Stasiek Arche-Ptysiek@stasiek_arche_ptysiek [twitteratura]

Stasiek Arche-Ptysiek@stasiek_arche_ptysiek

#Poczywaj, mój Koteczku,

Dziś brakło strawy w Sejmie,

Me szczęście, gdy w fartuszku

Wrzucisz #złość na patelnię.

Stasiek Arche-Ptysiek@stasiek_arche_ptysiek

#Nauki_zacne głoszę

Dla druhów poczciwych:

Pijta do cna flaszę,

Wrogów gońta fałszywych.

Stasiek Arche-Ptysiek@stasiek_arche_ptysiek

#Ludu_mój_ludu, jakiem

Wieści tobie głosił,

Żeś po nocach gasił

#Życie_w rowie_głębokiem.

Stasiek Arche-Ptysiek@stasiek_arche_ptysiek

#Historia Staśka znana,

Wszak nie jest śpiewana,

#Sens ogólny jest taki,

#Zawsze_trafisz_do_paki.

 

Na zdjęciu: archeopteryx, jeden z przodków wspóczesnych ptaków

Katolak Egzorcysta@katolak_egzorcysta [twitteratura]

Katolak Egzorcysta@katolak_egzorcysta

Patrzcie, co niedziela

Ściga nas Bruksela

Wżdy jej kłamstwa jazgoty,

Zniszczę od pewnej kwoty.

Katolak Egzorcysta@katolak_egzorcysta

Klocki lego, ten tego,

Wicie nie dla każdego,

Diabeł terror w twarz sieje,

Aż człek wierny łysieje.

Katolak Egzorcysta@katolak_egzorcysta

Plują nam w twarz, rodacy,

Tacy zdrajcy, chojracy,

Stać, przed nami czapki z głów,

Z nami stos artykułów.

Katolak Egzorcysta@katolak_egzorcysta

Głowa, bracie drogi,

To skarb embriologii,

Niech się przed nią schowa

Myśl achillesowa.

APOLOGETYKA czyli NOWOMOWA po katolicku

Lesław Czapliński 

„APOLOGETYKA czyli NOWOMOWA po katolicku”

Już w samym tytule starałem się przywołać typowe dla nowomowy manipulowanie pojęciami, wskutek czego, budzące ujemne skojarzenia określenie czynności właściwych propagandzie, zastąpione zostaje przez termin nie będący powszechnie zrozumiały, jakim jest apologetyka (od gr. απολογια, mowa obrończa), a co za tym idzie pozostający z pozoru neutralnym. Pozwoliłem też sobie na aktualizującą trawestację tytułu szkicu prof. Michała Głowińskiego, zajmującego się polską odmianą języka propagandy komunistyczneji.

Pojęcie n o w o m o w y (Orwellowskie newspeak) zrodziło się w związku z totalitaryzmem komunistycznym, ale ona sama jako instrument oddziaływania perswazyjnego jest zjawiskiem na tyle uniwersalnym, że w równym stopniu można ją odnieść do innych systemów ideologicznych (np. faszyzmuii), mających na celu opanowanie i podporządkowanie sobie wszelkich dziedzin życia zbiorowego, a co za tym idzie stworzenie rzeczywistości społecznej, będącej pochodną ich dyrektyw i normiii. Po przesileniu totalitarnego stadium w rozwoju ideologii lewicowych (upadek państw realnego socjalizmu, ogłoszenie przez Tony Blaira i Gerharda Schrödera manifestu nowej socjaldemokracji czyli tzw. trzeciej drogiiv), nowomowę jako narzędzie kształtowania indywidualnej i zbiorowej świadomości oraz postaw, przejęły głównie religijne fundamentalizmy (przede wszystkim w obrębie katolicyzmu oraz szyickiego islamu, ale także w środowisku europejskich adeptów buddyzmu).

Na przestrzeni dziejów daje się zaobserwować zjawisko wzajemnego zapożyczania pomiędzy różnymi odmianami historycznymi oraz ideologicznymi systemów totalitarnych. I tak popaździernikowa propaganda radziecka bardzo chętnie operowała zwrotami, pierwotnie występującymi w kontekście biblijnym. Odwoływanie się do chrześcijańskich wzorców, zwłaszcza w zakresie sprawczej mocy słowa, kreującego, bądź zaklinającego obraz rzeczywistości, nie dziwi w logokracjach, jeśli zważy się, że według Ewangelisty Jana „Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga i Bogiem było Słowo” (1, 1), a wiec traktowane jest jako forma objawienia boskiej transcendencji, której historyczną obiektywizacją stała się osoba Jezusa, skoro „Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas” (1, 14).

Zarazem dają znać o sobie interesujące i znamienne sprzężenia zwrotne, kiedy żyjący i działający w realiach PRL-u duchowni jak Karol Wojtyła (ur. 1920), czy zgoła w niej wychowani jak Tadeusz Rydzyk (ur. 1945), zaczynają w swej działalności odwoływać się do praktyki komunistycznej nowomowy. Jako język walki, służy im ona do narzucenia dualistycznej wizji świata jako areny starcia antagonistycznych sił: dobra i zła, Boga i Szatana, chrześcijaństwa i „pogaństwa”, Kościoła i jego nieprzyjaciół. W tym celu operuje się silnie nacechowanymi aksjologicznie przeciwieństwami. W nauczaniu papieskim jest to szczególnie często eksponowana para: cywilizacja śmierciv – cywilizacja życiavi.

Ta pierwsza, wbrew dotychczasowemu obyczajowi językowemu, odnosi się nie tyle do wojen, co zabiegów przerywania ciąży, które – aby wzmocnić kwalifikację ich moralnego potępienia – nazywane są „zabijaniem nienarodzonych”, albo jeszcze dobitniej „dzieci nienarodzonych” (określenie to stosuje się również w szkolnej katechezie, co stawało się niekiedy powodem reakcji lękowych wśród najmłodszych uczniów). W ten sposób pojęcie „dziecka”, jako podmiotowej istoty ludzkiej, rozciągnięte zostaje na płód, niezdolny do samodzielnego istnienia poza organizmem kobiety. Jednocześnie przyrównanie legalizacji wykonywania zabiegów aborcyjnych do praktyki eksterminacyjnej holocaustu (kazanie w Radomiu 4 czerwca 1991) prowadzi w konsekwencji do banalizacji złavii, jakim są zbrodnie ludobójstwa czy przypadki mordów kryminalnych, zwłaszcza że w ramach rygorystycznej „obrony życia” dopiero niedawno zdecydowano się na odrzucenie dopuszczalności stosowania kary śmierci (z uwagi na konieczność uwiarygodnienia żądania całkowitego zakazu aborcji), a prowadzenie wojen nadal nie zostało jednoznacznie zakwestionowane (ustanowione przez św. Augustyna pojęcie „wojny sprawiedliwej”viii zostało skądinąd przejęte przez doktrynę marksistowską i zdefiniowane jako „wojna w słusznej sprawie”). Wskutek powyższego w Polsce nie była uwzględniania odmowa służby wojskowej, jeśli jej motywem był deklarowany przez poborowego światopogląd katolicki, a nie przekonania pacyfistyczne, bądź przynależność do np. Świadków Jehowy (w swoim czasie biskup polowy Leszek Sławoj Głódź wydał stosowną opinię, że nie zachodzi w tym względzie żaden konflikt wartościix).

Z omawianą problematyką wiąże się charakterystyczny dla nowomowy mechanizm przesunięcia semantycznego, utrwalanego następnie wskutek wielokrotnego powtarzania, co prowadzi do powstania nowego społecznego nawyku językowego, wypierającego dotychczas funkcjonujące pojęcia i towarzyszące im skojarzeniax.Wyrażenie, definiujące życie jako istnienie

od p o c z ę c i a do n a t u r a l n e j śmierci”, z homiletyki i publicystyki konfesyjnej przeniknęło do ogólnej, uprawianej w mediach świeckich, wypierając tradycyjny dotąd zwrot „od narodzin do śmierci”. Zarazem dodanie do terminu „śmierć”, kwalifikującego jej charakter przymiotnika „naturalna”, wynika z faktu, że pojęciem „cywilizacja śmierci”, oprócz wspomnianego przerywania ciąży, obejmuje się także kwestię prawnego usankcjonowania eutanazji, przy czym pomija się rozróżnienie pomiędzy możliwymi w tym względzie nadużyciami, a indywidualnymi aktami wyboru i suwerennymi decyzjami osób nieuleczalnie chorych, pragnących świadomie położyć kres swym cierpieniom. W odniesieniu do współczesnego społeczeństwa permisywnego, dopuszczającego zarówno aborcję, jak i eutanazję, szermuje się zatem pojęciem „cywilizacji pogańskiej”, odwołując się do historycznych uprzedzeń i potocznych konotacji, abstrahując od tego, że w porównaniu z monoteizmem żydowskim czy muzułmańskim, to chrześcijaństwo w ogólności, a katolicyzm w szczególności, wykazuje wiele cech właściwych dla naturalistycznych kultów politeistyczno-antropomorficznych (dogmat o istnieniu świętej Trójcy, ludzkiej naturze Chrystusa, szczególna cześć oddawana Marii jako Bogurodzicy, kult świętych).

W katolickiej nowomowie „cywilizacja pogańska” utożsamiana jest ze światem idei i wartości liberalnych (potępionych jeszcze przez Piusa IX w encyklice „Quanta cura” z 8 grudnia 1864, a wyszczególnionych w dołączonym do niej „Sylabusie”xi), szerzonych m.in. przez media, które w „Radiu Maryja” zyskały miano „polskojęzycznych” i uznane zostały za pozostające jakoby w sferze wpływów masońskich, a co za tym idzie obcych kulturze chrześcijańskiej i wyrosłemu z niej narodowemu etosowi. Z kolei Jan Paweł II w bieżącej sytuacji ekonomiczno-społecznej, zdominowanej przez kapitalistyczne formy produkcji, dostrzegał jeszcze inne zagrożenie, które w encyklice „Centesimus Annus” określił „konsumpcjonizmem”, w związku czym utrzymywał, że „również w doktrynie socjalistycznej znaleźć można ziarna prawdy, które nie powinny zaginąć”xii. Sam bowiem, niewątpliwie pod wpływem Marksowskich teorii alienacji, reifikacji i fetyszyzmu towarowego, przestrzegał przed uprzedmiotowieniem człowieka i jego pracy jako skutkami kapitalistycznych stosunków własnościowych, a także rosnącym uzależnieniem od dóbr konsumpcyjnych, w czym upatrywał przejawu zniewolenia, paralelnego do wcześniejszych odmian totalitaryzmu. Jednocześnie w odniesieniu do hedonistycznych postaw społeczeństwa konsumpcyjnego pojawiło się pojęcie „cywilizacji użycia”.

Na daleko posuniętej manipulacji semantyczno-mentalnej oparte jest przeciwstawienie prawa n a t u r a l n e g o , któremu nadaje się wymiar uniwersalnyxiii i utożsamia z wartościami chrześcijańskimi (osławiony zapis w ustawie o radiofonii i telewizji z 29 grudnia 1992, art. 18, par. 2), prawu stanowionemu w drodze procedur legislacyjnychxiv, wynikających z przyjętej umowy społecznej. Wbrew temu, co można by sądzić, w tym ujęciu prawo naturalne nie oznacza prawa, którym rządzi się natura (w której wygrywa silniejszy, całkowicie eliminując słabszego na zasadzie opisanego przez Carola Darvina doboru naturalnego, w społeczności ludzkiej praktykowanego m.in. w Sparcie), lecz z pełną dezynwolturą wyprowadzone zostało z norm chrześcijańskich (a konkretnie doktryny św. Tomasza z Akwinu), które bynajmniej nie posiadają znamion powszechności (jeśli zestawi się dopuszczalność pozbawiania życia, co w określonych wypadkach dopuszcza prawo mojżeszowe oraz muzułmańskie, tzw. szariat, z bezwarunkowym poszanowaniem wszelkiego istnienia, tzw. ahinsą, obowiązującą w etyce buddyjskiej i dżinijskiej, czy też porówna nakaz monogamii w judaizmie, chrześcijaństwie i shintoizmie z akceptacją wielożeństwa w islamie). Jednocześnie zupełnie pomija się fakt, że to właśnie prawo boskie, czyli objawione, jest w istocie najwyższą formą prawa stanowionego i to całkowicie arbitralnie (np. tabu, odnoszące się do swobody poznania i dysponowania wynikającą z tego wiedzą, co w dyskursie mitycznym znalazło wyraz w biblijnej przypowieści o owocu z drzewa wiadomości dobrego i złego – Genesis 2, 17 oraz 3, 22).

Cechą konstytutywną wszelkiej nowomowy jest opatrywanie pojęć ogólnych określeniami zawężającymi ich zakres znaczeniowy, przy czym powstająca w ten sposób zbitka wyrazowa wypiera, lub gruntownie modyfikuje pierwotny sensxv (np. „demokracja socjalistyczna” czy „ekonomia socjalistyczna”). Tego rodzaju zawłaszczenie semantyczne stworzyć ma zarazem złudzenie, że jedynie forma z przymiotnikiem posiada znamiona realności (prawdziwa „demokracja socjalistyczna” w opozycji do pozornej „demokracji burżuazyjnej”). W kontekście katolickim przytoczyć można „małżeństwo sakramentalne” jako jedyny, autentyczny ośrodek życia rodzinnego, którego przeciwieństwem jest „moralne nieuporządkowanie”, charakteryzujące np. związki cywilne, nieformalne (konkubinaty), a zwłaszcza mężołóżczexvi. Innym przykładem tego typu wartościowania jest pojęcie „prawdziwej wolności”, rozumianej jednak nie jako swobodny wybór, ale zgodny z nauczaniem Kościoła. Taką wykładnię jej rozumienia zawarł Jan Paweł II w kazaniu w Bańskiej Bystrzycy 12 września 2003: „Trzeba zwłaszcza, aby w rodzinach rodzice wychowali swe dzieci ku s ł u s z n e j wolności”. Wcześniej znalazło to wyraz w propagowanej m.in. w „Radiu Maryja” formule „wolności do”, mającej zastąpić „wolność od”, paradoksalnie zapożyczonej od Friedricha Nietzschegoxvii , jednego z czołowych reprezentantów immoralizmu.

Innym mechanizmem nowomowy, mającym demaskować faktyczne intencje przeciwnika, ukrywającego je pod społecznie akceptowanymi formami publicznej działalności, jest opatrywanie podejmowanych przez niego przedsięwzięć, lub inicjatyw, kwalifikatorem względności „tak zwany”. Na przykład „tzw. edukacja seksualna”, w istocie stanowiąca „deprawację”, lub „demoralizację”. Podobny rezultat osiąga się też za pomocą poprzedzania pojęcia neutralnego, czy nawet wywołującego pozytywne skojarzenia, członem „pseudo”, poddającym w wątpliwość wyrażane przez nie treści np. „pseudowartosci” (w domyśle laickie), „pseudokultura” w odniesieniu do jej popularnej odmiany masowej, a zwłaszcza wytworów sztuki komercjalnej (wywiad biskupa Stanisława Stefanka w 2 numerze miesięcznika „Emaus 2000” z 1999 roku).

Jeszcze mocniejszą formą zanegowania stanowi dodanie przedrostka „anty”, np. „antykultura”, to znaczy pozbawiona odniesień do etyki katolickiej, a zwłaszcza pozostająca w sferze oddziaływania postmodernistycznego relatywizmu. Z kolei właściwy sens, lub charakter własnych działań, lub instytucji, ukrywa się pod eufeministycznymi omówieniami, zastępującymi jednoznaczne nazwy, mogące budzić kontrowersje, lub wywoływać nieprzychylne nastawienie (osławione „zakłady karne” zamiast więzień w nowomowie PRL-owskiej, „Istituto per le opere di Religione”, czyli „Instytut na rzecz zadań (dosłownie „dzieł”xviii) religijnych” jako określenie banku watykańskiego w nowomowie kościelnej). Na podobnej zasadzie funkcjonuje pojęcie „unieważnienia małżeństwa”, które za pomocą językowej peryfrazy nadać ma katolickiej procedurze wyjątkowy charakter, podczas gdy w zakresie skutków prawnych niewiele się ona różni od cywilnych rozwodów, skoro, tak jak one, umożliwia zawarcie nowego związku.

Pod względem stylistycznym właściwą dla katolickiej nowomowy jest eklezjalna skłonność do archaizacji, która sferze związanej z Kościołem przydać ma znamion odświętności i dostojeństwa. Przejawia się to w operowaniu posiadającymi taki wydźwięk, rzadziej występującymi formami rzeczowników odczasownikowych – np. „nauczanie”, w wersji łacińskiej „magisterium” (papieskie, Kościoła) na określenie szerzenia obowiązującej wykładni doktrynalnej, „ubogacenie” w znaczeniu wzbogacenia lub udoskonalenia. Sprawowanie urzędów i godności kościelnych zwykło się określać mianem „posługiwania” (w odniesieniu do papieża), czy szerzej „posługi” (np. prymasowskiej kardynała Józefa Glempa), ale także w sensie wskazania normatywnego ideału, do którego należy dążyć („posługa władzy” xix z wywiadu arcybiskupa Tadeusza Gocłowskiego dla Moniki Olejnik w Radiu Zetxx, co może kojarzyć się zarazem z „usługiwaniem”, a pamiętać należy, iż w łacinie minister oznacza właśnie sługę). Tego rodzaju zabiegi wykorzystywane są ponadto w celu zamaskowania prawdziwej natury własnych działań, kiedy termin „ewangelizacja” zastępuje bardziej jednoznaczne „nawracanie”. W podobny sposób dokonuje się też uwznioślenie materialnych aspektów funkcjonowania Kościoła – np. „ofiara” jako metonimia opłat i świadczeń na jego rzecz, w „Radiu Maryja” przybierająca miano „daru serca”.

Nowomowa oddziałuje głównie poza progiem świadomości, czy inaczej mówiąc „krytycznej władzy sądzenia”, wyrabiając językowe automatyzmy i odruchy warunkowe, przenikające następnie zarówno do systemu języka, jak i jego zastosowań potocznych. W myśl słynnego aforyzmu Jacques’a Lacanaxxi, że „nie jesteśmy istotami mówiącymi, lecz mówionymi”, ma ona wyznaczać i kształtować horyzonty myślowe, a w dalszej kolejności pożądane postawy i zachowania, co Tadeusz Rydzyk, dyrektor „Radia Maryja”, streszcza w haśle: „informacja-formacja-organizacja-akcja”. Poza tym w znacznej mierze odwołuje się do sfery afektywnej i to w wymiarze zbiorowym. W takim medium, jak radio, dodatkowo służy temu ekspresja dźwiękowa przekazu. W antenowych anonsach kolejnych wydań „Naszego Dziennika”, poszczególnym treściom przyporządkowane są odpowiednie intonacje, składające się na rodzaj wspólnego ze słuchaczami rozgłośni kodu, pozwalającego rozpoznawać i oceniać sens płynących z zewnętrznego świata sygnałów, na przemian demaskowanych, potępianych, bądź wykpiwanych. Sam tytuł tej pozycji antenowej – „Jutro w „Naszym Dzienniku” – i pointowanie każdego streszczenia wezwaniem „Czytaj „Nasz Dziennik”xxii, wydają się stanowić bezpośrednie zapożyczenie z audycji propagandowej z lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku – „Tu mówi „Jedynka” – z powtarzającym się apelem „Słuchaj Jedynki”, a w której obnażano polityczne, społeczne i obyczajowe „wynaturzenia” Zachodu. Natomiast głos Marka Prałata, wspomnianego lektora „Radia Maryja”, zdaje się przywoływać jeszcze bardziej odległe skojarzenia, a mianowicie oskarżycielski ton wystąpień Wandy Odolskiej, radiowej sprawozdawczymi z procesów politycznych w latach pięćdziesiątych.

Kościelna nowomowa wykazuje zróżnicowanie w zależności od wypowiadających się podmiotów (Episkopat, „Radio Maryja”) oraz odbiorców, do których jest skierowana. Stosownie do tego operuje różnym stopniem uogólnienia, demagogii i uproszczenia. Różne są też środki stosowanej perswazji. Stosunkowo wyważonym tonem odznaczają się oficjalne komunikaty z posiedzeń Episkopatu. Większa dezynwoltura cechuje wypowiedzi poszczególnych hierarchów, zarówno w formie ulotnej, jak kazania (przyrównanie przez prymasa Józefa Glempa krytycznych wobec Kościoła środków masowego przekazu do „ujadania podwórkowych kundelkówxxiii), jak i bardziej zobowiązującej w przypadku listów pasterskich (przeprowadzenie przez Józefa Życińskiego, wówczas biskupa tarnowskiego, paraleli pomiędzy komunistami a byłymi nazistamixxiv).

Na tym tle szczególny radykalizm i bezkompromisowość charakteryzują „Radio Maryja”. Do krańcowości doprowadzona została w nim polaryzacja obrazu rzeczywistości, której odpowiada wyrazisty konflikt wartości, wyrażający się w przejętym z Ewangelii wg św. Mateusza programowym haśle: „Niech wasza mowa będzie tak, tak, nie, nie” (5, 37). Pochodną tego stanu idei i umysłów jest ostry podział na „swoich” i „obcych”. Na poziomie językowym przejawem powyższego jest rzeczownikowe użycie przymiotnika „polskojęzyczni” jako metonimicznego określenia części społeczeństwa (nazywanej też „tubylcami polskojęzycznymi” czy zgoła „polskojęzycznymi najemnikami”, pozostającymi na usługach kosmopolitycznejxxv masonerii), pozbawionej jakoby narodowej tożsamości (w terminologii marksistowskiej był to brak klasowej świadomości, albo znamiona świadczące o jej obcości), a co za tym idzie wykluczonej ze wspólnoty prawdziwych Polaków-katolikówxxvi, rekrutujących się przede wszystkim spośród słuchaczy „Radia Maryja”. Ci ostatni rozpoznają się za sprawą antenowego hasła-pozdrowienia „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i Maryja zawsze dziewica!”xxvii (każde inne wywołuje natychmiast w głosie prowadzącego ton dystansu wobec „podejrzanego” rozmówcy, mogącego okazać się prowokatorem, do których zalicza się wszelkich oponentów, którym udaje się zabrać głos na antenie). Tworzą oni społeczność zwaną „Rodziną Radia Maryja” (prawdopodobnie nie zdawano sobie sprawy, że w ten sposób nawiązano do futurologicznej wizji odhumanizowanego społeczeństwa z filmu „Fahrenheit 541” w reż. François Truffauta, w którym totalitarne rządy sprawowane są za pomocą wszechobecnych mediów elektronicznych, a „Rodziną” nazywają się właśnie całkowicie od nich uzależnieni telewidzowie). Wspólnota ta przybrała zresztą zorganizowane formy instytucjonalne, złożone z sieci Biur „Radia Maryja”, działających na ogół przy parafiach (a w razie niechęci ze strony miejscowego proboszcza, lokalizowanych przy klasztorach redemptorystów lub misjonarzy).

O sile spajających ją więzi świadczy bezwarunkowa afirmacja obowiązujących rozstrzygnięć ideowych oraz podejmowanych dla ich urzeczywistnienia działań, czego wyrazem jest odnoszący się do nich przymiotnik „właściwy”. A więc „właściwe zachowania”, „właściwe głosowanie” (to jest zgodne z zaleceniami płynącymi z kościelnych ambon, a zwłaszcza z Rozgłośni, podczas kolejnych wyborów). Składają się one na sferę swoiście pojmowanej katolickiej poprawności politycznej, a może raczej moralnej (prymas Józef Glemp w tym kontekście wymieniał „poprawność duchową”, a także „poprawne sumienie”). Z kolei opowiadanie się za dopuszczalnością przerywania ciąży, czy chociażby rezygnacją z penalizacji aborcji, określa się hiperbolicznie jako „głosowanie przeciw życiu”, czemu towarzyszy upowszechnianie listy posłów, i jako takie przeciwstawia „szacunkowi dla życia”, stanowiącemu differentia specifica katolickiego etosu.

Szczególnie mocne więzi powstają na gruncie poczucia wspólnego zagrożenia (tzw. syndrom „oblężonej twierdzy”). Służą temu meldunki z „pola walki” niewypowiedzianej wojnie, o której napomknął swego czasu prymas Glemp, kiedy po odroczeniu w 1994 roku ratyfikacji konkordatu stwierdził: „Kościół chce pokoju, ale kościół nie boi się również wojnyxxviii. Takimi meldunkami są w „Radiu Maryja” telefony od słuchaczy w ramach nocnej audycji „Rozmowy niedokończone”xxix, przy czym wszelkie kłopoty z uzyskaniem połączenia uzasadnia się umyślnymi utrudnieniami, czy wręcz szykanami ze strony wrogiego otoczenia. Ich dramaturgię potęgują dodatkowo „spontaniczne” interwencje Ojca Dyrektora, przebywającego w danym momencie jakoby poza Rozgłośnią, gdzieś w terenie, lecz pod wpływem niepokojącego obrotu wypadków zmuszonego zadzwonić i włączyć się do dyskusji, niczym jeden ze słuchaczy, mimo że wszelkie inne połączenia są natychmiast przerywane. To także odtwarzany komunikat, nagrany przez Tadeusza Rydzyka, w którym mowa jest o finansowych i politycznych zagrożeniach bytu kierowanych przez niego mediów, zakończone wezwaniem: „słuchasz, patrzysz, a czy pomagasz?…”, nawiązujące do poetyki radzieckiej agitki wojennej – Kinoalbumu nr 1 – w którym Maksym, popularna postać z filmów z lat trzydziestych, zwracała się w stronę kamery, a więc widzów, z wyciągniętym palcem i następującymi słowami: „A ty, czy już się zgłosiłeś do punktu mobilizacyjnego?”.

Katolicka nowomowa funkcjonuje w ramach szerszej rzeczywistości społecznej, współtworzonej przez umysłowość i zachowania wiernych Kościoła. Wiąże się z tym jeszcze jedna, wyróżniona przez George’a Orwella kategoria, charakteryzująca wspólnoty totalitarne, a mianowicie „dwójmyślenie” (doublethink). Szczególnie jaskrawo daje ono znać o sobie w dziedzinie katolickiej moralności, gdzie oficjalne magisterium Kościoła i otwarcie deklarowany system wartości znacznie odbiegają od codziennej praktyki, również samego duchowieństwa (np. kwestia celibatu i bezwarunkowego potępienia mężołóstwa w kontekście obyczajowych afer, gdzie o homoseksualną pedofilię oskarżony został ordynariusz Wiednia, arcybiskup Hans Hermann Groer).

Na koniec trzeba zauważyć, że współczesna nowomowa kościelna – w przeciwieństwie do komunistycznej – rozwija się w odmiennych realiach społeczeństwa otwartego i pluralistycznego, wolnego od politycznej cenzury, przynajmniej tej instytucjonalnej, albowiem autocenzura jest już sprawą indywidualnego sumienia oraz cywilnej odwagi. Poza tym występuje obok przejawów innych odmian nowomowy, związanych z różnymi orientacjami ideologicznymi, jak „polityczna poprawność” czy „konsumeryzm” i stojąca na usługach tego ostatniego perswazja reklamowa.

i Michał Głowiński „Nowomowa po polsku”, Warszawa 1990, oraz „Nowomowa” w: „Język propagandy”, Warszawa 1979.

ii Nowomowie nazistowskiej Victor Klemperer poświęcił swe prekursorskie studium „Lingua Tertii Imperii”, Berlin 1949.

iii Na początku 1988 roku przez łamy „Tygodnika Powszechnego”, „Polityki” i „Szpilek” przetoczyła się polemika pomiędzy Jerzym Turowiczem a Stefanem Kisielewskim, Danielem Passentem, Kazimierzem Koźniewskim i Jerzym Urbanem, ukrywającym się pod pseudonimem „Klaksona”, na temat totalitarnego charakteru katolicyzmu, a ściślej rzecz ujmując Kościoła jako instytucji. Na marginesie warto odnotować, iż sam termin „państwo totalitarne” jest tworem Błażeja Mussoliniego i pochodzi z ustawy z 24 grudnia 1925.

iv Samo pojęcie „trzeciej drogi” pomiędzy kapitalizmem a kolektywizmem wprowadził przed laty niemiecki ekonomista Wilhelm Röpke.

v Po raz pierwszy termin ten użyty został w homilii, wygłoszonej 7 czerwca 1991 we Włocławku, a następnie powrócił jako „kultura śmierci” , stając się jednym z kluczowych pojęć encykliki „Evangelium Vitae” z lutego 1995.

vi Niekiedy występuje w wariancie „cywilizacja miłości”, sformułowanym jeszcze przez Pawła VI w latach siedemdziesiątych.

vii Gwoli obiektywizmu należałoby się zastanowić, czy przypadkiem ze strony ideologii konsumpcyjnej nie ma się do czynienia z przejawami banalizacji sfery życia religijnego, za jakie można uznać wykorzystywanie określenia „kultowy” w odniesieniu do takich wytworów popkultury, jak filmy , powieści czy zespoły muzyczne, a także opatrywanie mianem „Absolutu” wyrobu alkoholowego?

viii Św. Augustyn „O państwie bożym”, IV, 15.

ix Warto nadmienić, że podobnie postępował kościół katolicki w III Rzeszy. Por. Richard Grunenberg „Historia społeczna III Rzeszy”, Warszawa 1987, t. 2, ss. 253/254.

x W psychologii proces ten zwykło się określać mianem „prania mózgu”.

xi Zastanawiać może nazewnicza beztroska, skoro tym właśnie mianem urzędnicy w Ministerstwie Edukacji Narodowej ochrzcili resortowe instrukcje w sprawie zasad przeprowadzania przyszłych egzaminów maturalnych.

xii Wywiad dla „la Stampy” z listopada 1993.

xiii Roland Barthès zauważył, że cechą wszelkiego dyskursu mitycznego jest przypisywanie tworom historyczno-społecznym cech ponadczasowości i powszechności („Mythologies”, 1957).

xiv W terminologii prawniczej nazywanego pozytywnym.

xv Już Voltaire aforystycznie to ujął, że „przymiotnik jest wrogiem rzeczownika”, za: Françoise Thom „Drewniany jezyk”, tł. Izabela Bielicka, Warszawa 1990.

xvi List kongregacji Nauki Wiary do biskupów o duszpasterstwie osób homoseksualnych za: Tygodnik Powszechny nr 35/1987.

xvii Por. Friedrich Nietzsche „Tako rzecze Zaratustra”, Poznań 1995, s. 55.

xviii Szlachetnym mianem „dzieł” określa się wszelkie przedsięwzięcia, służące Kościołowi, czy szerzej religii, a więc na przykład „Radio Maryja”, „Nasz Dziennik” i „Telewizję Trwam”, składające się na koncern medialny Tadeusza Rydzyka.

xix Interesującym wydać się może, jako odzwierciedlenie wpływów kościelnych na sferę publiczną, iż do jej

języka przedostały się powyższe określenia: „ubogacenie” często występuje w mowie polityków, a

„posługa”, w połączeniu z przymiotnikiem „prezydencka”, pojawiła się za Bronisława Komorowskiego jako urzędowe sformułowanie na oficjalnej stronie Kancelarii Prezydenta RP w Internecie.

xx Za: Gazeta Wyborcza z 22 listopada 2001.

xxi Jacques Lacan „Écrits”, 1966.

xxii Wobec zarzutu reklamy, której nie przewiduje koncesja dla tzw. nadawców społecznych, czyli niekomercyjnych, albowiem „Nasz Dziennik” stanowi odrębny podmiot od „Radia Maryja”, a więc nie mamy w tym przypadku do czynienia z działaniem autopromocyjnym, zmieniono nazwę tego przeglądu na „Wybrane problemy, tematy i artykuły z codziennej prasy polskiej”, przy czym nie przywołuje się innych tytułów, a po każdym przytoczeniu wprowadzono formułę: „Czytam w „Naszym Dzienniku”.

xxiii Za: Gazeta Wyborcza nr 110/1991.

xxiv List pasterski przed wyborami parlamentarnymi w 1993 roku, za: Tygodnik Powszechny nr 35/1993. W podobnym duchu utrzymane było, dokonane przez Ryszarda Bendera porównanie Jerzego Urbana do Josepha Goebbelsa, co stało się powodem procesu sądowego. Z odwróceniem sytuacji mieliśmy do czynienia, kiedy z podobnym zarzutem wobec księdza Henryka Jankowskiego wystąpił gdański pisarz Paweł Helle, co również posiadało kontynuację na wokandzie sądowej.

xxv W radzieckiej propagandzie mianem kosmopolitów określano niezasymilowane jakoby z resztą społeczeństwa osoby pochodzenia żydowskiego.

xxvi Z historycznego punktu widzenia należałoby raczej mówić o Polakach-kalwinach, ponieważ to pisarze wywodzący się z tego wyznania wprowadzili do użycia polszczyznę, co wynikało z wymogu protestantyzmu dostępności Biblii w rodzimym języku wiernych.

xxvii Świadczy to zarazem o nawiązaniu przez Rozgłośnię do idei Kościoła przedpoborowego, albowiem drugą część swego pozdrowienia prowadzący ją redemptoryści zaczerpnęli z encykliki Piusa XII „Magnificentissimus Deus” z 1950 roku.

xxviii Za: Gazeta Wyborcza nr 154/1994.

xxix Tytuł ten stanowi plagiat w stosunku do cyklu felietonów, publikowanych w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku na łamach Tygodnika Powszechnego, a podpisywanych „ksiądz Adam” (Boniecki).

ULSTERSKIE WESELE

Lesław Czapliński 

„Ulsterskie wesele”

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

IX Festiwal Teatralny „Boska komedia”: Scen. i reż. Radosław Rychcik. Scen. Anna Maria Kaczmarska. Muz. I video: Piotr i Michał Lisowie. Światła: Maria Machowska i Szymon Adamczyk. Przedstawienie z Teatru im. Stanisława Wyspiańskiego w Katowicach.

 

POLSKA MUZYKA i CUDZOZIEMSCY ARTYŚCI

Lesław Czapliński 

„Polska muzyka i cudzoziemscy artyści”

 

Wczorajszy koncert krakowskich filharmoników pod dyrekcją Rafała Janiaka  w całości poświęcony został muzyce polskiej. Jako soliści wystąpili: włoski pianista Maurizio Baligni oraz japoński wiolonczelista Danjulo Ishizaka.

Na początek zabrzmiała Uwertura do Moniuszkowskiej  „Parii”, przedostatniej jego opery, w której dramaturgii zajmowała o tyle nietypowe miejsce, że na wzór tej do „Hansa Heilinga” Heinricha Marschnera umieszczona została pomiędzy prologiem a pierwszym aktem.

O ile jej pierwszy, dynamiczny temat zagrany został nieco hałaśliwie, wskutek czego do pewnego stopnia zatarły się jego kontury i dawały znać o sobie pewne niedokładności, o tyle liryczny uwodził już swoją melodyką i nastrojowością, z dyskretnie wkradającymi się w jego tok solowymi wejściami wiolonczeli, skrzypiec i klarnetu.

Koncert fortepianowy a-moll op.19 Ignacego Jana Paderewskiego  włączył do swego repertuaru włoski muzyk Maurizio Baligni  . Jest to typowa kompozycja pianisty-wirtuoza. W pierwszej części, po wstępie orkiestrowym, nawiązującym do folkloru i utrzymanym w synkopowanym rytmie, pojawiają się figuracje solowego fortepianu. W jego partii przeważają głównie brawurowe pochody akordowe, pozwalające podziwiać sprawność techniczną wykonawcy, a także potęgę brzmienia. Większy probierz muzykalności stanowi liryczna Romanza z obojem, na którym grał Paweł Nyklewicz, dwukrotnie wdającym się w dialog z solistą. W błyskotliwym Rondzie, utrzymanym w żywym, momentami zawrotnym tempie, powraca element popisu, ale w kulminacyjnym momencie instrumenty dęte blaszane intonują chorałowy motyw, prowadzący do zamykającej dzieło kody.

Włoski artysta od najlepszej strony zaprezentował się przede wszystkim w bisie, a mianowicie w Sonacie f-moll Domenico Scarlattiego, urzekając eterycznym, ledwie muskającym klawisze touché, przydającym tej stojącej na pograniczu baroku i klasycyzmu miniaturze znamion zgoła impresjonistycznych.

Najbardziej oczekiwanym punktem programu było chyba prawykonanie Koncertu wiolonczelowego „Ukiyo-e 3” Marcela Chyrzyńskiego  , dodatkowo przyciągającego uwagę za sprawą solisty  , który w środę wystąpił z efektownym recitalem.

Wbrew przydanemu tytułowi, odnoszącemu się do japońskich drzeworytów, jest to raczej fresk symfoniczny z wiolonczelą obbligato, nie tyle współzawodniczącą z rozbudowanym składem instrumentalnym, co dobarwiającą bogato nasycony pejzaż dźwiękowy  . Decyduje o tym gęsta orkiestracja i bardzo wolno rozwijająca się narracja. O japońskich inspiracjach świadczy nie tyle jego motywika, co obsada, w której istotną rolę odgrywa bateria perkusyjna, z dominującymi w niej idiofonami. Tworzy to ściśle określony, nieco mozaikowy koloryt. Z kolei na koncertujący charakter wskazują wyrównane proporcje w kształtowaniu przebiegu, w większości wypełnionego przez grę solisty, w znacznej mierze wtopionego jednak w partię orkiestry, wreszcie pojawiająca się mniej więcej w punkcie tzw. złotego podziału kadencja  , wymagająca bardziej zróżnicowanej artykulacji. A całość rozpływa się w dźwiękowym niebycie na pograniczu ciszy, przeprowadzając w ten sposób słuchacza do programowego świata muzyki Mieczysława Karłowicza   , albowiem na koniec zaprezentowano jego pierwszy poemat symfoniczny „Powracające fale” op. 9. Jego główny, charakterystyczny temat intonuje trąbka, potem powraca on przeniesiony na cztery rogi. Przejmująco, niczym memento, rozbrzmiewa pod koniec tremolo kontrabasów, na tle których dogasa muzyczna opowieść o ciążącym nad ludźmi nieubłaganym fatalizmie.

Orkiestra pod koniec swojego występu była już na tyle rozegrana, że w pełni osiągała intonacyjną i rytmiczną precyzję, wrażliwie reagując na gesty dyrygenta.

Po prawykonaniu Koncertu wiolonczelowego Ukiyoe 3, od lewej: Danjulo Ishizaka, Orkiestra Filharmonii Krakowskiej, Rafał Janiak i Marcel Chyrzyński.

Zdjęcia z koncertu autorstwa Klaudyny Schubert.