BYLIBYŚMY NIEZŁYM WYNALAZKIEM, GDYBY

BYLIBYŚMY NIEZŁYM WYNALAZKIEM, GDYBY

 

Pismo wspomniało, niejako z przekąsem, o pierwszej audiencji, jakiej udzieliłeś tuż przed początkiem dnia siódmego. Podobno byłeś zmęczony, lecz duma z owoców pracy i zadowolenie, jakie cię przepełniało, onieśmielało nawet tych bezgrzesznych, którzy mieli opowiedzieć o twoich planach.

Mówili już wtedy,

Mówili o wielkim ciężarze,

Mówili: „Nie udźwigniemy

Lekcji dobra, odetną nam

Członki i głowy,

Rozrzucą po krańce ziemi,

A dobro będzie głosem rozpaczy.”

(Anonim, Za pismami ocalałymi z pożogi)

Kroniki opisują powstanie nauk, ćwiczenia ręki, odczytywania śladów, zapisywania ciał, do których przywykli niektórzy, czasem przed pierwszą miłością. Największe postępy w studiowaniu nauk czynili chirurdzy. Żywo deliberowali o zapaleniach wyrostka robaczkowego, nagłych operacjach tuż przed linią frontu, ilością spirytusu potrzebnego do znieczulenia.

No i nie wytrzymaliśmy. Zło karczowaliśmy trucizną, rozrywaniem ciała. Później się ucywilizowaliśmy. Nasi mędrcy zademonstrowali gilotynę, jako wynalazek posłuszny, cichy, wydajny, a jego skuteczność opisywały statystyki. Niezłe możliwości wykazywały kałasznikowy, napalm, bomby atomowe wbrew zapowiedziom okazały się mało praktyczne. Teraz przyszła moda na środki naturalne. Wbrew śmiechom zawodowców, do nich należy przyszłość.

(Śpiewajmy pieśń radości,

Śpiewajmy o pięknie,

Śpiewajmy o miłości,

Niech nikt się nie zlęknie)

Wszyscy jesteśmy wybrani. Jedni bardziej, inni mniej. Chwała tym, co widzieli, a nic nie robili. Milczenie i spuszczona głowa dla tych, których nie można rozpoznać. A po nas znów będzie się kręcić karuzela, chłopcy będą grać w piłkę krzycząc podaj, podaj, gamoniu, a dziewczynki będą przeglądać się w lustrach sprawdzając, czy bajki mówiły prawdę.

I wtedy stała się oczywistość. Brzmiała unisono, wysoko ulatywały spółgłoski, dołowały z kolei samogłoski. Harmonia polegała na zgrzytach, niedopasowaniach, krzyku.

Ojcze, duma nie pozwalała iść na czworakach. Zatem pełzając, brzuchem po piasku, w ostrogach na gołych piętach, wzywaliśmy zmiłowania, zamiast prosić o siłę.

A miała nadzieję, że nasz mechanizm będzie działał jak perpetuum mobile.

B siorbała nosem zastanawiając się, co z tego będzie.

Z nawet nie spojrzała, gdzie zniknęły nasze dzieci.

Wzgarda była dla niej wszystkim, co mogła nam ofiarować.

(O, Jeruzalem, o Jeruzalem,

Gdzie schowałaś nasze groby,

O Jeruzalem, o Jeruzalem,

Dla nas zamknęłaś podwoje!

Dlaczego?)

(R. nieznany, w modlitwie za nas)

Dodaj komentarz