TAPOWANIE

TAPOWANIE

nie jest jeszcze slowem rozpowszechnionym w polszczyznie, zatem uzytkownikom jezyka polskiego, ktorzy nie sa zaznajomieni z niuansami semantycznych zapozyczen z jezykow obcych, wyjasniam, ze oznacza ono po prostu czynnosc pisania przy uzyciu klawiatury (ang. to type, fr. taper), jednak w moim rozumieniu nie jest to tylko prosty sposob uzytkowania w blizej niesprecyzowanych celach znakow alfabetu i zapisywania ich na twardym lub jakimkolwiek innym dysku. Nie pytam o sens tego pradawnego rytualu, ktoremu oddaje sie z zaciekawieniem i praktycznie tylko dla kaprysu. Pismo, ktore u zarania dziejow ludzkosci, posiadalo wymiar sakralny, dzis stalo sie przemyslowo stosowanym narzedziem dla celow komercyjnych, ideologicznych, a takze edukacyjnych. Rozpowszechnienie sie i zbanalizowanie tej formy przekazu ujawnia z jednej strony opresyjny charakter wspolczesnej kultury jak i iluzorycznosc misji kulturotworczej nowoczesnych panstw oraz elit kulturalnych, ktorej celem bylo masowe nauczanie poslugiwania sie jezykiem w postaci zapisanej na okreslonych nosnikach, aby podniesc poziom wyksztalcenia spoleczenstw i osiagnac wzrost gospodarczy; z drugiej – wprost nieograniczona dostepnosc do technicznych sposobow komunikacji sprawia, ze dostrzegam w problemie pisania zagadnienie fundamentalne dla literatury.  Pismo w zasadzie nie sluzy juz dzis jednostkom do przekazywania indywidualnej refleksji i dzielenia sie nia ze wspolczesnymi oraz tzw. potomnoscia, lecz jest skuteczna bronia, ktora wykorzystuje przemysl medialny do zarzadzania wyobraznia mas, co staje sie bardziej wyrafinowanym sposobem zniewalania spoleczenstw niz brutalne metody policyjne rezimow totalitarnych. Pisarz zatem przestal pelnic funkcje tradycyjnie mu przypisywane przez romantykow, tzn. przewodnika lub kaplana, co wyraznie dostrzegal juz kilkadziesiat lat temu Leszek Kolakowski. Stosunek do wlasnego narzedzia, jakim sie posluguje poeta, wymaga wiec glebszego namyslu, gdyz we wszechogarniajacym belkocie medialnym, jaki ogarnia wspolczesnego czlowieka, obowiazuja inne niz dotad reguly komunikacji. Tworca zaczyna pisac juz nie w tradycyjnym sensie, przekazujac czytelnikowi opis fikcyjnych historii, ktore sluza do mowienia w sposob artystyczny o otaczajacej go rzeczywistosci, lecz tapuje, czyli umieszcza swoje zycie w pewnej wirtualnosci sensow, by ocalic chwile bezposredniego zachwytu, jakiej doswiadcza przez bezinteresowne uzycie znakow jezykowych, jak i kwestionuje sama mozliwosc komunikacji, co prowadzi zarazem do doswiadczenia pisania jako formy przezywania procesu stopniowego umierania literatury w jej dotychczasowej postaci.

KUCZOK, CZYLI RODZINNE, POLSKIE BAGNO

KUCZOK, CZYLI RODZINNE, POLSKIE BAGNO

Wojciech Kuczok, Gnoj (antybiografia),

Wydawnictwo WAB, Warszawa 2012

Zastanawiajace jest zjawisko w mlodej polskiej prozie, ze poczatkowy sukces pisarski wsrod czytelnikow nie znajduje swej kontynuacji w dalszych losach tworczych pisarzy. Chyba tak sie stalo z Dorota Maslowska, Michalem Witkowskim, Slawomirem Shutym, a takze z Wojciechem Kuczokiem, o ktorego Gnoju bedzie mowa. Nagrody i pochwaly krytyki, ktore towarzyszyly ich wejsciu na rynek czytelniczy nie znalazly potwierdzenia w dalszym rozwoju ich tworczosci. Dziwny to fenomen i wlasciwie trudny do wytlumaczenia. Tym niemniej jeszcze za wczesnie, by twierdzic, ze nie sprostali oni ostrym wymaganiom czytelnikow.  W Sferze blogeratury nie ma obowiazku pisania tylko o nowosciach wydawniczych, a w najnowszej literaturze polskiej nazwisko Kuczoka jest nadal wazne, dlatego jest to wystarczajacy powod, by podzielic sie refleksja o jego powiesci.

            Gnoj powstal, jak mi sie wydaje, z potrzeby odreagowania pewnej traumy, z pewnej wscieklosci i rozgoryczenia na wlasne, malomiasteczkowe, slaskie i polskie zarazem dziecinstwo. Przeciez ojciec K. to nie aluzja do K. Kafki czy Michaelsa K., bohatera powiesci J. M. Coetzee’go, choc chwyt w sposob zastanawiajacy jest podobny. Nie twierdze, ze Kuczok to pisarz dorownujacy wspomnianym gigantom prozy 20. wieku, ale na pewno uzycie takiego chwytu swiadczy o jego wysokich ambicjach. Tym niemniej warto zwrocic uwage, ze podtytul powiesci to antybiografia. Dlaczego? I jak wytlumaczyc te przewrotnosc? Byc moze to sprzeciw pisarza wobec maniery pisania o tworcach, jakby chodzilo tylko o ich „ubrazawianie”, mowiac w jezyku Boya, lub bezkrytyczne „wielbienie” jakby powiedzial Gombrowicz.

Wydaje sie rowniez, ze moze istniec i inne wytlumaczenie tego okreslenia gatunkowego. Znajduje ono bowiem swe potwierdzenie w fabule Gnoju, ktora jest po prostu opowiescia o traumatycznym dojrzewaniu chlopca w malym miasteczku, przypominajacym realia znane z biografii autora. W sferze tradycji literackiej to jakby zwrot przeciwko sobie, opowiadanie tylez literackie, jakby anty-proustowskie (bo czymze jest w W poszukiwaniu straconego czasu jak nie biografia), ilez terapeutyczne, jakby pokazanie w sposob wielowymiarowy polskiego „gnoju”, ktory jest metafora egzystencjalna wspolczesnej Polski, i uwolnienie sie od niego.

Narracja powiesci Kuczoka jest podzielona w sposob dziecinnie prosty, niewyszukany, wrecz banalny, i dzieli sie na trzy czesci temporalne, nawiazujace do przezyc narratora i historii jego rodziny: Przedtem, Wtedy, i Potem. O ile czesc pierwsza mozna traktowac jako wprowadzenie, o tyle druga jako wlasciwa historie, a trzecia jako skontrastowany i symboliczny epilog w formie krotkiego, onirycznego opisu tytulowego gnoju. Zalewa on kamienice rodzinna bohatera wydostajac sie z niekonserwowanych przez lata rur kanalizacyjnych. Ta swoista zemsta na przeszlosci jest kluczem do interpretacji dziela Kuczoka. Czesc trzecia, oniryczna w formie, rozni sie takze w stosunku do pierwszych dwoch pod wzgledem stylu, ktory najpierw jest realistyczny, wrecz reporterski w czesci pierwszej, i bardzo ekspresyjny, wrecz w sposob masochistyczny opisujacy przezycia narratora-bohatera, np. bicie przez ojca, w drugiej.

Wydaje mi sie, ze to wlasnie sposob opowiadania wyroznia Kuczoka sposrod innych wspolczesnych mu pisarzy. Jest to jego zaleta, jak i slabosc jednoczesnie. Zaleta, bo autor powiesci pisze z wysokim stopniem swiadomosci tradycji i stylistyki (znakomite anty-proustowskie zdania), slabosc, poniewaz trudno mu jest stworzyc autonomiczny swiat fikcji, co moze jest przyczyna jego odwrocenia sie od pisania powiesci i zwrocenie sie ku reportazowi i esejowi.

Czy Gnoj na trwale zdobedzie miejsce w historii polskiej literatury? Mozna tak sadzic po licznych dodrukach powiesci i zainteresowaniu mediow postacia Kuczoka. Jednak nic nie jest tak kaprysne jak laska czytelnikow i mass mediow. Mysle, ze przemyslana konstrukcja i styl to dopiero zwiastuny talentu. Dlatego namawiam Kuczoka do powrotu do biurka i ciezkiej pracy nad doszlifowaniem swego naturalnego daru opowiadania.

SUFI Z KRAINY BASNI

SUFI Z KRAINY BASNI

Elif Shafak, Sufi, przel. Anna Akbike Sulimowicz,

Wydawnictwo Literackie, Krakow 2013

 

Dopiero teraz wielbiciele tworczosci tureckiej pisarki Elif Shafak moga sie zapoznac z jej debiutancka powiescia, ktorej tytul w przekladzie Anny Akbike Sulimowicz brzmi po prostu Sufi. Chyba dla czytelnika jest on znacznie bardziej ciekawy, bardziej uzasadniony tematem dziela, a co za tym idzie, latwiej ksiazke sprzedac na rynku niz turecki oryginal, odnoszacy sie do imienia glownego bohatera, tzn. Pinhana, na czym w sposob szczegolny zalezy wydawcy. Autorka jest juz zadomowiona na polskim rynku i cieszy sie uznaniem czytelnikow i krytyki dzieki, jak mysle, nieszablonowemu ujeciu tematu mistyki sufickiej, ukazanego w rozny sposob w jej dotychczasowej tworczosci powiesciopisarskiej, a jakiego do tej pory nie dostarczyli nam rodzimi pisarze. Mozliwosc zapoznania sie z tym ciekawym aspektem kultury Wschodu jest duza atrakcja, lecz krytyk nie moze uciec od analiz i porownan tworczosci autorki Bekarta ze Stambulu z europejska tradycja literacka, ktora jest mu po prostu blizsza, choc w dobie literatury globalnej, na pewno nie jedyna, ktora posiada wlasne kryteria oceny.

Fabula powiesci jest raczej nieskomplikowana i koncentruje sie wokol postaci Pinhana, ktorego najpierw poznajemy jako niesfornego chlopca przypadkowo dostajacego sie do klasztoru, by poźniej poznac jego historie jako dojrzewajacego derwisza, i wreszcie znajdujacego sens swej ziemskiej wedrowki w smierci na gruzach zburzonego przez fanatykow klasztoru. Od poczatku zetkniecia sie z bractwem sufich towarzyszyly mu znaki niezwykle, jak np. ptak w ogrodzie klasztornym  z niezwykla perla, a sama siedziba derwiszow i oni sami takze ukazani sa jako osoby na pol fantastyczne. Bracia nosza niespotykane imiona i przydomki, np. Hagopik Smutas,  w klasztorze drzwi moga same sie otwierac i zamykac. Bardzo ciekawe sa odniesienia i wykorzystanie poezji, tradycji koranicznej, a takze kompozycja powiesci, nawiazujaca do ontologicznych wyobrazen sufich. Niezwykly i basniowy jest takze Pinhan, ktory jest obojnakiem, co okaze sie pod koniec powiesci istotne dla zakonczenia fabuly.

Poetyka basni i eksploatowania fantastycznych motywow orientalnych jest na stale obecna w tworczosci Shafak. Chyba dzieki niej czytelnicy lubia jej powiesci, bo na chwile daje ukojenie od zmartwien codziennosci. Wydaje mi sie, ze nawet tradycyjne basnie arabskie jak Basnie z 1001 nocy, nie mowiac juz o arcydzielach braci Grimm czy Hansa Christiana Andersena, wydaja sie ciekawsze, moim zdaniem ze wzgledu na obecnosc nie tylko oryginalniejszych elementow fantastycznych i tresci ideologicznych, lecz przede wszystkim dzieki obecnosci czynnikow dramatycznych. Nie sposob zaprzeczyc, ze Shafak posiada dar opowiadania. Wykorzystuje bowiem elementy humorystyczne, zartobliwe, malowniczo opisuje swiat przedstawiony, lecz brak dramatyzmu powiesciowego przejawiajacy sie w usunieciu konfliktu lub sprowadzenie go do czysto retorycznej funkcji sprawia, ze po skonczeniu lektury czytelnik odczuwa niedosyt.

Porownywano Shafak z wielkim pisarzem tureckim, noblista Orhanem Pamukiem. Uwazna lektura i porownanie obydwoch autorow nie potwierdza pokladanych w niej nadziei, ze bedzie godnym nastepca jego spuscizny. Moim zdaniem, Pamuk jest mniej dydaktyczny, za to bardziej filozoficzny i przekonujacy w budowie wiarygodnego swiata powiesciowego. W sumie, wydaje mi sie, ze autorka Sufiego jest raczej przemijajaca gwiazda, bo nie nalezy sie po niej spodziewac dziel, ktore by wstrzasnely czytelnikami czy krytykami. Obym sie mylil. Wielkich dziel nigdy nie jest zbyt wiele.

DEKONSTRUKCJA

DEKONSTRUKCJA,

pojecie tylez modne, ilez kontrowersyjne, absorbuje elity intelektualne oraz zwyklych konsumentow slowa pisanego od kilkudziesieciu juz lat jako temat bardzo wyrafinowanych, a takze po prostu upraszczajacych to zagadnienie dysput, ogromnie waznych zarowno dla filozofow, jak i pisarzy i ich czytelnikow. Mimo ze, jak sie wydaje, powiedziano o nim juz wszystko, co mozna bylo sprzedac na uzytek mediow naukowych i popularnych, postanowilem wtracic swoje trzy grosze nie tyle w celu odkrycia jakiejs niezwyklej perspektywy, ktora moglaby porazic czytelnika tych medytacji ujawnieniem olsniewajacego aspektu tego problemu, ile podzielic sie myslami, ktore zaprzataja moj umysl od wielu juz lat, co sprawia, ze zagadnienie to odbieram nie w sposob abstrakcyjny, lecz jako problem osobisty. Dekonstrukcje jako metode filozofowania i uprawiania niezwykle interesujacej formy wypowiedzi, sytuujacej sie na pograniczu literatury i filozofii, wymyslil Jacques Derrida. Jesli jej glowna cecha jest podwazanie oczywistosci, ktore funkcjonuja jako dogmaty intelektualne, to zarzuty ze jest ona uprawianiem nihilizmu sa bezpodstawne. Nalezy bowiem zwrocic uwage, ze podobna strategie, choc oczywiscie nalezy dostrzec roznice, stosowali mysliciele greccy, ktorym nie wystarczaly zadne odpowiedzi na fundamentalne kwestie dotyczace czlowieka, swiata, w ktorym zyje i samej racjonalnej refleksji, jaka stala sie celem ich dzialalnosci. Zatem nalezy powiedziec, ze metoda i sposob uprawiania dekonstrukcji wywodza sie z ducha filozofii greckiej i sa po prostu tworczym odnowieniem w czasach wspolczesnych sposobu stawiania pytan w stosunku do rzeczywistosci, bez czego przynajmniej niektore jednostki nie potrafia spokojnie polozyc sie do lozka i snic o lepszym seksie.

PALENIE PAPIEROSOW

PALENIE PAPIEROSOW

bylo niegdys modne w kregach artystow, intelektualistow, a pozniej takze wsrod zbuntowanej mlodziezy. W ostatnich kilkunastu latach kampania medialna, obecna rowniez w Polsce, przeciwko koncernom tytoniowym oraz zwyklym praktykom wdychania dymu do pluc, ktorym oddaja sie z prawdziwa przyjemnoscia miliony ludzi roznych narodowosci, ras, przekonan religijnych i klas spolecznych, nabrala niespotykanej dotad sily. Stala sie nie tylko zwykla akcja spoleczna, jakich wiele, ktorej celem jest uchronienie palaczy przed rakiem pluc, lecz takze jednym z charakterystycznych rysow wspolczesnego dyskursu ideologicznego obecnego w mediach, ktory troszke z przyzwyczajenia, troszke z poczuciem ironicznego dystansu, nazywamy poprawnoscia polityczna. Przyznam sie, ze pale juz od okolo dwudziestu lat i nie zamierzam przestac. Oczywiscie mam swiadomosc, ze jest to nalog w zasadzie szkodliwy, moze nawet umiarkowanie niebezpieczny, lecz takze nie lubie, gdy uszczesliwia sie mnie na sile. Ta osobista perspektywa na temat juz globalny jest moja wlasnoscia i dlatego mnie cieszy. Zatem wszystkim lekarzom, kolegom, znajomym, ministrom, dziennikarzom wszystkich stacji telewizyjnych i radiowych, wyrobnikom artykulow gazetowych, poslom do Sejmu, itd., ktorzy w trosce o poczucie dobrze spelnionego obowiazku ratowania ludzkosci przed zaglada utrudniaja mi poszukiwanie niepowtarzalnego sposobu uzycia zapalniczki, powiadam: Robta co chceta, i… trzepnijce se waleta! Ja, popijajac kawe, tym razem bez mleka, po odejsciu od laptopa zaraz sie tym uracze, czego mi tak zabraniacie!

PORNOGRAFIA JAKO KICZ

PORNOGRAFIA JAKO KICZ.=

Refleksja filozofow nad tak pogardzanym przez srodowisko ludzi wyksztalconych tematem jest stosunkowo swiezej daty, bo wzbudzil on zainteresowanie jako zjawisko kulturowe dopiero w polowie XIX wieku, co dostrzegl w sposob bardzo ciekawy Walter Benjamin w swych Pasazach, ktore dopiero niedawno ukazaly sie w Polsce. Mnie jednak nie pociagaja rozwazania z zakresu historii obyczaju, lecz porownanie pornografii z erotyzmem w sztuce pojetym jako jej estetyczna sublimacja. Sa to oczywiscie kategorie pokrewne, bo posluguja sie w celach oddzialywania na odbiorce kodem semiotycznym, ktory nalezy do tabu kulturowego w naszej czesci swiata i wykorzystuje srodki jezykowej lub wizualnej ekspresji zwiazane z cielesnoscia i seksualnoscia czlowieka. Zwrocmy uwage, ze rzeczownik pornografia pochodzi od slowa greckiego porne, oznaczajacego nierzadnice i graphos – pisarza. Zatem w rozumieniu starozytnych interesujace nas zagadnienie mozna zrozumiec jako proste przedstawianie tresci obscenicznych, ktore nie naleza do dyskursu kultury wysokiej. Jak nalezy zatem patrzec na sceny i opisy wykorzystujace do celow estetycznych tlumione tresci kulturowe i odroznic efekt artystyczny od pornografii wlasciwej? Jest to pytanie wazne nie tylko dla artystow, lecz takze filozofow i krytykow oraz publicznosci, bo praktyka artystyczna wielu wybitnych tworcow dowodzi, ze nawet najbardziej drastyczne opisy lub obrazy erotyczne maja swe uzasadnienie w dzielach literackich i plastycznych. Wydaje mi sie, ze moja propozycja traktowania erotyzmu jako sublimacji estetycznej kiczu to temat niewyczerpany. Pozwoli mi jednak zwrocic uwage czytelnika na pewien dystans istniejacy w percepcji erotyzmu przez artyste poprzez uzycie przez niego modalnego cudzyslowu, dzieki  ktoremu odbiorca nie traktuje tematu w sposob doslowny, lecz uczestniczy w grze estetycznej. W wypadku pornografii, co dobrze jest widoczne we wszystkich jej postaciach, skupienie uwagi odbiorcy na stereotypowo przedstawionej tresci niesionej przez znak z pominieciem roli signifiant jest kluczowe dla tej formy kulturowej komunikacji. A to wlasnie jest istota kiczu!