OSTATNI POETA ROZMAWIA Z PIASKIEM PRZYDROŻNYM

OSTATNI POETA ROZMAWIA Z PIASKIEM PRZYDROŻNYM

Mirosławowi Rogali w dniu urodzin

Nie ma cię już szorstka ścieżko

Pod smutnym krokiem zapadał zmrok

Zwróciłaś pielgrzymom

Ciepły uścisk powietrza duszną stronę i zmęczony głos

Zamknęłaś skrzypiące ściany

Chrobot łóżka

Te odcięte głowy

I chwile gdy wstydliwy słychać szept

W drogę w drogę tam gdzie jasne oko błękitu

Po prawej ręce

Idzie ten który zginie w obronie starych wersetów

Po lewej ten który przedrzeźnia tańczy i mówi

O potędze snów

I szarym rytmie drogi

Ostatni Poeta cytuje

Mijane drzewa ich zmęczony szum

I stopy zranione piaskiem

Nie ma już wąwozów

Tych z przewodników turystycznych

I zapamiętanych z lekcji geografii

Pijanych zielenią i płaskim szumem kartek pocztowych

Piasek jest miękki łasi się do oczu

Szuka miejsca gdzie mógłby zasnąć

A ciało pielgrzyma schowa się w przydrożnej

Ciżbie drzew

Ostatni Poeta chciałby zaprosić

Na ucztę mistrzów akwarel

Wszystkie swoje wersy

Słowa słowa słowa

Te piękne i dumne ze swych znaczeń

Jak i te ubogie wytarte

Zostawione na pastwę zamkniętych okładek

Ostatni Poeta poda na srebrnym talerzu

Pochmurny dzień ciepło kominka

Zasiądzie do stołu z tymi

Którzy wybrali milczenie

I tymi którym

Larum srebrnych gwiazd

Nie przerwie łaciny oblicza

Nie ma już świata OSTATNIEGO POETY

Znikł pod westchnieniem obrazów

Nigdy nie zaproszonych

By udawać martwą naturę

Tę z Królestwa Nieznanych Lądów

I tę skrytą za pragnieniem klawiatury

SANKTUARIUM KICZU i BRZYDOTY

Lesław Czapliński Kopia Kopia ok_10

Sanktuarium kiczu i brzydoty

 

Pielgrzym, który przestąpił progi Centrum JP2 „Nie lękajcie się!” raz po raz przeciera ze zdumienia oczy, nie mogąc uwierzyć, w to, co widzi wokół siebie. Zastanawia się, czy przypadkiem nie myli go wzrok i czy nie jest to fatamorgana, zrodzona nad „białymi morzami”  DSC01318 z wyziewów i miazmatów wydobywających się z poprzemysłowych odpadów sodowych, skoro obiekt ten zlokalizowano na zrekultywowanych hałdach po nieistniejących zakładach Solvay? Zaiste bowiem nagromadzenie w tym miejscu przejawów zuchwałego kiczu i wyzywającej brzydoty przekracza wszelkie wyobrażenie oraz wytrzymałość przeciętnie wrażliwego człowieka, mogąc pod tym względem śmiało konkurować z Licheniem czy świebodzińskim megaChrystusem, wydawałoby się przykładami złego smaku już nie do pobicia.

Po pierwsze mamy do czynienia z wyjątkowo banalną architekturą złożoną z pseudoromańskich budynków DSC01336 , kanciastej kopuły oraz wolno stojącej, wysokiej wieży DSC01111 . Założenie to, wraz z postępującą sekularyzacja społeczeństwa oraz napływem muzułmańskich imigrantów, jak znalazł, da się łatwo zaadaptować na meczet, a samotna wieża stanie się minaretem, z którego rozbrzmiewać będą nawołania muezzina. Wszystko to utrzymane jest zarazem w stylu mussoliniańskim, a więc mającym przytłoczyć przybywających tu nieszczęśników, którzy powinni wyzbyć się wszelkiej nadziei, że oszczędzona zostanie im szpetota.

Po przekroczeniu odrzwi krakowskich, zdobionych płaskorzeźbą z naturalnej wielkości JP2, którego pastorał zyskuje trzeci wymiar, nabierając pełnej plastyczności, zagrażającej oczom nieuważnego pątnika, wkraczamy do górnego kościoła. Dekorację jego betonowej konstrukcji stanowią mozaiki, na których „ucapiono Chrystusa”, albowiem dominuje motyw ikonograficzny, przedstawiający go z wydłużoną  twarzą zakończoną kozią bródką, na dodatek białego koloru DSC02004 . Z kolei w jednej z bocznych kaplic natknąć się można nie tyle na jego figurę, co lalkę Figura JezusaFigura. Jezusa z włosami z prawdziwymi włosami, mogącą przywodzić przed oczy obiekty Marcela Duchampa, Meret Oppenheim, Roya Liechtensteina czy Roberta Rauschenberga. Można by zaakceptować takie rozwiązanie, gdyby całe otoczenie potraktowano jako ponowoczesną stylizację, złożoną z obiektów popartowskich, ale tak nie jest, gdyż jest ono wytworem naiwnych wyobrażeń o architekturze i wystroju wnętrz.

Prawdziwego szoku estetycznego doznaje się jednak dopiero wtedy, kiedy zstąpiwszy po stopniach schodów otwiera się widok na dolny kościół, zwany kościołem relikwii, ponieważ znajdują się tam osławione ampułki Dziwisza z krwią JP2, pobraną w trakcie medycznych analiz DSC01328DSC01325DSC01324DSC01329DSC01330DSC01331DSC01333 . Zdobiące mury malarskie panneaux, utrzymane są w skali 1,5 : 1 i ukazują odwiedziny JP2 w maryjnych sanktuariach DSC01117DSC01116DSC01118, stanowiąc jawne pogwałcenie wszelkich estetycznych skrupułów. Byłby to przykład malarstwa naiwnego, gdyby nie jego porażający prymitywizm, wynikający z aspiracji do wielkiej sztuki i grafomańskiego przekonania o swej doniosłości i wielkości, odnoszącej się nie tylko do samych rozmiarów. Mimo że sygnowane są przez nazwiska różnych autorów, to swą schematycznością wywierają wrażenie jakby pochodziły spod jednej sztancy. Nie chce się w głowie pomieścić, że w Krakowie, mieście, w którym działali Hans Dürer i Wit Stwosz, Stanisław Wyspiański, Józef Mehoffer i Tadeusz Kantor, można było dopuścić do takiego natężenia złego smaku i braku wszelkiego gustu.

Swego czasu proponowałem, aby do tego Sanktuarium przenieść Kaplicę Waginy 80b1c41a13f61bf45cf1201391165509 , kontrowersyjną pracę doktorską Iwony Demko, która wszakże, poza obrazoburczym wezwaniem, pozostaje utrzymanym w dobrym guście naśladownictwem przestrzeni sakralnej, mogłaby zatem podnieść standard estetyczny tego miejsca.

O tym, że nie są to tylko odczucia pięknoduchów i utyskiwania malkontentów przekonała mnie podsłuchana rozmowa zwyczajnych zwiedzających: „Co to w Krakowie nie ma już profesorów, którzy potrafiliby zaprojektować godny papieża obiekt?”.

Uważam, że stosownie do ściganej przez kodeks karny obrazy uczuć religijnych powinien w rzeczonym znaleźć się paragraf o penalizacji obrazy uczuć estetycznych.

ŻYCZENIA URODZINOWE DLA LESZKA CZAPLIŃSKIEGO

ŻYCZENIA URODZINOWE DLA LESZKA CZAPLIŃSKIEGO

Leszku, w Twoim dniu świątecznym

Ja, skryba,  słowem ozdobnym,

Cnym afektem ulubiony,

Śpiewam Muzom jak szalony,

Żeś prawdziwy geniusz krytyczny,

Czasem w nastroju lirycznym.

A gdy wiersz Cię w oczy kole,

Już  nie myślisz o rosole.

Ukarzesz za kicz niechybnie

Poetę, który haniebnie,

Buszuje wysoko w chmurach,

Nie wiedząc, ze jest patałach.

Tyżeś rewolucjonista,

Co już nie gra nawet w wista,

Walczysz z Bogiem często w nocy,

Nigdy nie wzywasz pomocy.

W sercu człeka poczciwego,

Jest chęć do życia wiecznego,

A Ty się śmiejesz przewrotnie,

Gdy go Pegaz w dupę kopnie.

Choć Twój geniusz wszystkim znany,

Także ja szczerze oddany

Tobie poeta-grafoman,

Co dopiero wstał z kolan,

Chce spisać wszystkie Twe cnoty,

Lecz to za dużo roboty.

Z okazji urodzin serdeczności przesyła

Marek .

Kraków, 22.04.2016 🙂

BAJU, BAJU – część 4

Piotr Marek Stański OLYMPUS DIGITAL CAMERA

„Baju, baju” – część 4

Poczuł, że ktoś delikatnie ujmuje jego rękę. Jakaś starszy kobieta, zwracając się doń „Proszę księdza”, zapytała: „Czy ksiądz może też leci do Irlandii w związku z objawieniami?”. Naszemu Ojcu Dyrektorowi objawiła się Najświętsza Panienka surowo przykazując: rzuć wszystko i leć na spotkanie ze mną do Wexford, na festiwal operowy, gdzie przemówię, a raczej zaśpiewam ustami śpiewaczki. Postanowiłam podążyć za nim, by przynajmniej na odległość móc czuwać, by nie stała mu się żadna krzywda

„Spieprzaj babo!”, zawył wściekły Witold.

„Jak Panu nie wstyd, jestem różą!”, zareplikowała oburzona staruszka. „A więc to raczej pani powinna się wstydzić, że żaden się nie połakomił, by ją zerwać!”.

Tymczasem pozostawiona w kraju rodzina Witolda zasiadała do wigilijnego stołu, pozostawiwszy przy nim wolne miejsce, a nuż w ostatniej chwili powróci marnotrawny ojciec. Nie pozwolono nawet, by puste krzesło zajął kot Collin, który był jedynym dorosłym facetem w tym gronie, choć o nieco nadszarpniętej przez weterynarza reputacji. Może dlatego tak łatwo dał za wygraną i pozwolił zgonić się z upatrzonego siedziska. Obydwaj witoldowi synowie byli jeszcze małolatami: Agaton, oczywiście zyskał imię na cześć Gillera, a Natan, to pozostałość fascynacji ojca dramatem Lessinga.

– „Pora już przełamać się opłatkiem”, stwierdza zrezygnowana Żonomatka. „Dawno już zabłysła pierwsza gwiazdka”, dodaje tytułem usprawiedliwienia.

– „Jeszcze poczekajmy, może jednak Tata wróci”, marudzi Agaton, na co Natan go przedrzeźnia: „Tato nie wraca wigilie i rezurekcje”.

– „Nie bądźcie znowu takie Mickiewicze!”, przerywa im Collin, przeciągle miaucząc spod stołu i strzelając z ogona.

 

STRZĘPKI MONIKI STRZĘPKI

Lesław Czapliński Kopia DSC01911

Strzępki Moniki Strzępki”

A właściwie Pawła Demirskiego, bo on jest autorem tekstu w tym przedstawieniu, stanowiącym kontynuację pierwszej części „Klątwy”, z udziałem tych samych postaci i w okolicznościach, zaistniałych w poprzednim odcinku tego teatralnego serialu politycznego.

Jakby pod wpływem mojego poprzedniego omówienia, aktor, grający Jezusa untitled2Klatwa2 fot. Bartosz Siedlikuntitled9 , witając i zwracając się do publiczności, stwierdza, że nie jest to kabaret, lecz poważny teatr. Mimo tej deklaracji wciąż balansuje pomiędzy plakatowym uproszczeniem i stereotypem a metaforycznością, graniem na dwóch planach przez aktorów, doświadczających swoistego rozdwojenia i wcielających się na raz w dwie odmienne, choć na ogół połączone losami postacie (prezydenta i jego znienawidzonego oponenta, opozycyjnego dziennikarza, kochanki tego pierwszego, a zarazem żony drugiego i agentki wojskowego wywiadu untitled7, oraz występującej już w poprzednim odcinku w dwóch osobach telewizyjnej dziennikarki i posłanki Pawłowicz Klatwa2_9 fot. Bartosz Siedlik_maleuntitled3untitled4untitled5

oraz różnych płaszczyznach czasowych, ocierając się w konsekwencji o nieczytelność czy wręcz niezrozumiałość nie tylko przesłania, ale i samej fabuły. Jest to do pewnego stopnia paczwork teatralny, bo raczej nie kolaż, zestawiający różne sytuacje i luźno powiązane ze sobą epizody, odniesienia, konwencje przedstawieniowe, style.

Znów krew leje się gęstymi strugami. Piekło zyskuje konkretną lokalizację i adres, którym okazują się watykańskie podziemia jako miejsce tajemnych praktyk sadomasochistycznych wokół uwięzionego tam Antychrysta. Dążąca do rewindykacji swych nieruchomości ziemianka, ucharakteryzowana i oprawiona w gesty pospołu Madonny i Deotymy, jawi się z kolei wampirem, żywiącym się krwią lewicowego posła untitled8untitled6

jedynego ocalałego z poselskiej hekatomby. A w finale, obnażone topless, ziemianka i dziennikarka, odbywają egzorcyzmy, mające wypędzić z prezydenta demona.

Z jednej strony razi zbytnim uproszczeniem wizji świata, a zwłaszcza odniesień politycznych, wreszcie nieco prymitywnym antyklerykalizmem jawiącym się jako swoista obsesja, z drugiej nie potrafi uwieść i porwać swoimi autonomicznymi walorami teatralnymi, by zapomnieć o logice i racjonalnych motywacjach i oddać się we władanie nieodpartej sugestii świata przedstawionego. Niektóre brawurowo rozegrane sytuacje, stanowiące samoistne etiudy aktorskie, budzą podziw, ale nie układają się w przekonywującą, bądź porywająca całość, zdolna na dłużej przyciągnąć uwagę widza i utrzymać ją w stanie skupienia.

 

Teatr Łaźnia Nowa w Krakowie: Paweł Demirski „Klątwa” – serial teatralny – odcinek 2 „Lekcja religii”.

Reż. Monika Strzępka. Scen. Paweł Korchowiec. Muz. Jan Suświłło.