NAJWAZNIEJSZE ZOSTALO ZAPOMNIANE

(„Dlaczego spiewasz nieobecnym swiatem? Kiedy nasycisz sie tym punktem na mapie, do ktorego zmierzasz? Gdy sie pije droge, gasnie glod, gdy zapominasz o zmeczeniu, szlak prowadzi cie ku rzeczywistemu.”)

 Slysze te kroki.

Kraza bezimiennie wokol mej glowy. Jakby chcialy powiedziec: „Nie jestes czlowiekiem, twoj oddech zdradza twe pochodzenie. Jestes zwierzeciem, ktore wypowiada blogoslawienstwo, idzie w zapomnienie ciala.”

Slysze, te glosy. Mowia: „Jestes bluznierca, nie chodzisz do swiatyni.”

Powiadam wam, nie, zwracam sie do mych przodkow: „Swiatynia zyje w mojej krtani.”

Teraz te szepty, dochodzace spod podlogi: „Jestes bluznierca. Nie przestrzegasz prawa.”

Odpowiadam odwracajac wzrok: „Prawo znam na pamiec. Uczylem sie go tysiac lat zanim sie urodziliscie. Prawo jest moimi wargami i slina, ktora nawilzam pamiec.”

Oczy, ktore ida za mna, mowia: „Oskarzamy cie. Po pierwsze klamiesz. Po drugie klamiesz. Po siedmiokroc klamiesz. Przekrecasz slowa nauczycieli. Oni sie ciebie wyparli.”

Mowie moim braciom: „Tak. Klamstwo plynie w mej krwi. Mowie tylko wlasna skora i nasieniem. Z tego pozostanie tylko zapomnienie szeptu. Pamietam tylko to, czego sie nauczylem. Nie schyle sie, nie potwierdze niczego. Nie wierze nawet memu sercu.”

„Mamo. Po co kroilas litery, ktore zabronily mi zyc? Mamo, przeciez slowa nie gasza pragnienia, a kregoslup nie jest w stanie uniesc ich czerni.”

 Nie moge odpowiedziec. Oskarzony, zostalem tylko z blogoslawienstwem wypowiadanym po przebudzeniu. I przeklenstwem, zaciskajacym sie na szyi.

I po co sie modlic, gdy zycie jest nieobecne? Gdy chwila rozposciera modlitwe wiatru, ale tylko po to, by przyniesc wezwanie, by nie przestac nigdy watpic.

Przestan kreslic dlonia  znaki, ktore spiewaja w nieznanym jezyku. Nikt ich nie rozumie i zapadna sie w szczelinie powietrza.

„Dokad teraz pojde? Kto poda dzban rosy?”

 Moje kroki nie wierza, przeklinaja. Moja prawa dlon nie przestaje sie modlic.

 

KWESTIA OPLACANIA PRZEZ TELEWIDZOW ABONAMENTU

od czasu do czasu rozpala wyobraznie kierownictwa TVP, intelektualistow, jak i politykow, nie mowiac juz o mnie, choc z roznych powodow. Trzeba zauwazyc, ze wypowiedzi na ten, jakze ciekawy z ekonomicznego i ideologicznego punktu widzenia temat, nie uwzgledniaja opinii zwyklego odbiorcy programow telewizyjnych, do ktorych trudno mnie jednakowoz zaliczyc. Mowi sie czesto w tych debatach, prowadzonych przy uzyciu bardzo wznioslych slow, ze TVP jako telewizja publiczna ma misje kulturalna i edukacyjna wobec spoleczenstwa, a na to potrzeba duzych srodkow finansowych. Z mojej perspektywy sytuacja jednak wyglada odmiennie. Nudza mnie wszystkie programy, ktorych celem jest uswiadamianie mi, ze powinienem sie doksztalcac w dziedzinie polityki i kultury, dlatego nie chce za to placic przymuszony ustawa, ktora ma zostac uchwalona przez dzialaczy partyjnych przy udziale lobby dziennikarsko-intelektualnego. Wydaje mi sie, a nawet rzeklbym, ze jestem pewny swego zdania, ze po prostu chodzi tu o to, ze niektore osoby i grupy spoleczne chca mnie zanudzic na smierc wciskajac kit ideologiczno-propagandowy i przy okazji zarobic troche grosza, a w porownaniu do moich zarobkow – znacznie wiecej niz im sie nalezy. Dlatego, puentujac swoje rozwazania, nawoluje do tego, zeby dziennikarze uswiadomili sobie pewien banal, o ktorym wiedza wszyscy ludzie zajmujacy sie kultura, ze nalezy ona do sfery bezinteresownej przyjemnosci, a ktos, kto jej nie odczuwa w obcowaniu z dzielem sztuki, ma swoje miejsce w chlewie ideologiczno-publicystycznej wyobrazni. I tak mu dopomoz Bog!

HANBA AFRYKI, HANBA CZLOWIEKA

J. M. Coetzee, Disgrace, Vintage 2011

Zarowno publicznosc, jak i krytyka bardzo dobrze przyjela powiesc Johna Maxwella Coetzeego, ktory dostal za Hanbe najpierw nagrode Bookera, a potem Nobla. Aby zaistniec w skali miedzynarodowej i dotrzec do czytelnikow z calego swiata takie wyroznienia sa chyba dzis konieczne. Skusilem sie wiec i ja, i potwierdzam osobistym doswiadczeniem czytelniczym: po prostu Coetzee jest wielki! Obecnie pewnie wiekszosc mediow i uwaga czytelnikow bedzie skupiona na Alice Munro, tegorocznej laureatce nagrody Nobla w dziedzinie literatury, ja jednak chcialbym przypomniec Hanbe, ktora jest powiescia naprawde poruszajaca do glebi.

Czy wystarczy jednak uzyc wyswiechtanych przymiotnikow jak znakomity, swietny, wybitny, by opisac jego dzielo? Z pewnoscia nie. Dlatego podejme sie zadania niewykonalnego, bowiem sprobuje sie zastanowić, w jaki sposob autor Hanby stworzyl walory estetyczne swego dziela.

Glowny bohater to David Lurie, profesor literatury na uniwersytecie w Kapsztadzie. Z pozoru wydaje sie, ze to postac, jakich wiele, znanych np. z powiesci Davida Lodge’a. Porownanie to jednak jest mylace, bo Coetzee nie napisal kolejnej satyry na srodowisko akademickie, lecz udalo mu sie pokazac z jednej strony opacznie pojmowana walke bohatera o wlasna autentycznosc oraz zindywidualizowana i przez to niebanalna wizje konfliktu pomiedzy swiatem bialych i kolorowych mieszkancow Republiki Poludniowej Afryki z drugiej. Autor stosuje ze znakomitym wyczuciem mowe pozornie zalezna, dzieki ktorej czytelnik wchodzi w swiat przezyc wewnetrznych bohatera, odrzucanego przez spolecznosc bialych i skonfliktowanego z wlasna rodzina oraz czarnymi sasiadami na prowincji, gdzie sie przeniosi po wydaleniu z uniwersytetu za molestowanie seksualne studentki. Powoduje to, ze styl powiesci jest odlegly od beznamietnego opisu behawiorystycznego (np. Hemingwaya), a dialogi i konflikty pomiedzy postaciami wydaja sie autentyczne i poruszajace. Komentarz narratora  jest widoczny, lecz nie nachalny. Czytelnik poznaje takze postawy bohaterow poprzez ich dzialania, ktore nie do konca sa zrozumiale (np. corki Davida Luriego, ktora pragnie za wszelka cene zaaklimatyzowac sie do warunkow zycia na prowincji mimo tak traumatycznych doswiadczen jak gwalt).

Jezyk powiesci to jezyk literacki, znakomita angielszczyzna odpowiadajaca statusowi bohatera, lecz dostosowana takze do sposobu mowienia innych, niewyksztalconych postaci. Literackosc jezyka stoi do pewnego stopnia w kontrascie do ich postepowania, a przezycia nie sa ukazywane w zaden sposob sentymentalnie. Coetzee jakby posiadal dar uchwytywania rzeczywistosci w jej rzeczywistym dzianiu sie, jednoczesnie unikajac doslownosci. Dzięki zastosowaniu strategii realistycznej, pelnej sugestii i przemilczeń, autor Hanby unika abstrakcyjnosci i schematyzacji swiata przedstawionego oraz udaje mu sie ukazac uniwersalnosc poruszanego problemu upadku swiata wartosci kultury zachodniej, w czym jest godnym nastepca Josepha Conrada.

Wymowa i znaczenie powiesci zatem nie sa jednoznaczne. Czytelnik nie potepia do konca postepowania bohaterow, mimo ze motywacji ich postepowania nie podziela. Wydaje sie, ze nawet wspolczuje im, bo autorowi udalo sie pokazac ich cierpienie w sposob bliski i zrozumialy i emocjonalny, mimo ze nie epatujacy brutalnoscia (np. scena gwaltu corki bohatera czy usmiercania  zwierzat). Swiat ukazany czytelnikowi to swiat przeciez obcy, pelen grozy, ktorej nie moze zaakceptowac, lecz ambiwalencja pomiedzy wspolczuciem i obrzydzeniem wobec ukazywanych postaci,  moim zdaniem, tworzy tak niezwykly i wstrzasajacy efekt powiesci Coetzee’go.

Fabula powiesci zostala oparta na wydarzeniach z zycia codziennego mieszkancow Republiki Poludniowej Afryki. Brak w niej odniesien do hasel i jezyka mass mediow. Jest to swiat, ktory czytelnik odkrywa na nowo, mimo splaszczajacych relacji dziennikarskich i walki politycznej oraz ideologicznej. Problem ukazania apartheidu i zycia bialych wsrod czarnej wiekszosci zostal ukazany w glebszym i bardziej sklaniajacym do refleksjiwymiarze. I chyba na tym polega mistrzostwo Johna Maxwella Coetzeego.

INTELEKTUALISTA DO WYNAJECIA

Coz po poecie w czasie marnym, pytal przed laty Czeslaw Milosz. W istocie czasy mamy marne, zwłaszcza pod względem finansowym wielu poetom i intelektualistom się nie wiedzie. Ja na razie jakos sobie radze, ale czarne chmury (to niestety nie tytul serialu, bardzo kiedys popularnego) zagrazaja mojemu poczuciu bezpieczenstwa finansowego. Zatem oglaszam wszem i wobec, zawiadamiam politykow (bedę lepszy niz Maciarewicz, he, he!), wydawcow, pracownikow dzialow public relations partii politycznych, wszystkich mass mediow i srodkow społecznego dezinformowania wszystkich orientacji światopogladowych, organizacje pracodawcow (przeciez potrzebny wam poeta do pisania bilansow zyskow i strat) i związków zawodowych (no, jak to zwolac ochoczo manifestacje antyrzadowa, kiedy stare hasla wydaja się malo atrakcyjne?), ze wysokokwalifikowany poeta z dyplomem najlepszej w Polsce uczelni napisze wszystko, co chcecie, za skromnym wynagrodzeniem. Zobaczcie, ilu patalachom placicie duze pieniadze i dlatego przegrywacie wybory, bankrutujecie, bo pisza o was zle w gazetach! Ja te bledy naprawie razem z paroma profesorami z KUL-u lub innej znakomitej uczelni, lub zatrudnie paru literatow na umowe o dzielo, jeśli, oczywiście zamowienie będzie wymagalo kampanii intelektualnej np. na portalach spolecznosciowych. Kazdy temat jest dobry, a ceny sa do negocjacji.

Przykładowy cennik:

  1. Artykul: Wina Tuska, chwala Kaczynskiemu – 1000 slow, tylko po 1 zl za slowo;
  2. Artykul: Wina Kaczynskiego, chwala Tuskowi – tu przewiduje rabat w wys. 1,00 zl, bo temat oryginalniejszy i jestem gotow pracowac dla idei;
  3. Product placement w Radiu Maryja lub innym pismie branzowym: elegia ku czci s.p. Prezydenta Lecha Kaczynskiego jest tansza, bo temat latwiejszy, ale wzmianka np. o dziejowej roli wojta Pyskowic w walce z masoneria europejska, ktora nie chce dac pieniędzy na projekty strukturalne w jego gminie, bedzie zalezeć od wysokosci prowizji dla wydawcy!

GDY MIŁOŚĆ JEST WYSTĘPKIEM

Lesław Czapliński

Gdy miłość jest występkiem”

Tym tytułem nawiązuję do zapomnianego, a przez jakiś czas nawet zakazanego filmu Jana Rybkowskiego „Kiedy miłość była zbrodnią” (Rassenschade), podejmującego traktowanie przez Trzecią Rzeszę kontaktów międzyrasowych jako przestępstwa.

Film Małgorzaty Szumowskiej od pierwszych scen sprawia wrażenie jakby powstał na zamówienie. Dzieci bawiące się na terenie dawnego kirkutu, wśród poprzewracanych macew, przezywające się od Żydów i znęcające nad niedorozwiniętym umysłowo. Żyd jako wyzwisko i napis „Jude raus” na ścianie powróci jeszcze w dalszym ciągu filmu. A więc niejako z góry zostaje określone, iż rzecz rozgrywa się w antysemickim kraju, wśród prymitywnych ludzi, w pejzażu społecznym jakby z „Malowanego ptaka” (podobnie było w „Essential killing” Jerzego Skolimowskiego, gdzie wiejska sceneria kojarzyła się raczej z odległymi już czasami siermiężnej PRL niż współczesnością). Ponadto pozostaje w kręgu stereotypów (obłudny biskup, poprzestający na kolejnym przenoszeniu księdza Adama, a trudną młodzież, wśród której on pracuje, charakteryzuje wyłącznie wulgarne słownictwo). Z kolei postacie są zredukowanymi do prymitywnych odruchów, jednowymiarowymi marionetkami. A grają przecież wybitni aktorzy, miedzy innymi Maja Ostaszewska, Andrzej Chyra i Olgierd Łukaszewicz. Prawdopodobnie dlatego bohaterowie Szumowskiej nie budzą współczucia, wskutek czego można poniekąd uznać jej film za homofobiczny.

Reżyserka za bardzo sprowadza problem do aspektów czysto fizjologicznych (masturbacja, ucieczka w alkoholizm), a jest on o wiele bardziej złożony i nie dotyczy, zarówno u księży homoseksualnych, jak i heteroseksualnych, wyłącznie sfery zaspokojenia seksualnego, ale także potrzeby bliskości z drugim człowiekiem, co wyznaje sam bohater w rozmowie za pomocą skype’a z przebywającą w Kanadzie siostrą. Na tym tle głośny swego czasu, angielski „Ksiądz” Antonii Bird o podobnej tematyce jawi się jako wyjątkowo zniuansowany (o dokonującym się postępie świadczyłoby, że tym razem projekcje nie wzbudzają kontrowersji, a kina nie są pikietowane przez starsze kobiety z krzyżami i różańcami w dłoniach). Istnieje też izraelski film Haima Tabakmana „Oczy szeroko otwarte”, który z większym wyczuciem ukazuje rodzące się uczucie pomiędzy żonatym chasydem a przebywającym do Jerozolimy uczniem jesziwy, a mający za tło równie nieprzejednane środowisko religijnej wspólnoty, ale główni bohaterowie potrafią być mimo wszystko bardziej ludzcy (starszy mężczyzna, po rozdzieleniu z ukochanym, popełnia samobójstwo w rytualnej sadzawce, w której wspólnie dokonywali wcześniej oczyszczeń).

W nauczaniu Kościoła występuje pojęcie homoseksualnego zranienia, a przecież w związku z celibatem można mówić o okrutnym i nieludzkim traktowaniu księży, ich okaleczaniu, skoro odmawia się im najbardziej elementarnej ludzkiej potrzeby jakim jest okazywanie uczuć, również w formie fizycznej. Może to okrucieństwo wpisane w bycie duchownym jest jednym ze sposobów przywiązania do instytucji, zapewnienia jej spoistości?

Z drugiej strony za sprawą powierzchowności Andrzeja Chyry, odtwórcy głównej roli, można odnieść wrażenie, że zostaje on utożsamiony z Jezusem, czyżby ze względu na domniemany homoseksualizm tamtego (Ewangelia wg św. Marka 14,52)? A może zgodnie z kościelnym zaleceniem, że życiowe wyzwania i cierpienia, w tym orientację seksualną, należy przyjąć jako ofiarę, współuczestniczenie w dźwiganiu przez Zbawiciela krzyża? Z kolei Michał, donoszący na niego współpracownik, niedoszły zresztą ksiądz, jawiłby się w tym kontekście Judaszem, a jego żona, starająca się uwieść księdza Adama – Marią Magdaleną?

Skądinąd wiele wskazuje na to, zwłaszcza zakończenie, że wszystko dzieje się w udręczonym sumieniu i marzeniach księdza Adama. Powracający w jego życiu Łukasz wydaje się wyłącznie personifikacją pokusy, której jednak nie ulega: ilekroć dochodzi pomiędzy nimi do bliskości czy wręcz zbliżenia, później tamten znika, a w kadrze pojawia się sam Adam, na dodatek jest to zazwyczaj spojrzenie kogoś drugiego, a więc sugerujące faktyczny stan rzeczy. Z kolei zakończenie, w którym Łukasz pojawia się w sutannie, wśród kleryków na dziedzińcu seminarium, rozumieć można jako zapowiedź reprodukowania kolejnych ofiar celibatu, ale może bardziej jako wyjaśnienie, że był on kolegą księdza Adama ze studiów kapłańskich, którego uczynił potem w marzeniach przedmiotem swego wyłącznie pragnieniowego pożądania.

A tak na marginesie: czemu kościół nie potępiał z taką wytrwałością wyrządzanych sobie przez mężczyzn krzywd, zabijania i okaleczania w sensie dosłownym, czy to na wojnach, czy przy lada okazji w bardziej codziennych okolicznościach (pojedynki, bójki), natomiast okazywanie sobie miłości traktował i traktuje za zbrodnię? Nie mogę też pojąć dlaczego, skoro Bóg jest wszechmogący, a więc również obdarza człowieka seksualnością i wynikającymi z niej orientacjami, odpowiedzialnością za związane z tym problemy obarcza się wyłącznie ludzi?…

W imię…”. Reż. Małgorzata Szumowska. Scen. Małgorzata Szumowska, Michał Englert. Muz. Paweł Mykietyn. Polska 2013.