IKONORAPORT z MATECZNIKA OJCZYZNY-POLSZCZYZNY – Fotofelieton

Lesław Czapliński Szczebrzeszyn,wnętrze pofranc. kość. Św. Katarzyny — kopia

Ikonoraport z matecznika ojczyzny-polszczyzny – Fotofelieton

Szczebrzeszyn,pomnik chrząszcza naRynku przedRatu Tam, gdzie chrząszcz pobrzmiewa w trzcinie… Szczebrzeszyn, synagoga widziana z Rynku Szczebrzeszyn,synagoga - wejście

Odnowiona synagoga, obecnie dom kultury

Szczebrzeszyn, wnętrze synagogiSzczebrzeszyn, dekoracja stiukowa - menora

i jej w znacznej mierze ogołocone wnętrze, dość umownie odtworzone… Szczebrzeszyn, pomnik na cmentarzu żydowskim Kirkut, pomnik pomordowanym z ocalałych macew i te zagubione pośród traw…Szczebrzeszyn, macewy nacmentarzu żydowskim

Potomkowie pomordowanych nie życzą sobie odnowy, lecz zgodnie z zasadami judaizmu pragną, by cmentarz pozostał jako miejsce puste. Szczebrzeszyn,wnętrze pofranc. kość. Św. Katarzyny — kopia — kopia Pofałdowane wzgórza roztoczańskie, widziane z  Góry Cmentarnej . 

Chyba ponownie przemyślę kwestię zmiany zapisu nazwiska Jerzego Kasprzyka na „Kasprzyk”, skoro taka forma występowała w polszczyźnie, o czym świadczy zabytkowy nagrobek. Szczebrzeszyn, cmentarz, nagrobek Kaspszyka Okazuje się, że również nazwisko Sierakowski było kiedyś inaczej zapisywane. Szczebrzeszyn, nagrobek SieracowskiegoSzczebrzeszyn, meandry Wieprza 2 Szczebrzeszyn, wierzba nad  meandrującym Wieprzem Szczebrzeszyn, meandry Wieprza Nadwieprzańskie meandry. Szczebrzeszyn, budynek Liceum  Liceum Ogólnokształcące im. Pawła Klukowskiego oraz Szkoła Muzyczna I St. im. Karola Namysłowskiego Szczebrzeszyn, Szkoła Muzyczna I st. im. Karola Namysłowskiego .Szczebrzeszyn, kebab przy ul. Zamojskiej Dobrze zintegrowani obcokrajowcy trafili również nad Wieprz…

Nie mają problemu z przestrogą: Nie pieprz wieprza Pietrze

Bo przepieprzysz wieprza pieprzem,

skoro nie używają wieprzowiny…

Szczebrzeszyn, kościół św. Mikołaja z bokuSzczebrzeszyn, wnętrze kościoła św. M ikołajaSzczebrzeszyn, kościół św. Mikołaja

Kościół św. Mikołaja i nieodzowny w Polsce świątek przykościelnySzczebrzeszyn, pomnik JP2 przed kościołem św. Mikołaja  Pofranciszkański kościół św. Katarzyny, za carskiej władzy cerkiew Szczebrzeszyn, kościoł św. KatarzynySzczebrzeszyn, kościół św. Katarzyny - wnętrzeSzczebrzeszyn,cerkiew Zaśnięcia NMP Cerkiew Zaśnięcia NMP Szczebrzeszyn,wnętrze pofranc. kość. Św. Katarzyny — kopia — kopia — kopiaSzczebrzeszyn,wnętrze pofranc. kość. Św. Katarzyny — kopia — kopia — kopia (2)

Malownicze zaułki Szczebrzeszyn,półokrągła kamienicaSzczebrzeszyn, drewniany domSzczebrzeszyn, domy

 

KATE LIU w ŁAŃCUCIE, czyli triumf szkoły

Lesław Czapliński Kopia Kopia Kopia DSC01911

„Kate Liu w Łańcucie, czyli triumf szkoły”

Występ Kate Liu IMG_4066 na festiwalu w Łańcucie do pewnego stopnia mnie rozczarował. A muszę przyznać, że należała do moich faworytek podczas ostatniego konkursu szopenowskiego i chętnie widziałbym ją z wyższą lokatą. Teraz można było skonfrontować się z jej ujęciem nie tylko repertuaru romantycznego, ale i klasycystycznego. Artystka operuje zróżnicowanym touché, zarówno wyzbytym barwy, a więc odpowiedniejszym przy wykonywaniu Mozarta, jak i mocnym, lecz opartym w instrumencie, wychodzącym naprzeciw symfonicznemu zacięciu pianistyki Brahmsowskiej. Stosuje kontrasty dynamiczne, lecz bez przesady, unikając wszelkiej maniery w tym względzie. Nie nadużywa pedalatury. A więc poniekąd można mówić o solidnym warsztacie oraz poczuciu dobrego smaku. Wszystko zdaje się być w porządku i na swoim miejscu.Ale właśnie, jednocześnie odczuwa się brak tego, co Leibniz określał „?Je ne sais que” (Nie wiem jak), sprawiające, że, trawestując inny jego aforyzm, nieuświadomiony rachunek staje się sztuką, zdolną wylatywać ponad poziomy i porywać za sobą innych. Gra artystki IMG_4135 była bowiem wyzbyta dobitniejszego wyrazu. W czterech Balladach z op. 10 Johannesa Brahmsa zabrakło mi szerzej rozwiniętego pierwiastka narracyjnego, a przecież kompozytor starał się nawiązywać poprzez naturę absolutnej muzyki do literackiego odpowiednika gatunkowego. Z kolei w III Sonacie h-moll op. 58 Fryderyka Chopina nie dostawało mi wystarczającej dojrzałości muzycznej, by przeprowadzić i zbudować większą formę IMG_4138 .
Co ciekawe, o wiele silniejsze wrażenie wywarło na mnie rozgrzewanie się pianistki podczas przerwy, preludiującej na fortepianie, ukrytym w jednej z pałacowych komnat, rozciągających się w amfiladzie za salą balową. Może najbardziej sobą staje się i szczerze się wypowiada, kiedy nie jest na publiczny użytek, lecz właśnie poniekąd dla siebie samego? IMG_4106

Rodzina w komplecie, czyli pospólne muzykowanie Duczmal – Jaroszewskich wraz z Amadeusem na festiwalu w Łańcucie

Lesław Czapliński Kopia Kopia Kopia Na Ciecieniu

„Rodzina w komplecie, czyli pospólne muzykowanie Duczmal – Jaroszewskich wraz z Amadeusem”

Po z górą półwieczu kierowania założoną przez siebie orkiestrą można chyba już mówić o związkach rodzinnej natury. Agnieszka Duczmal IMG_3365 [1600x1200] podczas występu na festiwalu w Łańcucie pozostawiła dla siebie drugą część koncertu, w pierwszej przekazując batutę córce – Annie Duczmal – Mróz IMG_3473 [1600x1200] . W tym wykonaniu usłyszeliśmy Divertimento F-dur KV 138 patrona orkiestry – Wolfganga Amadeusa Mozarta, samym swym gatunkiem ze wszech miar nadające się, by zabrzmieć w pałacowej sali balowej, na czas festiwalu przemienionej w audytorium. W I Koncercie wiolonczelowym C-dur Hob. VIIb:1 Josepha Haydna do siostry dołączyła Karolina Jaroszewska – Rajewska IMG_3567 [1600x1200] . Zrazu miałem pewne zastrzeżenia artykulacyjnej natury, ale z czasem rozwinął się dworny dialog solistki z zespołem akompaniującym, godny stylu galant, a wszystkie trzy kadencje zagrane zostały ze znaczną dozą muzykalności.
W drugiej części na podium dyrygentki stanęła sama Agnieszka Duczmal IMG_3830 [1600x1200] , by poprowadzić własne opracowanie na orkiestrę smyczkową I Kwartetu smyczkowego e-moll „Z mojego życia” Fryderyka Smetany. Z jednej strony transpozycja ta stwarza błyskotliwe pole do popisu dla zespołu, okazję do ukazania jego wszystkich atutów. Z drugiej jednak za dużo było dźwięku, pod którym mniej uchwytną stała się tożsamość z oryginałem i jego wywołującym wzruszenie osobistym tonem, oddającym dramat kompozytora tracącego słuch. Wątpliwości te ugruntował jeszcze fragment, gdy na moment powrócono do materiału źródłowego Smetany i przez pewien czas tok muzyczny prowadziły wyłącznie cztery instrumenty. Wydaje się, że łatwiej takiej operacji poddają się sekstety smyczkowe, że przytoczę przykład „Wspomnienia z Florencji” Piotra Czajkowskiego. Królewski gatunek, jakim jest kwartet smyczkowy, jest bardziej samowystarczalny i na ogół nie domaga się zwiększonej obsady, by wywrzeć odpowiednie wrażenie. Wyjątkiem potwierdzającym regułę jest opracowanie Rudolfa Barszaja VIII Kwartetu smyczkowego c-moll Dmitrija Szostakowicza, znane jako Symfonia kameralna.
Rodzinnego muzykowania dopełniał grający na kontrabasie mąż i ojciec – Józef Jaroszewski IMG_3751 [1600x1200] .
Orkiestra Polskiego Radia w Poznaniu „Amadeus” IMG_3972 [1600x1200] jest zespołem, który wypracował własne, indywidualne brzmienie, zapewniające mu rozpoznawalność. Poza tym grę tego zespołu wyróżnia nienaganna artykularna i dbałość o kulturę brzmienia, charakteryzującego się głęboko nasyconym dźwiękiem o aksamitnym zabarwieniu, kiedy indziej jednak, poza omawianym koncertem, potrafiącym być nawet szorstkim i brutalnym, gdy wymaga tego partytura kompozycji nie tak odległych w czasie.

SROMOTA SHYLOCKA. Mowa oskarżycielska. Ćwiczenie stylistyczne

Piotr Marek Stański DSC01910
„SROMOTA SHYLOCKA. Mowa oskarżycielska. Ćwiczenie stylistyczne”
„Trzeba zerwać z przesądami! Człowiek i jego dobro nie może nam przesłaniać jasno wytkniętych celów gospodarczych, które nie są natury etycznej, ani uczuciowej! „Po pierwsze gospodarka, głupcze!” Ekonomia i jej prawa to nie instytucja charytatywna. Tu potrzeba skalpela chirurga, usuwającego chore tkanki, czyli nierentowne działy gospodarki.

I rzeczywiście, niczym Szekspirowski Shylock, tyle że skutecznie, obwiniony wyciął kawał żywej tkanki społecznej, która nie przystawała do jego wizji gospodarki!

Nierentowne firmy muszą zbankrutować. Nie mogą stanowić dobroczynnych przytułków dla zatrudnionych, jeśli nie są w stanie zarobić na siebie. Koniec z jałmużną, czyli państwowymi dotacjami. Niewidzialna ręka rynku samoczynnie rozwiąże wszystkie problemy i zadecyduje o wszystkim.

Nieistotna była dla niego cena jaką przyjdzie zapłacić zwykłym ludziom za to równanie rachunków, by zgadzała się pozioma kolumna z pionową. A więc pracownikom z zamykanych zakładów pracy. Nie obchodził go los robotników z popegeerowskich wiosek. Dla niego było to tylko równanie rachunków. Słupki w tabelkach, choć za każdą cyfrą w nich kryła się krzywda i tragedia poszczególnego człowieka. To była dla niego tylko statystyka, by sparafrazować towarzysza Stalina.
Ludzie i praca zostali utowarowieni! Stali się takimi samymi towarami jak kartofle, karabiny i koks! Powróciło niewolnictwo! Nie myślę wyłącznie o pojawiających się tu i tam tzw. obozach pracy, ale rozpowszechnionym na szeroką skalę zw. wolontariacie, w ramach którego wykorzystuje się jako darmową siła roboczą dobrze wykształconych absolwentów wyższych uczelni.

Na wszystkie problemy gospodarcze znał i stosował jedną tylko receptę: rygorystyczne rozwiązania monetarystyczne. Niezależnie od czasów i sytuacji był przede wszystkim kustoszem zbilansowanego budżetu. Za wszelką cenę ciął wydatki, niezależnie od koniunktury ograniczał wzrost płac pracowniczych, podwyższał stopy procentowe, dusząc tym samym wewnętrzną konsumpcję, mogącą pobudzić wzrost gospodarczy. A co za tym idzie choćby pośrednio przyczyniał się do recesji i wywoływanych przez nią skutków społecznych. Nazywało się to schładzaniem gospodarki. O ile poddawał rygorystycznej kontroli dochody pracownicze, o tyle w niczym nie ograniczał dochodów natury spekulacyjnej, zwalniając je z obciążeń podatkowych, lub je znacząco ograniczając.

Dziwne, że ci wszyscy, którzy żądają od innych wyrzeczeń, zapowiadając czasy „potu i łez”, nie zaczynają tego od siebie oraz tych wszystkich grup roszczeniowych, które przyznają sobie niewyobrażalne apanaże i premie? Dlaczego prezesi i członkowie zarządów banków i firm nie poddadzą się wyrokom rynku, który zadecyduje o ich użyteczności oraz należnych im wynagrodzeniach, skoro to dla nich taki fetyszyzowany bożek? A obwiniony trzykrotnie bywał właśnie wiceprezesem (Rady Ministrów), a potem także prezesem (Narodowego Banku Polskiego).

Wysoki Osądzie Historii, wnoszę zatem o najwyższy wymiar kary dla obwinionego: skazanie na wieczną niepamięć! A zanim to nastąpi i ostatecznie zniknie on w pomroce dziejów, niech zobowiązany zostanie do natychmiastowego zwrotu wszystkich wynagrodzeń nieprawnie pobranych i nieznajdujących rynkowego uzasadnienia!

Piotr Marek Stański
Posiłkowy Oskarżyciel Społeczny

Inauguracja 55 FESTIWALU MUZYCZNEGO w ŁAŃCUCIE

Lesław Czapliński Kopia (6) Fot_www_FotoHuta_pl_23

„Straszny dwór” przed wspaniałym pałacem na inaugurację festiwalu w Łańcucie”

Opera Krakowska wystawiła na inaugurację festiwalu łańcuckiego „Straszny dwór”. Na tę okoliczność Laco Adamik, autor inscenizacji, nieco ją zmodyfikował. Przede wszystkim głównym bohaterem uczynił Damazego, rozczytującego się w Gawędach i obrazach Kazimierza Władysława Wóycickeigo, a zwłaszcza tej jednej – „Strasznym dworze. Gawędzie dworzan w wieży nad braną” – wysnuwając z niej libretto Józefa Chęcińskiego do opery Stanisława Moniuszki i przenosząc się do opisanego w niej świata, marząc o orężnych przygodach i utożsamiając się być może z mężnymi rycerzami, bo jemu samemu, zwiedzionemu cudzoziemszczyzną („niemieckim frakiem” jak śpiewa Maciej) sił nie staje. Z olei trefioną peruką upodobniono go zarazem do Cześnikowej Straszny dwór_Łańcut_22.05.2016_Fot. Archiwum Filharmonii Podkarpackiej (25) , podobnej intrygantki jak on sam. Poza tym Barbara Kędzierska uwolniła go w finale od ośmieszającego kostiumu maskaradowego z pomponami na rzecz bardziej twarzowego domina. A także Anioł otrzymał swego antagonistę w osobie diabła z kosą, czyżby przez wzgląd na legendę o diable Stadnickim z Łańcuta? I znów największą osobowością tego przedstawienia okazała się Katarzyna Oleś – Blacha, która błyskotliwie wykonała wyjątkowo trudną i wymagającą arię Hanny w wersji integralnej, a więc bez najmniejszych skrótów. Również aktorsko potrafiła uwiarygodnić tę postać. Jest w tej chwili bodaj najlepszą odtwórczynią tej partii, a być może należy do grona najwybitniejszych w historii tego dzieła. Oswoiłem się już z odmienną od tradycyjnej interpretacją partii Stefana przez Tomasza Kuka, dysponującego mocnym tenorem bohaterskim, predestynującym go przede wszystkim do śpiewania Jontka oraz repertuaru niemieckiego (niebawem zresztą zmierzy się z Wagnerowskim Tannhauserem). Przemysław Firek przydał blasku niewdzięcznej partii Zbigniewa, jako jedynego z pierwszoplanowych bohaterów, który nie posiada wyodrębnionego numeru solowego. Straszny dwór_Łańcut_22.05.2016_Fot. Archiwum Filharmonii Podkarpackiej (23) Tym razem Adam Szerszeń znacznie lepiej odnalazł się jako Miecznik i głos go nie zawodził. Uzupełnieniem tej galerii postaci były dwie charakterystyczne: Cześnikowa w wykonaniu Małgorzaty Ratajczak oraz Maciej w ujęciu Michała Kutnika. Straszny dwór_Łańcut_22.05.2016_Fot. Archiwum Filharmonii Podkarpackiej (20)
Może przy okazji kolejnych występów Opery Krakowskiej w Łańcucie warto byłoby pomyśleć o wykorzystaniu otaczającego parku z gloriettą, sięgając po opery, których akcja przewiduje taką scenerię – na przykład „Wesołe kumoszki z Windsordu” Otto Nicolaia z dokomponowaną muzyką baletową Stanisława Moniuszki, „Falstaffa” Verdiego, „Wesele Figara” Mozarta czy „Don Pasquale” Donizettiego, który niebawem ma powrócić na afisz tej instytucji z Mariuszem Kwietniem w obsadzie?

BALCEROWICZ MUSI ZOSTAĆ! Mowa obrończa przed TRYBUNAŁEM HISTORII. Ćwiczenie stylistyczne

„BALCEROWICZ MUSI ZOSTAĆ! Mowa obrończa przed TRYBUNAŁEM HISTORII. Ćwiczenie stylistyczne”   DSC01909

Wysoki Osądzie!
Dziś ma się rozstrzygnąć być albo nie być mojego klienta na kartach historii.

Ballada przedziałowa

Działo się to w przedziale ekspresu Warszawa-Gdańsk we wczesnych latach siedemdziesiątych. Naprzeciwko mojego klienta siedział starszy mężczyzna w staromodnych okularach. Z trzymanej na kolanach aktówki dobył jakieś dokumenty i zaczął je pilnie studiować. Wyczuwając na sobie spojrzenie młodego doktoranta SGPiS, niezbyt pilnie oddającego się lekturze najnowszego numeru „Zagadnień Ekonomii”, nieznajomy pierwszy nawiązał z nim rozmowę. „Widzę, że mamy wspólne zainteresowania”, rozpoczął, po czym przeszedł do bardziej szczegółowych problemów. Cechował go daleko posunięty pragmatyzm, kiedy utrzymywał, że istnieją pewne absolutne prawa ekonomiczne, obowiązujące niezależnie z jakim rodzajem gospodarki ma się do czynienia. Do takich należy prosty rachunek ekonomiczny.
„Panie kolego”, zwrócił się do mnie. „Koniecznym jest zastosowanie bodźców materialnego zainteresowania, ściśle uzależniających wysokość płacy od efektywności pracy”. „A także urealnienie cen i ich powiązanie z popytem i podażą”. „Trzeba dążyć do zrównoważonej gospodarki, czyli płace muszą mieć pokrycie w produkcji, towarach. Popyt nie może przekraczać podaży”, mówił, co raz bardziej się zapalając.
„Po pierwsze monetaryzm, mędrcze”, pomyślałem, nie przerywając toku rozumowania mojego rozmówcy.
„Odsuwanie w czasie wprowadzenia tych mechanizmów, zwłaszcza za sprawą zaciągania walutowych kredytów, a co za tym idzie dopuszczanie do zadłużenia, niczego nie rozwiąże, lecz zakończy się potężnym kryzysem, by nie rzec katastrofą!”, ciągnął dalej mój rozmówca. W ten sposób dystans pomiędzy stolicą a Wybrzeżem uległ skróceniu, tak że nie wiadomo kiedy upłynął zazwyczaj uciążliwy i dłużący się czas podróży.
Nieznajomy, wysiadając na Głównym w Gdańsku, powiedział: „Na pewno Pan o mnie słyszał. Dobranoc!”.
Mój klient jechał dalej, do Gdyni. Rozejrzał się po współpasażerach i zapytał, nie spodziewając się doczekać odpowiedzi: „Któż to taki”, lecz starszy mężczyzna, wciśnięty w kąt przedziału, zaskakując go, wyjaśnił: „Bolesław Jaszczuk. W Biurze Politycznym za Gomułki odpowiadał za gospodarkę”.
Wtedy prawdopodobnie dokonał się głęboki przełom w myśleniu mojego klienta,
który po latach wyciągnie daleko idące, praktyczne wnioski z tej rozmowy. „Po pierwsze, monetaryzm, mędrcze”, uczynił swoim hasłem. Nierentowne firmy muszą upaść. Koniec z państwowymi dopłatami, podtrzymującymi ich istnienie. Koniec z dodrukowywaniem pustych pieniędzy, napędzających galopującą inflację.
WSTRZYMAŁ INFLACJĘ, RUSZYŁ WYMIENIALNOSĆ ZŁOTÓWKI!

Miałem sen

Pewnej nocy mój klient nagle przebudził się ze snu:
„Miałem sen, że budżet państwa będzie zrównoważony, dług publiczny wyzerowany, a obywatele uwłaszczeni! Ale miałem też sen, że rozpędzony pociąg produkcji w końcu się wykolei, a niepohamowany i niekontrolowany wzrost gospodarczy zaleje rynek nadwyżką towarów i usług, na które nie będzie zbytu, co w efekcie w sposób nieunikniony doprowadzi do krachu.
Konieczny jest zrównoważony rozwój. Palącym problemem staje się ograniczenie kredytów, w niekontrolowany sposób napędzających konsumpcję, która z kolei rozdyma import, w żaden sposób niezbilansowany eksportem.
Aha, trzeba więc schłodzić zbyt rozgrzaną gospodarkę, rozwijającą się w nadto szybkim tempie. Złotówka się umacnia, a więc jej aprecjacja obniża naszą konkurencyjność na światowych rynkach, dusząc eksport, faktyczną dźwignię gospodarki”. Oto niepokoje mojego klienta, z którymi przyjdzie mu zmierzyć się w praktyce na przełomie stuleci.
CO POMYŚLAŁ, TO I UCZYNIŁ!

A teraz przestrzega głosem wołającego w przestrzeni publicznej przed zadłużeniem zewnętrznym i wewnętrznym i jego skutkami, miedzy innymi za pomocą elektronicznego licznika, umieszczonego przy stacji metra „Marszałkowska”, naprzeciwko Bombonierki, czyli Rotundy PKO przy skrzyżowaniu z alejami Jerozolimskimi.

Wysoki Trybunale, wnoszę zatem o uwiecznienie złotymi zgłoskami imienia i nazwiska mojego klienta w Księdze Dziejów!”.

MODLITWA OSTATNIEGO POETY

MODLITWA OSTATNIEGO POETY

Panie wszystkich wątpiących

Poetów i Ostatnich Czytelników

Panie ateistów  agnostyków

Także gejów i lesbijek

I którzy Ciebie porzucili

I zapomnieli

Daj znak

I przyjdź

By wypełniło się Pismo

Panie nie wzywaj policji

Ani generałów

Jesteśmy sami

Na pustyni

Wystarczy cud

Niewielki

Panie tych co umieją czytać

I tych co nie umieją

I tych co słuchają Pasterzy

I tych co są głusi

Zmiłuj się nad nami

Wskaż drogę tym

Którzy głoszą dobrą nowinę

I chodzą Twymi ścieżkami

Panie z głębokości wołam do Ciebie

Wiem że mnie nie słyszysz

Wybaw mnie od męczenników za wiarę

I ojczyznę

I nauczycieli prawdy

Która wyzwala

Zbaw mnie od śpiewających psalmy

I modlących się

I tych co uczą katechizmu

I tych co go nie znają

Wiem że bardzo zgrzeszyłem

Nie znam przykazań na pamięć

Myślałem że nauki są prawdziwe

Wierzyłem Twym pomazańcom

Przyjmuję sprawiedliwą karę

Panie odrzuconych

 

IKONORAPORT z NASZEJ IKONOSFERY POWSZEDNIEJ. Fotofelieton

Lesław Czapliński Kopia Kopia Kopia Kopia Na Ciecieniu

„Ikonoraport z naszej ikonosfery powszedniej”. Fotofelieton.

 

A gdy Ci życie ponad miarę doje, to wstąp na jednego głębszego do szynku prowadzonego przez pewnego bankowego prokurenta, praskiego emigranta, który w Krakowie dokończył „Hamerykę!”, dzieło swego życia! Szyld z ul. Malborskiej na

                                                                                               Franz Kawka przy ul. Malborskiej

krakowskiej Woli Duchackiej.

 

Albo zawierz i oddaj się pod Opiekę Świętej Pary!   Kaplica Marii i Lecha Aleksandra DSC00685Głogów, Kolegiata na Zaodrzu, Kaplica sług bożych Marii i Lecha Kaczyńskich2.jpgGłogów, Kolegiata na Zaodrzu, Kaplica sług bożych Marii i Lecha Kaczyńskich3.jpgGłogów, Kolegiata na Zaodrzu, Kaplica sług bożych Marii i Lecha Kaczyńskich4.jpg                                                                                    Kaczyńskich w kolegiacie na Zaodrzu DSC00690DSC00689

w Głogowie.

 

Nie ufaj dobremu psu pewnego krakowskiego blogera!    Tabliczka z ogrodzenia domu Łańcut, tablcizka na willi Wrzesława , architekta wnętrz     Wrzesława Żurawskiego,       dekoratora wnętrz, przy ul. Sienkiewicza w Łańcucie.

Krynica, tabliczka na domu przy ul. Jastrzębiej Strzeż się zwłaszcza złego kota!   Tabliczka z ogrodzenia przy ulicy Jastrzębiej w Krynicy Zdroju.

DSC02645
Miej się przed nim na baczności i wkradnij się w jego łaski!   Tabliczka z ogrodzenia w  Bardzie Śląskim.

  Choć może nie zadow olić się jedną kosteczką…   Kraków-Łagiewniki, kosteczka do obgryzania św. Faustyny3

Tam, dokąd nie dotarł lustrator z IPN -u?  Nowy Sącz-ulica Radziecka3

Ulica na Przedmieściu Węgierskim w Nowym Sączu. Rozwiązanie zagadki na końcu.

Pyskowice, ul. Szczęść Boże  Czy Święty Boże dopomoże? …   Ulica w Pyskowicach.

Bilet wstępu na pogrzeb artysty na wystawie końcoworocznej studentów Wydziału Form Przemysłowych ASPBilet wstępu na pogrzeb artysty na wystawie końcoworocznej studentów Wydziału Form Przemysłowych ASP 2

Bilet na pogrzeb Artysty, który nie doczekał…  honorarium!

I wylądował na śmietniku sztuki…

Złotoryja, cmentarz i zrujnowane grobowce niemieckie6Złotoryja, cmentarz i zrujnowane grobowce niemieckie7

Niemieckie kaplice grobowe obrócone w śmietniki na Cmentarzu w Złotoryi.

Kraków, kościół bernardynów, kosteczka do obgryzania św. Szymona z Lipnicy

Złóż swoje kości pod opiekę nowego Świętego!

DSC02663

Tabliczka nagrobna na Cmentarzu w  Bardzie Śląskim.

Rozwiązanie lustracyjnej zagadki: Nowy Sącz-ulica Radziecka2

Nazwa ta bynajmniej nie dowodzi resentymentów za Związkiem Radzieckim, lecz posiada rodowód dłuższy niż sto lat i odnosi się do radźców miejskich – na przykład w ratuszach znajdowały się sale radzieckie, w których rajcowie przygotowali się przed przejściem do sal obrad.

 

OPERA DZIECIĘCA

Lesław Czapliński Kopia Kopia DSC07702

OPERA DZIECIĘCA”

Zjawisko opery dziecięcej, którym pragnę się zająć, to nie tylko utwory pisane

z myślą o dziecięcym odbiorcy jak na przykład „Jaś i Małgosia” Engelberta Humperdincka1, lecz także rozpowszechniony w XIX wieku, a dziś zupełnie zarzucony i zapomniany obyczaj wykonywania dzieł z dorosłego repertuaru przez trupy młodocianych artystów.

O jednym z takich zespołów pisze w swym Dzienniku rosyjski kompozytor Michaił Glinka. We wrześniu 1845 roku, podczas swej podróży do Hiszpanii, znalazł się w Murcji i obecny był na próbie „Normy” Vincenza Belliniego w takim właśnie ujęciu. Oto co zanotował: „dzieci rzeczywiście śpiewały nieźle. Jedenastoletnia wykonawczyni Normy, jeśli nie we wszystkim jeszcze zadowalająco śpiewała, to grała doskonale i z zapałem (Michaił Glinka „Zapiski”, Leningrad 1958, ss. 196-197)

W lutym 1907 roku występowała w Warszawie rzymska opera dziecięca, założona tamże cztery lata wcześniej przez Ernesta Guerrę. Do powołanej przez siebie szkoły muzycznej rekrutował uczniów spośród uzdolnionych dzieci z ubogich przedmieść, zajmując się jednocześnie ich ogólną edukacją. W kierowanym przez niego zespole znalazły się też dziewięcioletnia Polka z Grecji oraz Rosjanka, zaangażowane podczas licznych wojaży zagranicznych, których trasa prowadziła przez Londyn, Berlin, Petersburg, Stambuł i zawiodła aż za Ocean do Nowego Jorku. W Warszawie zaprezentowano w miejscowym Teatrze Wielkim zaadaptowane na potrzeby tego rodzaju wykonawców opery trzech mistrzów włoskiego bel canta: „Cyrulika sewilskiego” Gioacchino Rossiniego, „Lunatyczkę” Vincenza Belliniego oraz „Córkę pułku” Gaetano Donizettiego, dając nadto koncert w Filharmonii, na program którego złożyły się m.in. fragmenty opery Ferrariego „Pipelet” oraz stretta z „Trubadura” w wykonaniu trzech młodocianych Manrików, z czego można wynosić, że turnieje trzech tenorów mają o wiele starszy rodowód. W podsumowującej recenzji na łamach „Kuriera Warszawskiego” można było przeczytać: „Najpierw w teatrze Wielkim na trzykrotnych przedstawieniach dziecięcych było rojno i hucznie, ale dopiero wczoraj w Filharmonii na koncercie dzieci włoskich zgromadziła się cała Warszawa. (…) Primadonna opery dziecięcej (szesnastoletnia Lidia) Borelli-Ledi śpiewała jak skończona artystka koloraturowa. Popis ten (aria Łucji z „Łucji z Lammermooru”) był kulminacyjnym punktem wieczoru (nr 55 z 24 lutego 19007). Chwalono też wykonującego partie, w oryginale przeznaczone dla barytonów, Anselmiego w roli Bartola. Młodym artystom akompaniowała orkiestra w odpowiednio zmniejszonym składzie.

Z kolei w październiku 1911 roku inna tego rodzaju włoska trupa, tym razem pod kierunkiem Fausta Bonifaccia zawitała do Lwowa, rzekomo z powodu trudności paszportowych zmuszona do zatrzymania się tam w drodze do Odessy. Korzystając z okazji zorganizowano serię sześciu gościnnych przedstawień popołudniowych (żeby nie czynić konkurencji dla miejscowego zespołu dorosłych artystów, czy też ze względu na odpowiednią dla młodocianych porę?). Na zaprezentowany repertuar złożyły się: „Cyrulik sewilski” Gioacchino Rossiniego, „Łucja z Lammermooru” Gaetano Donizettiego, „Traviata” Giuseppe Verdiego, „Tosca” Giacomo Pucciniego oraz „Rycerskość wieśniacza” Pietro Mascagniego, zagrana z „Crespino e la comare”, obecnie zupełnie zapomnianą, a niegdyś popularną opera fantastyczną braci Federico i Luigiego Riccich, w Polsce wcześniej wystawianej pod tytułem „Doktor Kryspin i kumoszka”. Zespół składał się z trzydziestu pięciu śpiewaków w wieku od ośmiu do piętnastu lat, podzielonych na grupy według rodzajów głosów, co w przypadku chłopców odnosiło się raczej do związanych z nimi tradycyjnych emploi scenicznych niż faktycznych rejestrów, odpowiednio przetransponowanych (np. barytonami nazywano wykonawców ról niegodziwców jak np. lorda Ashtona w operze Donizettiego). O grającym tego ostatniego Giovannino Cortivie tak pisał recenzujący te występy E. Walter: „Taki najwyżej dziewięcioletni, „robiący barytona” o czarnym charakterze, wszak to aktor urodzony o wszelkich przymiotach i wadach włoskiego śpiewaka, polujący na efektowne fermaty z podziwu godnym sprytem, a muzykalnie pewny ogromnie” („Gazeta Lwowska” nr 243 z 25 października 1911). Dziecięcym solistom i chórowi towarzyszyła niewielka orkiestra, skompletowana z miejscowych muzyków, a poprowadzona przez Włocha Ernesto Rispollego, zdaniem recenzenta „wykazującego wiele sprytu, przytomności i muzykalnej werwy”. Według notatek prasowych występy te przyciągać miały szczególnie rodziców z dziećmi, choć trudno jednoznacznie orzec, na ile odzwierciedlały one rzeczywiste zainteresowanie, a na ile obliczone były na oddziaływanie reklamowe, skoro na pierwszym przedstawieniu publiczność wyraźnie nie dopisała?

Z tradycji dziecięcych zespołów operowych do dziś nie pozostało śladu, jedynie za ich daleką reminiscencję uznać można film Alana Parkera „Bugsy Malone” (1976), w którym w postacie gangsterów wcielają się młodociani aktorzy, albowiem jak w XIX wieku widowiskami sztuki masowej – przynajmniej we Włoszech – były opery, tak w następnym stuleciu stały się filmy, których jeden z najpopularniejszych gatunków – western – chyba nie przypadkiem zyskał miano „końskiej opery”.

.

1 Gatunek ten był szczególnie popularny na terenie Imperium Rosyjskiego, gdzie uprawiali go m.in. Ukrainiec Mykoła Łysenko oraz liczni kompozytorzy ormiańscy i łotewscy.