NAUKA VS. WIARA CZY TEŻ NAUKA I WIARA

NAUKA VS. WIARA CZY TEŻ NAUKA I WIARA

 

Czy współczesna opozycja lub zestawienie logosu i wiary nie jest powtórzeniem starożytnego konfliktu pomiedzy Bogiem Biblii (Jerozolimą) i filozofia grecką, utożsamiana z prymatem rozumu (Atenami)? W jednej ze swych książek Emmanuel Lévinas pisał o niezrozumiałości Boga biblijnego dla filozofii greckiej, dla której będzie on zawsze pojęciem, a nie osobą. W innym wszakże miejscu dodawał, że jest on przede wszystkim myślą (ideą), czego nie można potwierdzić w chrześcijaństwie stojąc w obliczu dogmatu o wcieleniu.

Szestow w swych Atenach i Jerozolimie pisał o dwóch źródłach kultury europejskiej, lecz czy te dwa serca nie były ze sobą od wieków w konflikcie? Czy pisząc dziś o opozycji lub zwykłym zestawieniu religii i nauki jako konflikcie lub możliwości współistnienia dwóch światopoglądów mówimi w pewnej abstrakcji od wszelkich religii światowych? Czy możemy się w ten sposób uwolnić od do świadczenia nieznanych nam religii? Pytanie nie jest tylko retoryczne. Choć żyjemy w dobie Internetu, przecież nadal funkcjonujemy w dwóch wymiarach: lokalnym i globalnym. Edward Said (Orientalism)chyba nie myśli, że absolutyzujemy wymiar medialny, który przesuwa nam pole odbioru. Mimo mediów cyfrowych, mimo codziennego ataku informacji i szumu informacyjnego związanego z nimi żyjemy także w wymiarze lokalnym. Należy przez to rozumieć m. in. ograniczenia nakładane przez język, kulturę, sposób myślenia, a także biologię.

Czy zatem wiara, z natury rozumna z pewnymi ograniczeniami i rozum, w którym nie ma tylko rygoru czystej rozumności Kanta to czyste opozycje pomiędzy nimi? Są to pytania, klasyczne Derridiańskie aporie, choć można by powiedzieć, że już Arystotelesowskie, bo wyrażone w języku filozofii greckiej, które przeszły do tradycji filozoficznej jako maksyma fides querens intellectum et intellectus querens fidem, która wszakże wyraża pewną bezradność filozofii i społeczną dezawuację religii w wielu państwach Zachodu.

Być może jest/będzie i tak, że problem nie zostanie rozstrzygnięty na płaszczyźnie filozoficznej, lecz społecznej. Triumf nauki, rosnący poziom życia i rozwój społeczeństw konsumpcyjnych spowoduje powszechny zanik zainteresowania problematyką metafizyczną, która zostanie odrzucona jako po prostu niepraktyczna. Problemu filozoficznego się w ten sposób nie rozwiąże, bo do niego należy pewna dialogiczność i otwartość, lecz przestanie on zajmować i filozofów, i media, a w konsekwencji także odbiorców kultury (vide zjawisko obojętności religijnej w większości krajów Europy Zachodniej, co ma charakter raczej trwały i przenosi się na inne rejony geograficzne).

RELIGIA – POJĘCIE CZY DOŚWIADCZENIE?

RELIGIA – POJĘCIE CZY DOŚWIADCZENIE?

Należy zadać pytanie, czy religia w czasach współczesnych pozostaje tylko pojęciem związanym z łacińskim znaczeniem rzeczownika religio? Czy w okresie triumfu cywilizacji technicznej i nauki opartej na empirii doświadczenie religijne, w którym mieści się doświadczenie świętości, a nie tylko polityczności jest nadal obecne? Czy owo das Heilige, la saintété, pewnej czystości, która budzi trwogę i pewien dystans, tworzący kult, pozostaje dzisiaj tylko w sferze magii i doświadczenia ludów pierwotnych? Co mogą nam powiedzieć media o doświadczeniu religijnym? Czy to tylko neutralny przekaz, sposób komunikacji, w którym doświadczenie słowa i doświadczenie tajemnicy staje się wspólną własnością wiernych i niewierzących? To seria pytań, którym zamierzam poświęcić uwagę nie tylko dzisiaj.

Refleksje Jacquesa Derridy nad religią (J. Derrida, G. Vattimo, i inn., Religia, KR, 1999) obracają się wokół pojęć, jakie ze sobą niesie znaczenie łacińskie (religio) i francuskie rzeczownika (la réligion) oraz doświadczenia społeczeństw współczesnych, pokazanych w tradycji filozoficznej. Widać w nich, że wbrew pozorom nasze doświadczenie polityczności religii nie jest nowe. Wojny religijne istniały od czasów starożytnych, także wtedy religia aspirowała do funkcji wyjaśniających człowiekowi rzeczywistość. Chrześcijaństwo starało się połączyć ten aspekt magiczny, istniejący we wszystkich religiach, także biblijnych, z filozofią grecką, czyli wyjaśnianiem świata w oparciu o rozum, logos.

Czas współczesny w zasadzie nie jest odmienny w swych formach od dawnych, lecz wykształcenie się i rozpowszechnienie nauki w społeczeństwach liberalnych demokracji doprowadziło do kryzysu światopoglądu religijnego. W literaturze ów konflikt został pokazany np. u Fiodora Dostojewskiego. Zatem wydaje się, że zamiast czystości religijnej ludzkość będzie promować higienę ciała i umysłu, zamiast metafizyki, pozostanie nam nauka, a moralność, którą głosiły religie księgi, zostanie przekształcona w moralność świecką, opartą na nowych obyczajach i prawie świeckim. Czy tak będzie? Czy konflikt pomiędzy religią a nauką przyniesie w konsekwencji triumf rozumu? Nie jest to pewne. Akty terrorystyczne i polityczny wymiar religii, wskazują, że starcie pomiędzy nimi przynosi także krwawe skutki. Bo religia/religie opowiadają się za całościowym ujęciem sensu życia człowieka, tłumaczą świat w odniesieniu do centralnych dla siebie i człowieka kategorii  sensu życia i śmierci. Nauce i demokracji liberalnej pozostaje tylko, do pewnego stopnia mówił o tym Nietzsche, pisząc o nihilizmie wspólczesnym, cząstkowość i akceptacja trudności z rozumieniem miejsca człowieka, w tym każdej jednostki, na ziemi i w kosmosie. Opis rzeczywistości zamiast wiary w ostateczny sens.

NI-PIES-NI-WYDRYZM

NI-PIES-NI-WYDRYZM

to kategoria estetyczna, ktora jest obecna w tych medytacjach, lecz mozna ja zauwazyc przede wszystkim w codziennym obcowaniu z roznymi mediami. Niestety nie zostala ona opisana w Slowniku terminologii medialnej pod redakcja Walerego Pisarka, wydanym wlasnie przez Wydawnictwo Universitas. Wydaje mi sie, ze jest to brak na tyle istotny, ze nalezy umiescic to haslo w nastepnym wydaniu tej pozycji wydawniczej, ktorej celem jest – w zamierzeniu autorow – zaznajomienie mlodziezy i profesjonalistow ze swiatem mediow, ktorego rola kulturotworcza jest przeciez nie do przecenienia. Zatem, aby pomoc autorom slownika, sprobujmy sie przyjrzec z bliska pojeciu ni-pies-ni-wydryzmu, bo choc intuicyjnie rozumiemy jego znaczenie, jednak nie zostalo ono jeszcze opisane przez filozofow. Wstepna intuicja mowi nam, ze w percepcji medialnej chodzi w zasadzie o pewien melanz wrazen nie zwiazanych ze soba zadna kategoria porzadkujaca. W tym sensie mozna powiedziec, ze jest ona z jednej strony doswiadczeniem opowiesci o rzeczywistosci, z drugiej – jest jej pewna metonimia, ktora jako taka budzi w odbiorcy iluzje prawdziwosci. Ten chwyt, ktory okreslilem wyzej poprzez jeden z rodzajow tropow retorycznych, stanowi dla mnie obiekt zaciekawienia, a jego uzycie przeze mnie poprzez okreslona transpozycje, bedzie zadaniem domowym dla czytelnika tych medytacji. Celem ulatwienia wykonania tego cwiczenia pisarskiego podpowiem, ze mozna napisac to, co sie mysli np. o grze Brada Pitta, Jacka Nicholsona lub  wreczaniu Oscarow czy konkursie Miss World. Ciekawiloby mnie takze, co czytelnik mysli o braciach Kaczynskich, pszczolce Mai a takze Kaczorze Donaldzie, mistyce, sporcie, imperializmie, wojnie izraelsko-palestynskiej, feminizmie, fundamentalizmie islamskim, hodowaniu swin, tresowaniu krolikow, wystawach plastycznych, koncertach muzycznych, arcydzielach i kiczach literackich, gospodarce i wszystkim, co wpadnie mu do glowy, lacznie z obrzuceniem wyzwiskami samego autora niniejszych refleksji. Konczac te medytacje, w ktorej bardzo wyraznie ujawnia sie omawiana kategoria, a rownoczesnie zachecajac do kontynuacji rozwazan nad tym donioslym z punktu widzenia teoretycznego problemem, chcialbym zauwazyc niejako na marginesie, ze pisanie na te przykladowo sugerowane tematy, a takze specyficzny sposob ich ujecia, ktory polega na swoistej interakcji semantycznej, zaskakujacej odbiorce poprzez niekonwencjonalne uzycie znakow jezykowych, to odmiana literacka ni-pies-ni-wydryzmu i jako taka z pewnoscia zostanie uwzgledniona w Slowniku terminow literackich.

RONALDINHO, CZYLI ARTYSTA

RONALDINHO, CZYLI ARTYSTA

Kocham go, mimo ze dziele to uczucie z milionami fanow futbolu na calym swiecie. Czy wszyscy dostrzegaja w nim to samo? Tego nie wiem, sprobuje jednak przyjrzec sie swojemu oczarowaniu tym pilkarzem i zastanowic sie nad pytaniem, co jest zrodlem tej fascynacji, ktora, mimo jego niedoskonalosci (co dostrzegam rowniez – vide ostatnie mistrzostwa swiata),  nie mija z uplywem lat. Mysle, ze to, co jest mi bliskie w sztuce poslugiwania sie przez Ronaldinho kawalkiem skory wypelnionym powietrzem, jak i jego sposobem poruszania sie na stosunkowo niewielkiej przestrzeni pokrytej czasami naturalna, czasami sztuczna trawa, jest jego stan umyslu, ktory pozwala mi okreslic tego zawodnika jako artyste. Dlaczego? Z pewnoscia podziwiam jego maestrie w prowadzeniu pilki, umiejetnosc gry z kolegami, ktora nie jest tylko podporzadkowana ekonomii zdobywania bramek, lecz odzwierciedla maksymalne zaangazowanie z jednoczesnym poczuciem dystansu do roli, czy raczej rol, ktore odgrywa na boisku, gdyz jest ucielesnieniem doskonalego libero. Ale to nie wyczerpuje tajemnicy oddzialywania Ronaldinho na mnie. Przypuszczam, ze nie chodzi tu tylko o technike pilkarska, ktora opanowal do tego stopnia, ze sie nia po prostu bawi, lecz takze, a moze przede wszystkim, ze sluzy mu ona do celow tworzenia z meczu pilkarskiego prawdziwego dziela sztuki, ktorym zachwycaja sie widzowie, nie wiedzac, ze uczestnicza w swoistym performance. A sam Ronaldinhio? Jak prawdziwy artysta stawia sobie cele niemozliwe do realizacji, lecz w przeciwienstwie do tych, ktorzy sie za takich uwazaja, udaje mu sie osiagnac to, co dla kaprysu sobie wymyslil!

DEKONSTRUKCJA

DEKONSTRUKCJA,

pojecie tylez modne, ilez kontrowersyjne, absorbuje elity intelektualne oraz zwyklych konsumentow slowa pisanego od kilkudziesieciu juz lat jako temat bardzo wyrafinowanych, a takze po prostu upraszczajacych to zagadnienie dysput, ogromnie waznych zarowno dla filozofow, jak i pisarzy i ich czytelnikow. Mimo ze, jak sie wydaje, powiedziano o nim juz wszystko, co mozna bylo sprzedac na uzytek mediow naukowych i popularnych, postanowilem wtracic swoje trzy grosze nie tyle w celu odkrycia jakiejs niezwyklej perspektywy, ktora moglaby porazic czytelnika tych medytacji ujawnieniem olsniewajacego aspektu tego problemu, ile podzielic sie myslami, ktore zaprzataja moj umysl od wielu juz lat, co sprawia, ze zagadnienie to odbieram nie w sposob abstrakcyjny, lecz jako problem osobisty. Dekonstrukcje jako metode filozofowania i uprawiania niezwykle interesujacej formy wypowiedzi, sytuujacej sie na pograniczu literatury i filozofii, wymyslil Jacques Derrida. Jesli jej glowna cecha jest podwazanie oczywistosci, ktore funkcjonuja jako dogmaty intelektualne, to zarzuty ze jest ona uprawianiem nihilizmu sa bezpodstawne. Nalezy bowiem zwrocic uwage, ze podobna strategie, choc oczywiscie nalezy dostrzec roznice, stosowali mysliciele greccy, ktorym nie wystarczaly zadne odpowiedzi na fundamentalne kwestie dotyczace czlowieka, swiata, w ktorym zyje i samej racjonalnej refleksji, jaka stala sie celem ich dzialalnosci. Zatem nalezy powiedziec, ze metoda i sposob uprawiania dekonstrukcji wywodza sie z ducha filozofii greckiej i sa po prostu tworczym odnowieniem w czasach wspolczesnych sposobu stawiania pytan w stosunku do rzeczywistosci, bez czego przynajmniej niektore jednostki nie potrafia spokojnie polozyc sie do lozka i snic o lepszym seksie.

TERROR PRAWDY, DOBRA I PIEKNA

Nieprzypadkowo Platon dla Nietzschego i Derridy byl najwiekszym wrogiem. Oczywiscie z roznych powodow. Filozof niemiecki ze wzgledu na walke z chrzescijanstwem, Derrida natomiast zastanawial sie nad inna niz grecka forma racjonalnosci filozoficznej. Przywolywana w tytule triada pojec stala sie dzieki chrzescijanstwu takze triada wartosci, obecnych w nauczaniu Kosciola Katolickiego, ktory otwarcie bierze udzial w walce politycznej i ideologicznej o wplywy na calym swiecie, a rowniez i w Polsce. Jego zwolennicy w polemikach swiatopogladowych, politycznych a nawet estetycznych chetnie szermuja argumentami metafizycznymi, na ktorej oparte jest tzw.  nauczanie spoleczne Kosciola. Zwazywszy na brak mozliwosci obiektywnej weryfikacji takiej postawy, takze wieloznacznosc tych pojec, ktorymi posluguja sie wspolczesni zwolennicy Platona w sporach politycznych o granice dopuszczalnosci lub braku akceptacji aborcji, religii w szkolach, spraw finansowych, nawet naukowych i estetycznych (kontrowersje wokol zagadnien piekna i brzydoty) czy obyczajowych (homoseksualizm) bardzo czesto szermuje sie tymi etykietkami. Nie sa to argumenty oparte na rozumie. Z filozofii Platonskiej pozostaly tylko slowa, a nie umilowanie rozwazan problemow filozoficznych w oparciu o rozum. Prawda, Dobro i Piekno to juz nie wartosci i pojecia filozoficzne, a narzedzia szantazu politycznego w ustach zwolennikow prawicy, ktorymi chca pokonac przeciwnikow. Pewnie dlatego, ze filozofia przestala byc racjonalnym dociekaniem ukierunkowanym na rzeczywistosc otaczajaca czlowieka, lecz od czasow Marksa stala sie narzedziem walki politycznej. Dobrze to zjawisko poznalismy na wlasnej skorze. W latach piecdzesiatych 20. w. istnial tzw. wulgarny marksizm, stosowany w badaniach naukowych ze wzgledu na polityczne dyrektywy. Dzisiaj mozemy mowic o zwulgaryzowanym platonizmie, ktory posluguje sie filozofia tak, jak terrorysta bomba, dazac przede wszystkim do wladzy!

BIGOS FILOZOFICZNY

Ontologia – ciach, ciach, ciach; estetyka – bum, bum, bum; etyka? – fiu, fiu, fiu; a logika, bul, bul, bul… i prawie obiad gotowy. Pozostaje jeszcze historia idei, epistemologia, metodologia nauk, wreszcie metafizyka. Niestety w jezyku polskim sa to wyrazy, ktore maja zbyt duzo sylab, dlatego nalezy je polaczyc z poprzednimi tylko jako przyprawy do bigosu, ktorym ludzkosc sie zajada od bardzo dawna. Ja takze. Mniam, mniam!

SCIENZA NUOVA

SCIENZA NUOVA, czyli dziurkologia, to nowa nauka, ktorej przedmiotem dociekań jest robienie, wypelnianie, rozprzestrzenianie, porownywanie sposobow wytwarzania dziurek przez mieszkańcow Ziemi, a takze na innych planetach w najblizszym im w systemie slonecznym oraz innych galaktykach. Dziurkolodzy stawiaja takze kwestie wykraczajace poza tradycyjne pytania nauki. Badaja bowiem nie tylko kwestie istnienia empirycznie istniejacych dziurek, lecz takze zastanawiaja sie nad zachodzacymi relacjami pomiedzy dziurkami wirtualnymi, czyli wszystkimi mozliwymi do pomyslenia. Dziurkologia jest nauka powazna, dlatego posiada zarowno swoja historie, jak i oszalamiajaca przyszlosc, studentow i badaczy, czasopisma, wydawnictwa, by nie pominac uniwersytetow, ktore wydaja dyplomy poczawszy od licencjata dziurkologi, magistra dziurkologi, a nie mozna zapomniec o doktorach i profesorach dziurkologii. Swoistym paradoksem jest fakt, ze choc ludzkosc zajmowala sie robieniem dziurek od chwili swego powstania, jednak dopiero w XXI wieku, filozofowie odkryli wage tego zagadnienia dla swoich dociekań. Mimo ze z perspektywy dziurkologii mozna badac zarowno tradycyjne zagadnienia naukowe i filozoficzne, jak i jeszcze nie istniejace w dyskursie naukowym, jednak pozostawie te przyjemnosc nastepnym pokoleniom dziurkologow, a sam zajme sie innymi kwestiami, ktore zaprzataja moj umysl. Niewykluczam jednak, ze do uprawiania dziurkologii powroce, gdy prawdziwy znawca przedmiotu zada mi jakies ciekawe pytanie lub niekonwencjonalny administrator nauki przyzna pieniadze na prowadzenie tych jakze istotnych badan, ktore z powodu ich niedoceniania przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyzszego, niestety, utknely w martwym punkcie.

TO, CO MOZNA POWIEDZIEC O INTERNECIE

jako wynalazku technicznym rozwijajacym sie burzliwie w ostatnich dekadach XX wieku, nadaje sie do rozwijania mysli nad samym czlowiekiem. Z jednej strony podziwiamy nieprzewidywalne do niedawna mozliwosci komunikowania sie pomiedzy ludzmi, wykorzystywanie tego wynalazku do wielu dziedzin zycia poczawszy od wirtualnych gier dla dzieci i mlodziezy, poprzez liczne zastosowania w edukacji, i wcale nie mam zamiaru konczyc tego wyliczenia na badaniach naukowych i dzialalnosci artystycznej. To tylko jednak awers medalu. Istnieje takze i rewers, rozumiany jako jego ciemniejsza strona. Jest nim rozpowszechnianie w sieci stron propagujacych pedofilie, nienawisc rasowa, narodowa, religijna, wreszcie last but not least dzialalnosc terrorystyczna, o ktorej rowniez mozemy sie dowiedziec m. in. z Internetu, co wlasciwie nie jest naganne, jednak na mozliwosc gloszenia idei zbrodniczych nie mozna sie zgodzic, bo wolnosc slowa ma takze swoje granice. Mysle wiec, ze musimy uznac ten fakt kulturowy jako istotny dla myslenia filozoficznego, ktore moze sie odnowic poprzez odniesienie do doswiadczenia zyciowego wspolczesnego czlowieka, ktory zyje w czasie rozkwitu wysokich technologii, przyczyniajacych sie z pewnoscia do postepu w wielu dziedzinach zycia wielu spoleczenstw, a wrecz mozna powiedziec bardzo pompatycznie – mimo ze nie jest to ironia, lecz scyro prowda, jak mowia ulubieni przez ks. Tischnera, a dzis wykorzystywani medialnie, gorale – calej ludzkosci. Poza wywolywaniem zachwytu, problem Internetu dotyka bezposrednio pytan postawionych przed tysiacami lat. Dopiero gdy sie patrzy na to zjawisko w perspektywie dziejowej, stanie sie ono zagadnieniem nie tylko technologicznym lub zabawa, lecz takze problemem filozoficznym, przez co rozumiem reinterpretacje w innej rzeczywistosci, tzn. doswiadczanej w czasach wspolczesnych, kwestii postawionych przez starozytnych Grekow, na ktore do dnia dzisiejszego nie znamy ostatecznej odpowiedzi.

ODWIEDZINY A FILOZOFIA

Piotr wlasnie wyszedl po spedzeniu u mnie jakiegos czasu przy rozmowie o zyciu, fundamentalnej roli poczucia humoru w uprawianiu filozofii, a takze ironii, ktora jest chyba w naszych czasach zbyt rzadkim sposobem odczuwania, co jest jedna z powaznych przyczyn wszystkich nieszczesc, na ktore cierpi tzw. ludzkosc, a szczegolnie ta jej czesc, mieszkajaca w niezbyt duzym zakatku Europy Srodkowo-Wschodniej. Naprawde bylo milo. Ja palilem jak smok i pilem kawe z mlekiem (byla to jak zwykle Nesca sprowadzona z marketu internetowego, ktora wydaje mi sie calkiem niezla), on – zadawalal sie sokiem z pomaranczy, kupionym gdzies po drodze, ale nie zdradze nazwy firmy, ktora go produkuje, bo moge byc posadzony o kryptoreklame i mialbym sprawe w sadzie z powodztwa Urzedu Ochrony Konsumentow i Konkurencji (naprawde nie wiem, czy on sie tak rzeczywiscie nazywa). Nie o tym jednak chcialbym pisac, lecz o zadaniu domowym, ktore Piotr zadal mi do napisania. Jest nim w istocie temat, ktory juz poruszalem wczesniej (patrz: medytacja o koniu), tzn. oswiecenie. Trzeba przyznac, ze to zagadnienie jest znane w religiach Dalekiego Wschodu, jak i na Zachodzie oraz wystepuje jako przedmiot dociekan rowniez w psychologii. Ja o nim jednak mysle w sposob naturalny, podobnie jak Piotr. Wychodzac z zalozenia, ze oswiecenie jest wynikiem dzialania swiatla, twierdzimy, ze oswiecone jest wszystko: Ziemia, a na niej ludzie, zwierzeta i rosliny, a takze mineraly. Dzieje sie to wszystko za sprawa Slonca i gwiazd. Gdy ich zabraknie, np. podczas pochmurnej nocy, wystarczy zapalic swiatlo i zbawienny efekt oswiecenia rozproszy ciemnosci umyslu i przestrzeni, w ktorej znajduje sie pograzony w niewiedzy adept nauk duchowych. Te metode polecamy wszystkim ludziom, ktorzy go poszukuja. Niestety posiada ona wade, tak jak inne sciezki, prowadzace do wyzwolenia. Jest ona nieskuteczna np. na dnie morz i oceanow, pod ziemia i wszedzie tam, gdzie nie dociera dobroczynna moc cywilizacji, a przyroda nie zadbala o zapewnienie srodkow naturalnych. Zaletami tej techniki sa dostepnosc i relatywna latwosc w zastosowaniu, a takze – co nie jest bez znaczenia – niskie koszty duchowe, jak i finansowe, dzieki czemu mozna ja polecic wszystkim, ktorzy pragna rozwiazania swych problemow zyciowych w sposob latwy, szybki i przyjemny, a co najwazniejsze – skuteczny.