ZACZNĘ OD PAUMANOK (7)

ZACZNĘ OD PAUMANOK (7)

Walt Whitman

7.

DUSZA! Na wieki i dłużej niż brąz gleby, i trwalsza niż przypływy i odpływy

morza.

Stworzę poematy z materii, bo to najbardziej

duchowe wiersze;

I stworzę poematy o ciele i mej śmiertelności,

Bo wtedy będę miał wiersze o mej duszy i

nieśmiertelności.

Stworzę pieśń dla tych Stanów, żeby żaden Stan w żadnym wypadku

nie podlegał innemu;

I stworzę pieśń, żeby powstał wzajemny sojusz, za dnia jak i nocą

pomiędzy wszystkimi Stanami, i każdym z osobna;

I stworzę pieśń dla Prezydenta, pełną siły i

groźby dla wrogów,

A za celownikami niezliczone smutne twarze:

I pieśń stworzę o Jednym złożonym ze wszystkich;

Z żądłem i blaskiem, i głową ponad wszystkimi;

Śmiałą, wojowniczą, jednoczącą i ponad wszystko;

Innych głowy mimo że mogą być wysoko, jednak ta będzie ponad wszystkimi.

uznam obecne kraje;

Prześledzę atlas całego globu i powitam dwornie każde

miasto, duże i małe;

I miejsca pracy! Opiszę je w moich wierszach, bo są bohaterstwem

na lądzie i morzu – I opiszę to bohaterstwo z amerykańskiego punktu

widzenia;

I organy oraz akty seksualne! Czy skupiacie się we mnie – bo jestem zdecydowany

Powiedzieć wam odważnym i śmiałym głosem, jakie jesteście wspaniałe.

Zaśpiewam pieśń braterstwa;

Pokażę, co ja, samotny, mogę w nich ukazać;

Wierzę, że można znaleźć własny ideał męskiej miłości, patrzcie

na mnie;

Uniosę, co tłumiło za długo tlące się płomienie;

Całkowicie je porzucę;

Napiszę ewangelię – poemat o braterstwie i miłości;

Bo tylko ja rozumiem miłość, z jej smutkami i radościami?

A któż prócz mnie będzie poetą moich braci?

 

Z cyklu „PIEŚNI O DEMOKRACJI”, Źdźbła trawy, 1900

Przeł. Marek Oktawian Bulanowski

CHIŃSKA POWIEŚĆ POSTMODERNISTYCZNA

MAREK OKTAWIAN BULANOWSKI

CHIŃSKA POWIEŚĆ POSTMODERNISTYCZNA

Mo Yan, Obfite piersi, pełne biodra,

 przeł. K. Kulpa, WAB, Warszawa 2012, wyd. II

 

Mo Yan (po chińsku „ten, który milczy”) to pseudonim literacki kontrowersyjnego pisarza chińskiego Guana Moyego, który po otrzymaniu Nagrody Nobla w dziedzinie literatury naraził się wielu pisarzom i krytykom, także polskim, wygłaszając słowa o pożytku cenzury. Sprawa wydaje mi się ciekawa, bo nieprzewidziane przez dyktatorów uboczne skutki jej działalności to powstawanie znakomitych dzieł artystycznych. W 19. w Polsce opór wobec władz zaborczych dał asumpt Mickiewiczowi do stworzenia Dziadów czy Pana Tadeusza. A w 20. wieku cóż pozostałoby z popularności Mrożka, Herberta czy Miłosza, gdyby nie ich walka z cenzurą? Można by wymieniać długo przykłady zarówno z historii polskiej literatury i kultury, jak i zagranicznej, które świadczą o tym, że instytucja kontroli wypowiedzi, której wszak nie można sprowadzić tylko do funkcji politycznej ochrony dyktatur, bo przecież jest to bardziej złożony problem wyznawanych wartości społecznych i ich ochrony, istniała zawsze i wszędzie w różnych formach, a bunt przeciwko jej opresyjnemu charakterowi przynosił znakomite efekty artystyczne w formie oryginalnych i wybitnych dzieł.

Mimo że w życiorysie Mo Yana widnieje zapis o pracy w charakterze oficera politycznego w armii chińskiej i jego zainteresowań problemami współczesnych Chin, nie jest pisarzem politycznym np. tak jak Mario Vargas Llossa, by przypomnieć innego noblistę. Jego powieść Obfite piersi, pełne biodra, która między innymi została wydana przez warszawskie Wydawnictwo WAB, świadczy o tym dobitnie. Stanowi ona znakomity przykład zmian politycznych, gospodarczych i społecznych, jakie zaszły i nadal zachodzą w Chińskiej Republice Ludowej i Komunistycznej Partii Chin. Ich tradycyjne nazwy nie odzwierciedlają bowiem ich współczesnego charakteru, gdyż pod nimi kryją się już treści odległe od rewolucyjnych haseł ideologicznych, a perspektywa Mo Yana, jaką przyjął w swojej powieści, jest mi bardzo bliska, gdyż za wartości nadrzędne przyjął punkt widzenia artysty, pisarza, który opisuje swój kraj i społeczeństwo bez uproszczeń, ukazując złożony jego obraz, bez angażowania się w bieżącą walkę polityczną, za to kładąc nacisk na problemy specyficznie literackie jak sposób opowiadania i konstrukcja świata przedstawionego.

Powieść Obfite piersi, pełne biodra opowiada historię wiejskiej rodziny Shanguanów na tle dziejów Chin od lat 30. po 90. XX wieku. Narracja ujawnia połączenie tradycji literackich Chin ze wzorami zachodnimi. Autor, posiadając wysoką świadomość teoretyczną swojej twórczości, określa to jako inspirację twórczością Williama Faulknera i Gabriela Garcii Marqueza oraz rodzimym folklorem. Znajduje to adekwatne odbicie w narracji jego powieści, którą można zaliczyć do gatunku tzw. realizmu magicznego. Za amerykańskim badaczem Brianem McHale’m (por. Powieść postmodernistyczna, przeł. M. Plaza, Kraków 2012) można ją także określić jako powieść postmodernistyczną, przez co należy rozumieć obecność w niej konwencji fantastycznych i realistycznych, które przez narratora są traktowane na równych prawach.

Zatem narracja, która jest głównym elementem kontrukcyjnym tej powieści, usuwając w cień rolę prezentacyjną dialogu, nawiązuje do najlepszych wzorców zachodnich. Plastyczność opisu dorównuje prozie Faulknera, a magiczne elementy folkloru chińskiego tworzą porównywalny z prozą Marqueza efekt naruszenia zasady prawdopodobieństwa poprzez współistnienie elementów fantastycznych i realistycznych, jak np. narracja z punktu widzenia noworodka, chłopca o imieniu Jiantong, który jest jednym z głównych bohaterów. W powieści istnieje dwóch narratorów – wszechwiedzący, którego rola jest marginalna, oraz dziecko, które nie chce dorosnąć i pragnie ciągle ssać kobiece piersi, to jest jedyny chłopak w rodzinie Shanguanów. Później jego losy wraz z rodzinnymi tragediami stają się w tej narracji głównym przedmiotem opisu. Są to losy naprawdę dramatyczne, jak choćby opisywane wydarzenia sprzedaży siostry na targu w zamian za pożywienie, plastyczne opisy bitew, śmierci poszczególnych dzieci i walki o przeżycie. Mimo widocznego dystansu i chłodu narracji, która unika patosu i jest prowadzona w sposób maksymalnie wiarygodny, Mo Yan uzyskał przejmujący i niebanalny efekt dramatyczny na miarę Marqueza.

Udaje mu się to w głównej mierze dzięki temu, że unika tworzenia prostych opozycji. Świat przedstawiony powieści nie ilustruje banalnej i nieprawdziwej tezy o walce dobra ze złem, co jest ulubionym chwytem pisarzy polskich, konflikty ideologiczne i polityczne ukazane są z dystansem, bez tezy i opowiadania się po jakiejkolwiek stronie. Postacie są zróżnicowane, żywe, wiarygodne, mimo zwyczajności nie są banalne. Zatem bohaterowie wojny z Japonią zdradzają swą ojczyznę, pastor szwedzki jest postacią pozytywną i kocha Chiny, a nie jest przedstawicielem imperializmu,  komuniści są po prostu okrutni, a współczesne, kapitalistyczne Chiny bezwzględne w pogoni za zyskiem. Dialogi bohaterów unikają sloganów, do których przyzwyczaiły nas np. rodzime produkcyjniaki, ale także i tzw. literatura rozliczeniowa. Świat powieści Mo Yana to świat okrutny, który wyrządza krzywdę prostym i zwykłym ludziom.

Jak należy rozumieć postmodernizm Mo Yana? Czy w wypadku Chin może takie zjawisko istnieć? Wydaje mi się, że w sensie światopoglądu postmodernizm jako fakt społeczno kulturowy w Chinach nie może powstać, widoczna jest natomiast u Mo Yana fascynacja artystycznym sposobem opowiadania charakterystyczna dla powieści postmodernistycznej. Może dla artysty światopogląd jest mniej ważny. W sumie Obfite piersi, pełne biodra to znakomita rzecz. Według Komitetu Noblowskiego nagroda została przekazana za wartości artystyczne i literackie. Znajduje to potwierdzenie w tej powieści. Jest to historia warta lektury, przeznaczona dla wrażliwego i wymagającego czytelnika. Takiej perspektywy w polskiej literaturze nie ma, dlatego polscy pisarze mogą się wiele nauczyć od Chińczyka-noblisty, a czytelnicy mają okazję obcować z wielką literaturą.

ZACZNĘ OD PAUMANOK (6)

ZACZNĘ OD PAUMANOK

Walt Whitman

6.

Zmarli poeci, filozofowie, kapłani,

Męczennicy, artyści, wynalazcy, byłe rządy,

Twórcy języka na innych wybrzeżach,

Narody niegdyś potężne, teraz zubożałe, odludne lub opuszczone,

Nie śmiem kontynuować aż do chwili, gdy z szacunkiem zapiszę, co zostawiłaś, niosłaś

tu:

Przeczytałem to – własne dzieło podziwiam, (wertując na chwilę pomiędzy jego wersami;)

Pomyśl, nic nie może być większe – nic nie zasługuje na więcej niż

zasługuje;

Przyglądając się temu wszystkiemu uważnie i długo, potem odrzucając,

Stoję tu na właściwym miejscu i we właściwym czasie.

Tu przybywają kobiety i mężczyźni;

Tu są dziedzice i dziedziczki statków świata – tu jest żar

materiałów;

Tu duchowość, tłumaczka, jawnie zaprzysiężona,

Zawsze opiekująca się końcem widzialnych form;

Po długim oczekiwaniu, nadchodzi,

Tak, oto przychodzi ma pani, Dusza.

 

 

Z cyklu „PIEŚNI O DEMOKRACJI”, Źdźbła trawy, 1900

Przeł. Marek Oktawian Bulanowski

ZACZNĘ OD PAUMANOK (5)

ZACZNĘ OD PAUMANOK (5)

Walt Whitman

5.

Weź me źdźbła, Ameryko! Weź je na południe, weź na północ!

Niech powitają je wszędzie, ponieważ są twym potomstwem;

Otocz je ze wschodu i zachodu! Bo one otoczą ciebie;

I wy, poprzednicy! Połączcie się z nimi miłością, bo one połączą się miłością

Z wami.

Uczyłem się pilnie historii;

Siedziałem studiując u podnóżków wielkich mistrzów:

Teraz, jeśli im pozwolę, ci wielcy mistrzowie mogą wrócić i uczyć się ode mnie!

W imieniu tych Stanów, czy mam pogardzać antykiem?

Przecież to dziedzice antyku, naprawdę.

 

Z cyklu „PIEŚNI O DEMOKRACJI”, Źdźbła trawy, 1900

Przeł. Marek Oktawian Bulanowski

 

ZACZNĘ OD PAUMANOK (4)

ZACZNĘ OD PAUMANOK (4)

Walt Whitman

4.

W roku 80. istnienia Stanów,

Mój język, każdy atom krwi, powstały z tej ziemi, powietrza,

Urodzony tu jak moi rodzice, podobnie jak ich rodzice, i ich

Rodzice,

Ja, w wieku trzydziestu sześciu lat, w doskonałym zdrowiu zaczynam,

Wierząc, że nie przestanę do śmierci.

Moje credo i szkoły są w zawieszeniu,

(Wracam na chwilę, zadowolony z nich, jakimi są, lecz nigdy ich nie zapomniałem.)

Przybyłem do portu na dobre i złe – pozwalam mówić , w wypadku zagrożenia –

Teraz natura bez kontroli, za to z pierwotną energią.

 

Z cyklu „PIEŚNI O DEMOKRACJI”, Źdźbła trawy, 1900

Przeł. Marek Oktawian Bulanowski

 

ZACZNĘ OD PAUMANOK (3)

ZACZNĘ OD PAUMANOK

Walt Whitman

3.

Americanos! Zdobywcy! Marsze humanitarne;

Naprzód! Marsze stulecia! Libertad! Masy!

Dla was śpiewam pieśni.

Pieśni prerii;

Pieśni płynącej w dal Mississippi aż do Zatoki Meksykańskiej;

Pieśni Ohio, Indiany, Illinois, Iowa, Wisconsin i Minnesoty;

Pieśni, płynące z serca, z Kansas, i dalej, dla wszystkich równo,

Strzelając bez ustanku w pulsach ognia, by ożywić wszystkich.

 

 

Z cyklu „PIEŚNI O DEMOKRACJI”, Źdźbła trawy, 1900

Przeł. Marek Oktawian Bulanowski

 

ZACZNĘ OD PAUMANOK (2)

ZACZNĘ OD PAUMANOK (2)

Walt Whitman

2.

Zwycięstwo, jedność, wiara, tożsamość, czas,

Ty, obecne i przyszłe ziemie, porozumienie na zawsze, bogactwa,

tajemnica,

wieczny postęp, kosmos i współczesne strzały.

Zatem, to jest życie.

Oto co wyszło na powierzchnię po wielu boleściach i konwulsjach.

Jakież to niezwykłe! Naprawdę!

Pod stopą boska ziemia – ponad głową słońce.

Zobacz obracający się glob;

Przodkowie-kontynenty są gdzieś daleko, razem;

Obecne i przyszłe kontynenty na północ i południe, z przesmykiem

Pomiędzy nimi.

Spójrz, przestrzenie bezdroży;

Jak we śnie szybko się zmieniają, wypełniają;

Niepoliczone masy wpadają na nie;

Teraz tam jest wielu wielkich ludzi, artystów, instytucji.

Spójrz na projekt przyszłości,

Dla mnie to niepoliczona publiczność.

Idą mocnym i równym krokiem – nigdy nie przestając,

Następcy ludzkości, Americanos, jest ich sto milionów;

Jedno pokolenie jest jego częścią, i przekazuje pałeczkę dalej,

Twarze patrzą na boki i do tyłu, na mnie, bym ich posłuchał,

Z oczami przeszłości skierowanymi na mnie.

 

 

Z cyklu „PIEŚNI O DEMOKRACJI”, Źdźbła trawy, 1900

Przeł. Marek Oktawian Bulanowski

ZACZNĘ OD PAUMANOK (1)

Walt Whitman

ZACZNĘ OD PAUMANOK

Zacznę od Paumanok o rybim kształcie, gdzie się urodziłem,

Należycie poczęty i wychowany przez doskonałą matkę;

Włóczyłem się po wielu krajach – kochałem zatłoczone chodniki;

Mieszkałem w Mannahatta, mieście statków, moim mieście – lub na południowych       sawannach;

Byłem w obozie wojskowym, niosłem plecak i broń – także górnikiem

W Kalifornii;

I prostakiem w rodzinnych lasach Dakoty, jadłem mięso, piłem

Ze źródła;

Czasem uciekałem do muz i rozmyślałem w głębokim zaciszu,

Oddalony od hałasu tłumu, na jakiś czas urzeczony i szczęśliwy;

I świadom pięknego daru płynącej Missouri – świadom potężnej

Niagary,

Świadom stad byków, pasących się na równinach – kudłatego byka

o silnej piersi;

Ziemi, skał, kwitnących kwiatów, doświadczyłem – gwiazd, deszczu, śniegu,

Zdumienia;

Po wysłuchaniu śpiewu drozda i głosu górskiego jastrzębia,

A wieczorem niezrównanego pustelnika drozda znad

bagiennych cedrów,

Sam, śpiewając ku zachodowi, zaintonowałem pieśń dla Nowego Świata.

Z cyklu „PIEŚNI O DEMOKRACJI”

przeł. Marek Oktawian Bulanowski

CZAS PYTANIA

CZAS PYTANIA

„Zyjesz w czasie stawiania pytan, ktore poddane sa probie.” – powiedzial ojciec.

„Jesli jestes pytaniem, nie zsylaj odpowiedzi.” – odrzeklem po chwili.

Twoje miejsce jest zajete. Na przekor wyrwanym jezykom, wylupionym oczom, odjetym slowom, stoj prosto. Patrz wrogowi prosto w oczy, bys nie musial niczego zalowac.

Istniejesz dzieki szorstkosci skory. Jak trawa, ktorej nigdy nie zniszczysz. Twoim swiatem jest to, co lezy poza horyzontem. Bys nigdy nie zapomnial, ze porzuciles Jeruzalem dla ladacznicy bez zadnych zasad.

A historia, ktora ci sie przytrafila, jest wolaniem sprzed tysiecy lat. Wolaniem, ktorego nie chcesz posluchac. Bo zapomniales jego jezyka.

Dokad idziesz, synu zapomnianych stronic? Nie zabieraj ze soba zlotego runa nicosci, ono poda ci dlon, ale wtedy niczego nie bedziesz widzial.

Czy to nie najwazniejsze, by nosic swe imie? W potwarzach chmur, w przeklenstwach deszczu. Przegrasz swe zycie, wedrowke, jutro o wschodzie ksiezyca. Podasz mu dlon, a on nie odda ci swiatla. Bo jestes wyczerpany stawianiem krokow po sciezce pytan?

Odpocznij w cieniu lipy, jutro pojdziesz dalej, by uciec od swej twarzy.

„Nie odwracaj sie. Glos nie wola. Znikniesz, nie zapisane beda twe czyny ni rozmowy. Czy to wedrowka po okregu jest twoim przeznaczeniem?”

Sciany budza cie do zycia, z czterech stron wokol glowy.

Mowia raz cicho, raz glosno glosem grudniowego snu.

Dopoki jestes, jestes ze mna, pobladly od zapachow slow.

Siedzisz przy biurku, stawiasz litery, z ktorych sklada sie najwazniejsze pytanie. Nie odpowiesz. Nie wiesz, po co to robisz. Odchylasz glowe w prawo, czujesz jak kropla potu splywa po prawym policzku, po lewym.

Czymze – mowisz –barwisz moja skore? Na niej zapisane sa wszystkie samogloski, ktore wypowiedzialo serce.

Poznaje cie, odrzeklem, po szelescie krokow, kiedy chce odroznic odcienie nocy. To ona zabrala mi imie, ktore mi dales. Juz nie wiem, czy pozostane fragmentem nigdy nie dokonczonego pytania, czy brudnym sladem po plonacym zeszycie.

Czas pytania jest dojrzewaniem do podjecia decyzji. Ponaglany przez bicie serca, odwazasz sie na to, co nigdy nie bylo mozliwe.

Zyjac w granicach mysli, tulisz do serca trawe, na ktorej spales, galazke wierzby, kamien, lezacy pod glowa. To daje ukojenie.