ZACZNĘ OD PAUMANOK (13)

Walt Whitman

13

Demokracjo!

Blisko ciebie gardło nabiera powietrza i pięknie śpiewa.

Ma femme!

Dla naszych i nie naszych potomków,

Dla tych, którzy są tutaj, i dla tych, którzy przyjdą,

Jestem radosny czekając na nich, będę śpiewał radośniej i głośniej kolędy

Niż kiedykolwiek słyszano na Ziemi.

Zaśpiewam z pasją, aby oddać ich ducha i wasze pieśni, przestępcy –

Bo spoglądam na was bratnim wzrokiem, i zabieram was ze sobą jak innych.

Zaśpiewam prawdziwą pieśń o bogatych, aby zarobić na chleb, a cokolwiek zapłodni umysł oraz pójdzie naprzód, nie zostanie rzucone na pastwę śmierci.

Wydam z siebie wszelki egotyzm i pokażę go, że jest wszędzie – i zostanę piewcą

osobowości;

I ukażę kobietę i mężczyznę jako równych

sobie;

I pokażę, że nie ma żadnego braku w teraźniejszości – i nie będzie go także

w przyszłości;

I pokażę, że cokolwiek się każdemu przydarza, może przynieść dobre skutki – i powiem,

że nic nie może się przytrafić bardziej pięknego

niż śmierć;

I nawinę nić na moje wiersze, żeby czas i wydarzenia

stały się powiązane,

i żeby wszystkie rzeczy świata stały się pięknymi cudami, każdy tak

intensywny jak inne.

Nie będę pisał wierszy w odniesieniu do części;

Lecz odniosę liście, wiersze, wierszyki, pieśni, powiedzenia, myśli

do całości:

I nie będę śpiewał o poszczególnym dniu, lecz o wszystkich

dniach;

I nie napiszę wiersza, nawet jego części bez odniesienia

do duszy;

Ponieważ, widząc rzeczy świata, myślę, że nie ma nic, nawet pojedynczego pierwiastka, który

nie miałby znaczenia dla duszy.

 

Z cyklu „PIEŚNI O DEMOKRACJI”, Źdźbła trawy, 1900

Przeł. Marek Oktawian Bulanowski

 

sir Arthur Conan Doyle: STRACH NA WZGÓRZACH

STRACH NA WZGÓRZACH

Myśl, że nadzwyczajne opowiadanie, które zostało nazwane Fragmentem Joyce’a-Armstronga, jest praktycznie wyrafinowanym żartem, rozwijanym przez pewną nieznaną osobę, która została przeklęta z powodu perwersyjnego i zbrodniczego poczucia humoru, została obecnie porzucona przez wszystkich, którzy zbadali tę sprawę. Najbardziej makabryczny i z fantazją plotkarz zawahałby się przed połączeniem swoich chorobliwych wyobrażeń z bezsprzecznie tragicznymi faktami, które potwierdzały to stanowisko. Chociaż sądy zawarte w nim są zdumiewające, a nawet przerażające, tym niemniej zmuszają zwykły rozsądek do uznania, że są prawdziwe i że należy ponownie dostosować nasze rozumienie do nowej sytuacji. Nasz świat wydaje się oddzielony cienką i nietrwałą linią zabezpieczeń od tego najbardziej szczególnego i nieoczekiwanego niebezpieczeństwa. Będę podążał za tą opowieścią, która odtwarza oryginalny dokument z konieczności we fragmentarycznej formie, aby ukazać czytelnikowi na bieżąco wszystkie fakty, a uprzedzając moje oświadczenie mówię to teraz, że jeśli ktokolwiek miałby wątpliwości co do opowiadania Joyce’a-Armstronga, to nie będzie żadnej kwestii co do faktów, dotyczących porucznika R. N. Myrtle’a i pana Haya Connora, którzy z pewnością  skończyli w sposób tak opisany.

 

cdn

ZACZNĘ OD PAUMANOK (12)

ZACZNĘ OD PAUMANOK (12)

Walt Whitman

12

Gdy w Alabamie wyszedłem rankiem na spacer, zobaczyłem samiczkę drozda, jak siedziała w gnieździe na krzaku dzikiej róży, gdy wylęgały się jej młode. Widziałem także samca; zatrzymałem się tuż koło niego, i słuchałem jak nadyma się i pięknie śpiewa.

I gdy tak stałem pomyślałem, że naprawdę nie śpiewał tylko

Tam,

Ani dla swojej towarzyszki, ani dla siebie, ani dla tego, co odbijało wszystko echem;

Lecz subtelnie, w ukryciu, gdzieś daleko,

dzięki ofiarowanej opłacie i tajemnemu darowi – dla nowo narodzonych.

Z cyklu „PIEŚNI O DEMOKRACJI”, Źdźbła trawy, 1900

Przeł. Marek Oktawian Bulanowski

ZACZNĘ OD PAUMANOK

ZACZNĘ OD PAUMANOK (11)

Walt Whitman

 

Znam cię: aby zasiać ziarno wielkiej religii,

Te pieśni spiewam, a każda w swoim rodzaju.

Mój towarzyszu!

Dla ciebie, byś dzielił ze mną dwie wielkości – i trzecią, powstającą

z nimi, a bardziej wspaniałą,

wielkość Miłości i Demokracji – i wielkość Religii.

To moja własna kompozycja! Niewidzialne i widzialne;

Ocean tajemnicy, gdzie nikną strumienie;

Proroczy duch materii, poruszający się i migotający wokół mnie,

Żyjące istoty, równe, teraz niewątpliwie blisko nas w wietrze, którego nie znamy;

Mam z nimi kontakt codzienny i w każdej godzinie, który mnie nie opuści;

Te wybrałem – te, które wskażę, pytały o mnie.

Nie tego, który całował codziennie od czasów dzieciństwa,

Otulił i objął mnie, z którym nie jestem już związany

Bardziej niż z niebiosami, ze światem duchowym,

I z cechami Bogów, moich kochanków, wiernych i prawdziwych,

Jakimi się okazali zsyłając natchnienie.

Ach, te motywy i jednolitość!

Zdumienie rzeczy! O, boska równości!

O trele w świetle słońca – śpiewane jakby w tej chwili, albo w południe w pięknym tonie!

O mocy muzyczna, płynąca przez wieki – teraz sięgająca aż tu,

Chwytam twe niespokojne i złożone dźwięki – udoskonalam, i radośnie

Przekazuję dalej.

Z cyklu „PIEŚNI O DEMOKRACJI”, Źdźbła trawy, 1900

Przeł. Marek Oktawian Bulanowski