprowadzenie do powiesci jej autora, na pewno wzbudza zainteresowanie. Polski czytelnik przy tej okazji przypomina sobie arcydzielo dramatu modernistycznego Stanislawa Wyspianskiego Wesele, w ktorym wybitny polski dramaturg i malarz ponad sto lat wczesniej zastosowal podobny chwyt literacki. Jednak swiat bohemy francuskiej, jakkolwiek ukazany ironicznie, wrecz z sarkazmem, nie wzbudza wiekszej ciekawosci ze wzgledu na jego wtornosc w stosunku do kultury popularnej. A krytyka nie jest przeprowadzona w bardziej finezyjny sposob.

Podobala mi sie postac autora-bohatera powiesci, Michela Houellebecqa, traktowana z dystansem i w sposob autoironiczny, a takze watek kryminalny powiazany z morderstwem pisarza. Wprowadza to duze ozywienie do akcji powiesci i element zaskoczenia, choc sprawia on wrazenie przypadkowosci i braku organicznego powiazania z konstrukcja calosci powiesci. Wydaje sie, ze byl on potrzebny autorowi jako element czysto rozrywkowy, stajac sie elementem zabawy z czytelnikiem, co nie sluzy ukazaniu glownej mysli ksiazki. Zakonczenie takze wydaje sie zbyt doslowne i skrotowe. Sceny poruszajace emocjonalnie, np. eutanazja ojca glownego bohatera, sasiaduja z opisem niezbyt ciekawych i zbyt doslownych przemyslen filozoficznych narratora przy koncu powiesci.

W porownaniu z rozglosem medialnym, jaki stal sie udzialem Mapy i terytorium, mysle ze powiesc ta rozczarowuje. Czy to oznacza, ze najciekawsze zjawiska w literaturze francuskiej powstaja w jej bylych koloniach? Moze i tak jest. Byloby to znakiem, ze Francja nie tylko przestaje byc mocarstwem gospodarczym i politycznym, lecz takze jej rola kulturalna sie zmniejsza.

NIE-JA

Dobrze mi znane lustrzane odbicie pewnego pana, ktory w wolnych chwilach siada do laptopa, kupionego za pozyczone z kasy zapomogowo-pozyczkowej pieniadze, a ktory mu sluzy glownie jako maszyna do pisania nieco doskonalsza niz tradycyjna, poza tym lubi czytac i zastanawiac sie nad rola Adama Malysza w dziejach ludzkosci, ktora pewnie nie ma pojecia, jak wiele ma mu do zawdzieczenia oraz pewnej spolecznosci, mowiacej malo znanym jezykiem, ktora wydala jednak wielkich synow i corki, ktorzy przyczynili sie do rozwoju cywilizacji i kultury swiatowej, czasem – byc moze przez niedopatrzenie Opatrznosci – posiadajacych domieszke obcej krwi, o czym lepiej nie pamietac, poza tym sie nie goli i dla wygody zapuscil brode, ktora przycina mu jego zona maszynka firmy Philips, trzeba przyznac bardzo dobra, bo jeszcze w ciagu kilku lat uzywania sie nie zepsula, mimo ze byla kupiona w hipermarkecie i to w dodatku podczas promocji, poza tym rzeczony pan ma poczucie humoru, co mu przydalo sie w wielu trudnych sytuacjach zyciowych i z czego uczynil podstawe swej filozofii, ktora rowniez mu pomaga jako tako utrzymac sie na powierzchni, dotrwac do kolejnej wyplaty i zachowac zdrowy dystans wobec wszystkich przykrostek, ktore go niestety od czasu do czasu spotykaja, mimo ze dla postronnych nie jest ciekawy, ma kilku przyjaciol, z ktorymi utrzymuje bliskie kontakty, co mu w zasadzie wystarcza do zaspokojenia wiekszosci jego potrzeb zyciowych, a pozostale realizuje systematycznie ze swoja zona, na tym bec.

JA

Blizej nie znany mi pan sredniego wzrostu, o niebieskich oczach, ktore bynajmniej nie wroza krolewskiego zycia, rozwiedziony w miare bezbolesnie, jakkolwiek nie bez konsekwencji dla dalszego zycia, powtornie zonaty, dzieci zarowno z pierwszego, jak i drugiego malzenstwa, ktore laczy ta sama plec zenska, zarobki srednie, bo w zasadzie nie jest glodny i ma na papierosy, na wodke nie potrzebuje, a do burdeli nie chodzi, zycie prowadzi spokojne, nikomu nie wadzi, czasem lubi pogawedzic przy piwie na niezbyt ciekawe dla wiekszosci populacji tematy, spoznia sie regularnie do pracy, co uchodzi mu na sucho dzieki wyrozumialosci kierownictwa, w zasadzie nie czyta gazet, ktore zastepuje ogladaniem Wiadomosci w TVP i odwiedzaniem nektorych portali internetowych, coz jeszcze? – wlasnie teraz zjadl kolacje, co postanowil uczcic w swych kronikach, podnoszac range tego wydarzenia do przekroczenia Rubikonu przez Cezara, ale nie podajac zadnego uzasadnienia dla swej interpretacji, rzadko chodzi glosowac, zatem niestety jest obywatelem, ktory zaniedbuje swe obowiazki wobec spoleczenstwa i nade wszystko politykow, nie dajac im szansy na diete parlamentarna, a ktorych koledzy kolejny rok nie dali mu podwyzki jednoczesnie podnoszac podatki, ktore w czasie kampanii wyborczej obiecywali obnizyc, wlasciwie mozna by pisac dlugo o tym czlowieku, ktory gdzies zyje, nie wzbudzajac specjalnego zainteresowania, choc dla niego fakt, ze dzieli sie ze swymi przyjaciolmi myslami, ktore so takie, jakie sa, jest wystarczajacym powodem do oceny jego zycia na plus.

ZBIERANIE MOTYLI

jest jak lowienie slow na klawiaturze. Mozna je uprawiac jako hobby, z samej milosci do piekna i pewnego przymusu podziwiania nieskonczonych kompozycji linii i kolorow na skrzydelkach tych owadow lub profesjonalnie, z ciekawosci, jak to czynia naukowcy, ktorym poczucie harmonii z pewnoscia nie jest obce, lecz do ktorego dodaja aktywnosc rozumu, pragnacego poznawac rzeczywistosc. Wydaje mi sie, ze pisanie jest dzialalnoscia laczaca te dwie dziedziny, ktore rozeszly sie dawno w kulturze Zachodu, dzis jednak widac wyraznie ich pokrewienstwo. W tym sensie jest ono jednoscia milosci do motyli, ktora zywi amator, i dzialalnoscia filozofa, posiadajacego potrzebe rozumienia oraz dzielenia sie swoimi przemysleniami z czytelnikiem, ktory jeszcze nie zdazyl sie wybrac do srodka amazonskiej dzungli, gdzie znajduja sie najpiekniejsze okazy, a ktore mozna odkryc tuz obok, w miejscu, gdzie sie zyje.

ZA-ZA-ZA-ZAPUJESZ?

Ka-ka-ka-kapujesz? Nie… Moze troche, bo szukam szczescia. Jak kazdy, kto cierpi. Niewykluczone, ze spotkamy sie, by pomilczec o dzwieku, ktory slychac gdzies w myslach, w ruchu zrenic, chwytajacych za reke ojcowski pocalunek w czolo, jeszcze zywy, choc obecny w oddali, za krokami, odprowadzajacymi go juz tylko do wspomnienien. Zapowanie to po prostu chwytanie nieobecnej chwili, tu i teraz, bo pozniej bedzie tylko cos, czego nawet nie przeczuwam. Otwarte? Zamkniete? Nie rozumiem, bo to tylko taniec do melodii I’m so lucky…