WADA OCZYWISTA

WADA OCZYWISTA

Thomas Pynchon, Wada ukryta [Inherent Vice],                                                             Tlum. A. Szulc, Wydawnictwo Albatros A. Kurylowicz, 2011

 

Thomas Pynchon podbil serca krytykow i czytelnikow na calym swiecie swa glosna Tecza grawitacji w latach 70. ubieglego wieku. Ta trudna pod wzgledem jezykowym i artystycznym powiesc pozostanie chyba jego szczytowym osiagnieciem, o czym przekonuja mnie lektury jego dziel wydawanych ostatnio takze i w Polsce. Wade ukryta czytalem z mieszanymi uczuciami, majac w pamieci jego opus magnum. Dlaczego? Poniewaz Pynchon chcial zbyt wyjsc naprzeciw upodobaniom masowego odbiorcy i ukazac wazny problem funkcjonowania za kulisami wspolczesnej demokracji amerykanskiej w oprawie powiesci kryminalnej.

Fabula Wady ukrytej koncentruje sie wokol poszukiwania przez prywatnego detektywa Doca Sportello jego bylej partnerki, Shasty, ktora w niewyjasnionych okolicznosciach zniknela. Historia moze nie nadzwyczajna, no bo ilez mamy w fabulach powiesci sensacyjnych porwan, zabojstw i tym podobnych chwytow, ktorymi upaja sie do nieskonczonosci literatura popularna, lecz istnieje w niej wazny wspolczesny watek polityczny, ukazujacy inne od powszechnie (?) znanych dzialan tajnych sluzb amerykanskich, ktore nie tylko tuszuja zbrodnie, lecz takze chronia bandytow, drukuja falszywe pieniadze czy kontroluja handel narkotykami.

Nie sa to, jak mi sie wydaje, spostrzezenia odkrywcze dla kogos, kto trzezwo przyglada sie politycznym zmaganiom w swiecie tajnych sluzb. W tym sensie ta symboliczna ukryta wada na statku „Bialy kiel” jest wada oczywista, ktora sluzby amerykanskie dziela ze wszystkimi tajnymi policjami w historii ludzkosci i wspolczesnymi im odpowiednikami. Natomiast, poza naiwnym przekazem i swietym oburzeniem, ktory mozna odczytac na kartach powiesci Pynchona, mam mu za zle po prostu nudziarstwo.

Poza jedna z glownych postaci, tj. gliniarzem Wielka Stopa, wszyscy bohaterowie, lacznie z Dociem Sportello, cpaja narkotyki, sluchaja kiepskiej muzyki pop, uprawiaja seks i sa … razaco niedopracowani. Mowia tak samo i zachowuja sie banalnie. Powtarzajaca sie do granic znuzenia charakterystyka „cpunow”, hippisow i postaci z polswiatka przestepczego mnie nie uwiodla. Jako czytelnik zaczalem doceniac warsztat pisarski Pynchona dopiero pod koniec powiesci, gdy Doc Sportello wchodzi w konflikt z organizacja przestepcza niejakiego Michaela Wolfmanna. Jednak nie moglbym powiedziec, ze jako czytelnik polubilbym jakakolwiek postac. Nawet samego glownego bohatera, ktory rowniez nie wydaje sie postacia, ktora walczy tylko w slusznej sprawie, gdyz i Docowi Sportello nie sa obce konszachty z przestepcami.

Wszakze trzeba powiedziec, ze ten caly zwariowany swiat, ukazany w Wadzie ukrytej, pelen erudycyjnych opisow i nawiazan do kultury popularnej Ameryki lat 60. tych, nie jest typowym produktem tej kultury, i ta prosta niechec, ktora jest wpisana w konstrukcje swiata przedstawionego powiesci, moze byc odczytana jako jej krytyka. Nie poprawia to jednak samopoczucia czytelnika, ktory poza erudycja i cytatami chcialby smakowac styl i dobrze skonstruowane postacie, jak i fabule.

Moze nie jestem tym czytelnikiem modelowym dla tej powiesci, jak pisze Umberto Eco w swych rozwazaniach (por. Lector in fabula), ze kazda powiesc takowego zaklada, lecz, wydaje mi sie, nie wszystko, co jest brutalne, musi byc ukazane w charakterze cytatu. Wydaje sie, ze Thomas Pynchon nie lubi wspolczesnego swiata. Jego powiesci sa bardzo podobne, dlatego i ja nie lubie jego bohaterow. Zatem, byc moze nie doceniam tworczosci jednego z najglosniejszych pisarzy amerykanskich.

ZYCIE ARTYSTY I SMIERC PISARZA

Michel Houellebecq, Mapa i terytorium,

przel. Beata Geppert, WAB, Warszawa 2011

Mapa i terytorium to dzielo, ktora ozywia znana forme powiesci o artyscie, w tak znaczacy sposob zrealizowana chocby w Doktorze Faustusie  lub opowiadaniach Tomasza Manna (np. Tonio Kroger). Z pisarzy zachodnich nalezy przypomniec może Jamesa Joyce’a Portret artysty z czasow mlodosci czy Portret Doriana Greya Oscara Wilde’a. Na przełomie 19. i 20. wieku pisarze polscy takze poruszali podobne zagadnienia. Sadzac po zachwytach krytyki takie porownanie wydaje sie zasadne. Ja jednak uwazam, ze Michel Houellebecq nie jest pisarzem tego samego formatu, choc trzeba przyznac, ze interesujacym.  Jego powiesc, za ktora nota bene dostal prestizowa nagrode Goncourtow, opowiada historie malarza, ktoremu udalo sie odniesc sukces artystyczny i finansowy, wejsc do elity francuskiego i swiatowego zycia artystycznego, lecz zniecheconego zyciem po smierci ojca i bohatera powiesci, i jednoczesnie jej autora – Michela Houellebecqa. Jed Martin, bo tak sie nazywa glowny bohater, najpierw jest zafascynowany przedmiotami techniki, ktore uwiecznial na swoich fotografiach, pozniej coraz bardziej sklanial sie do malowania slawnych postaci swiatowego biznesu by wreszcie ukazywac przyrode.

Wydaje mi sie, ze realizacja pomyslu, aby napisac powiesc o duzym ladunku filozoficznym i jednoczesnie wywolac ferment wsrod czytelnikow, nie przyniosla wszystkich oczekiwanych rezultatow. Ciekawy pomysl wprowadzenia postaci znanych z francuskich i swiatowych mediow jak krytycy czolowych gazet francuskich czy Bill Gates lub Steve Jobs, niezyjacy juz tworca firmy Apple, jak i wprowadzenie do powiesci jej autora, na pewno wzbudza zainteresowanie. Polski czytelnik przy tej okazji przypomina sobie arcydzielo dramatu modernistycznego Stanislawa Wyspianskiego Wesele, w ktorym wybitny polski dramaturg i malarz ponad sto lat wczesniej zastosowal podobny chwyt literacki. Jednak swiat bohemy francuskiej, jakkolwiek ukazany ironicznie, wrecz z sarkazmem, nie wzbudza wiekszej ciekawosci ze wzgledu na jego wtornosc w stosunku do kultury popularnej. A krytyka nie jest przeprowadzona w bardziej finezyjny sposob.

Podobala mi sie postac autora-bohatera powiesci, Michela Houellebecqa, traktowana z dystansem i w sposob autoironiczny, a takze watek kryminalny powiazany z morderstwem pisarza. Wprowadza to duze ozywienie do akcji powiesci i element zaskoczenia, choc sprawia on wrazenie przypadkowosci i braku organicznego powiazania z konstrukcja calosci powiesci. Wydaje sie, ze byl on potrzebny autorowi jako element czysto rozrywkowy, stajac sie elementem zabawy z czytelnikiem, co nie sluzy ukazaniu glownej mysli ksiazki. Zakonczenie takze wydaje sie zbyt doslowne i skrotowe. Sceny poruszajace emocjonalnie, np. eutanazja ojca glownego bohatera, sasiaduja z opisem niezbyt ciekawych i zbyt doslownych przemyslen filozoficznych narratora przy koncu powiesci.

W porownaniu z rozglosem medialnym, jaki stal sie udzialem Mapy i terytorium, mysle ze powiesc ta rozczarowuje. Czy to oznacza, ze najciekawsze zjawiska w literaturze francuskiej powstaja w jej bylych koloniach? Moze i tak jest. Byloby to znakiem, ze Francja nie tylko przestaje byc mocarstwem gospodarczym i politycznym, lecz takze jej rola kulturalna sie zmniejsza.

ODZYSKAC UTRACONY CZAS

Haruki Murakami, 1Q84, przel. z japonskiego Anna Zielinska-Elliott,

 t. 1-3, WWL Muza S.A., Warszawa 2010-11

 

Ostatnia powiesc Haruki Murakamiego 1Q84, podbila serca czytelnikow i wzbudzila podziw wiekszosci krytykow literackich na calym swiecie. Dlatego i ja postanowilem przeczytac to trzytomowe dzielo zachecony m.in.  tym, ze nasze wydawnictwa od jakiegos czasu oferuja polskim miłośnikom literatury nowosci swiatowe tuz po ich premierach. Czasem, niestety, zdarza sie, ze szybkosc procesu produkcji ksiazki nie idzie w parze ze starannoscia jezykowa. Tak jest i w tym wypadku, gdyz, mimo ze 1Q84 zostal graficznie wydany w sposob atrakcyjny, zbyt wiele jest w tlumaczeniu bledow jezykowych, ktore bardziej wymagajacemu czytelnikowi psuja smak lektury tej naprawde interesujacej i ambitnej powiesci. Nie obciaza to jednak autora, lecz tlumacza i wydawnictwo Muza, ktoremu skadinad nalezy sie wdziecznosc za udostepnianie polskiej publicznosci literackiej wartosciowych dziel powstalych na antypodach.

Nie dziwie sie, ze 1Q84 osiagnal tak astronomiczne naklady na calym swiecie. Jest w nim bowiem wszystko, co czytelnik wspolczesny lubi. Zagadkowosc (np. juz tytul w sposob budzacy zainteresowanie nawiazuje do powiesci George’a Orwella 1984), sensacja i watki kryminalne (falszerstwo i intrygi w celu zdobycia nagrody za debiut ksiazkowy, morderstwa,porwania), milosc, ktora laczy glownych bohaterow, seks, tajemnicze zdarzenia, liczne nawiazania do dziel kultury literackiej i muzycznej, ktore staly sie nieomal obowiazkiem kazdego szanujacego sie pisarza, i wreszcie szczesliwe zakonczenie. Z pozoru moglaby to byc powiesc popularna, ktorej nie nalezaloby poswiecac wiele uwagi. Jednak Haruki Murakami to pisarz cala geba i tworzy rzecz, ktora podoba sie zwyklym czytelnikom i znawcom dzieki niebanalnemu sposobowi narracji przedstawiajacej swiat poprzez rownolegle opowiesci o bohaterach i fantastycznej fabule, zainspirowanej Niekonczaca sie historia Michaela Endego, w ktorej bohaterowie wchodza do swiata niezwyklej powiesci w powiesci.

Jednak nalezy przyznac racje, chocby tylko czesciowo, i malkontentom. Wydaje mi sie, ze charakterystyczne dla efektow muzycznych powtorzenia motywow fabularnych sa zbyt czeste i nie zawsze wnosza nowe elementy do swiata przedstawionego. Podoba mi sie natomiast chwyt powtorzen jezykowych tytulow w tekscie narracji, nadaje to dodatkowych wartosci poetyckich powiesci. Nie zawsze potrzebne jest dookreslanie opisow i powtarzanie informacji, o ktorych czytelnik dowiaduje sie kilka stron wczesniej lub moze sie domyslic, np. wykorzystywanie ducha inkasenta telewizyjnego abonamentu dodaje grozy i niepewnosci narracji, jednak powtarzanie tego chwytu i tlumaczenie go sprawia, ze czytelnik czuje sie traktowany jak idiota.

Polaczenie realizmu i swiata fantasy jest ciekawe, choc mnie bardziej podobaly sie elementy realistyczne. Sa napisane z prawdziwym nerwem i trzymaja w napieciu czytelnika, jak np. morderstwa popelnione przez Aomame czy Tamaru. Watek milosny czasem wydaje sie szkicowany, prosty i zbyt sentymentalny, brak mu prawdopodobienstwa. Te wade posiadaja takze bohaterowie, np. bodyguard i morderca Tamaru zadziwia niezwykla znajomoscia filozofii. Calosc wydaje sie przeciez interesujaca mimo pewnych brakow, ktore chyba wynikaja z pospiechu. Przeciez aluzje do wielu dziel literackich sa mechaniczne, np. do Orwellowskiego Roku 1984, ktory nie odgrywa zadnej roli kompozycyjnej i pozostaje elementem niewykorzystanym przez autora.

Pokusmy sie po tej krotkiej analizie takze i o interpretacje. Zatem o czym opowiada powiesc 1Q84? Calosc jest proba ukazania watku milosnego i jego rozwiniecia w czasie. To wlasnie milosc dwojga bohaterow, Aomame i Tengo, pokonywanie przeszkod na drodze do ponownego spotkania po dwudziestu latach na przekor trudnosciom istniejacym w nowym fantastycznym swiecie, w ktorym sie przypadkowo znalezli, nadaje sens ich dzialaniom i w pelni uzasadnia przywolanie powiesci Marcela Prousta W poszukiwaniu straconego czasu, bedacej podstawowym punktem odniesienia dla wszelkich rozwazan o czasie powiesciowym. Haruki Murakami raczej nie odkrywa nowych interpretacji tego tematu, sam motyw milosci, choc potraktowany sentymentalnie jest jakby postmodernistycznym elementem gry powtorzen, ktore mozna dostrzec na wielu poziomach tej powiesci. Autor zdaje sie po prostu mowic: znacie to? Wiec posluchajcie. A czytelnik kupuje to z przyjemnoscia.

ALKOHOL Z PERSPEKTYWY POST-KOLONIALNEJ

Alain Mabanckou, Kielonek, przel. J. Giszczak,

 Wydawnictwo Karakter, Krakow 2008

Z pewnym opoznieniem dziele sie z czytelnikami  refleksja o Kielonku autorstwa Alaina Mabanckou, ktory pare miesięcy temu goscil na festiwalu Conrada w Krakowie. Porownuje sie w Polsce jego poczucie humoru i ironiczny dystans do kreowanych bohaterow, a zarazem jego drwiacy smiech z istniejacych wyobrazeń na temat Afryki i Zachodu do kpiny z polskosci Witolda Gombrowicza. Porownanie to ma sluzyc, jak sie wydaje, promocji kongijskiego pisarza wsrod polskich czytelnikow. Chodzi pewnie o dowartosciowanie literatury, o ktorej dotad niewiele wiedzielismy.

Wydaje sie jednak, ze odniesienia obecne w narracji powiesci w formie aluzji do literatury swiatowej wskazuja, ze nie tylko satyra jest cecha dominujaca w konstrukcji Kielonka, co zblizaloby go raczej do Doroty Maslowskiej, lecz osadzenie w realiach Czarnego Kontynentu pozwala odczytywac go jako powiesc magicznego realizmu à rebours (por. scene pojedynku Spluczki i Kazimierza). Groteska, wyostrzenie karykaturalne glownych postaci powiesci zblizaloby Mabanckou do Marqueza czy Cortazara. Jednak igranie z forma, kunsztowna kompozycja odbicia historii pisarza, tytulowego pisarza-alkoholika Kielonka, narracja obywajaca sie bez stawiania kropek, wlasciwie nawet bez jednego zdania, powoduje, ze czytamy te opowiesc przez pryzmat eksperymentow awangardowych nowej powiesci czy tez eksperymenty tworcow Warsztatow Oulipo (np. popularnego ostatnio takze w Polsce Georgesa Pereca) czy tez bardziej wspolczesnego Houellebecqa, by przypomniec tradycje francuska, bliska z pewnoscia autorowi z Konga.

Mabanckou wytrzymuje porownania z najwybitniejszymi pisarzami wspolczesnymi i klasykami, i nie sa to tylko komplementy. Literatura frankofońska, odkryta dla czytelnika polskiego przez redaktorow Karakteru, odziedziczyla najlepsze cechy powiesci europejskiej, zarowno jej wyrafinowanie kompozycyjne (por. optymistycznie zapowiadajaca sie historia bohatera w pierwszej czesci powiesci oraz jego upadek w drugiej), jak i jej spoleczne zaangazowanie. Kongijski pisarz nalezy dzieki swoim powiesciom do wielowymiarowej kultury postmodernistycznej. Urodzony i wychowany w Afryce, wyksztalcony we Francji, zdobywa czytelnikow i pracuje w Ameryce. Czyz zatem nie jest to wspolczesny nomada, o ktorym pisal nie tak dawno polski socjolog pochodzenia zydowskiego zyjacy w Anglii i piszacy po angielsku Zygmunt Bauman?

Zyjemy w takiej zlozonej kulturze swiatowej, w ktorej Zachod podbija inne czesci swiata nie tylko militarnie, gospodarczo, lecz takze kulturalnie. Bo czyz powiesc Mabanckou nie jest napisana wedlug regul sztuki powiesciowej wytworzonych w Europie? Mozna sie zachwycac kunsztem Mabanckou, mnie sie jednak wydaje, ze jego powiesc jest klasycznym przykladem dominacji kulturalnej Zachodu, a jego dzielo opisywalbym z punktu widzenia kulturowego post-kolonializmu!

KAPELUSZ

nalezy z pewnoscia do sposobu wypowiadania Jana Rokity, a nawet mozna powiedziec, ze jest samym wypowiadaniem sie tego znanego polityka zarowno o sobie, jak i o spoleczenstwie, do ktorego mowi. Obecnie rzadko nosi sie ten rodzaj nakrycia glowy, dzis juz troche demode, dlatego przypomina on telewidzowi, ze Jan Rokita nalezy do innego swiata niz przecietny Jan Kowalski, mimo ze obaj maja cos wiecej ze soba wspolnego niz tylko bardzo popularne imie. Pewnie tu lezy przyczyna zarowno sukcesow, jak i problemow w komunikacji pomiedzy nimi. Z jednej strony Jan Kowalski pragnie ogladac w TV obraz samego siebie, dlatego rzeczony kapelusz nie przeszkadza mu podziwiac Jana Rokite i nazywac go po prostu Jasiem, swoim chlopem, ktory wyszedl z takich samych jak on; z drugiej – ten element teatralnego kostiumu, jaki bbyly juz dzialacz jednej z najbardziej wplywowych partii politycznych nosi, zmusza przecietnego Polaka do samookreslenia sie w stosunku do elit, do ktorych moze sam chcialby nalezec. Jednoczesnie, dzieki owemu poczuciu wyimaginowanej przynaleznosci, chce on podniesc przede wszystkim swoj status materialny, jak i prestiz spoleczny oraz uzyskac mozliwosc wypowiadania sie na kazdy temat w mediach i bycia podziwianym przez miliony. Polak jednak tego kapelusza zarazem nienawidzi, bo, ogladajac swoja odmiennosc ucielesniona na glowie gwiazdy medialnej, dostrzega, ze wyobrazona przyjemnosc bycia pokazywanym i komentowanym przez dziennikarzy jest dostepna tylko dla tych nielicznych, ktorzy sie czyms wyrozniaja, nawet tym, ze sa idealnie tacy sami jak on. Kowalski czuje, ze ten brak nie pozwala mu sie utozsamic z Rokita, co z pewnoscia jest przyczyna porazek wyborczych jednego z przywodcow PO, ktory marzy ustawicznie o tym, by zostac premierem, ale w ostatniej chwili Kowalski zza pluga daje mu prztyczka w nos, bo takie sa swiete prawa demokracji.

ZIEMIA OBIECANA – MIEDZY PROZA I POEZJA ZYCIA

Amos Oz, Dotknij wiatru, dotknij wody, tlum. z ang. D. Sekalska,

Wyd. II,  Dom Wydawniczy Rebis, Poznan 2011

Powiesc najbardziej znanego w Polsce wspolczesnego pisarza izraelskiego Dotknij wiatru, dotknij wody to poetycki opis historii polskiego Zyda, ale czy tylko jego? Akcja powiesci rozpoczyna sie w 1939 r. w Polsce podczas okupacji niemieckiej i konczy w sposob jakby kolisty w czasie wojny w Izraelu w latach siedemdziesiatych 20. w. Glowny jej bohater Elisza Pomeranz posiada skromne pochodzenie – jest tylko zwyklym synem zegarmistrza – jednak jego cudowne moce i nadzwyczajne uzdolnienia intelektualne sprawiaja, ze przez otoczenie jest odbierany jak cudotworca. Amos Oz, piszac historie tego czlowieka, zakochanego w pieknej Stefie, i przezywajacego niezwykle przygody w czasie okupacji niemieckiej w Polsce uciekając przed smiercia z rak hitlerowcow, poprzez dluga droge do Palestyny, by tam wreszcie zamieszkac i ukoic dusze, w formie metaforycznej ukazal mit narodu zydowskiego o powrocie do Ziemi Obiecanej. Mit piekny, bo dajacy nadzieje ocalalym z nazistowskiego ludobojstwa na przetrwanie i zycie w pokoju i skupieniu przy oderwanych od rzeczywistosci rozmyslaniach, lecz czy jest to marzenie dajace sie urzeczywistnic?

Amos Oz nie daje latwych i czytelnych odpowiedzi, bo w tej nasyconej metaforyka i symbolami powiesci, zakonczenie nie jest jednoznaczne. Elisza Pomeranz po latach bowiem spotyka sie ze swoja ukochana zona, ktora opuscil podczas okupacji, chcac ratowac sie przed smiercia, lecz zamiast zyc z nia dlugo i szczesliwie, jak to zwykle bywa w bajkach, zapada sie pod ziemie podczas wojny o przetrwanie Izraela. Poprzednia wojna byla katastrofa, z ktorej zarowno glowny bohater powiesci, jak i jego ukochana, uszli cało, lecz podczas konfliktu zbrojnego z Arabami w Izraelu razem umieraja. Tego faktu nie zmienia opisy zwyczajnego i pokojowego zycia w kibucu, piekne opisy przyrody, bowiem wojna o przetrwanie trwa nadal, a jej wynik nie jest pewny.  Znaczenia takiego zakonczenia powiesci mozna sie tylko domyslac. Tak wiec dramatyczne opisy zagrozenia i walki rozpoczynaja powiesc, a uduchowiona smierc i walka w kolejnej ja koncza niby refren muzyczny.

Wydaje mi sie, ze konstrukcja powiesci jest niejako odniesieniem do fantastycznych opowiesci Isaaca Bashevisa Singera, jest niejako proba dialogu z tym wybitnym piewca ginacej obyczajowosci i folkloru zydowskiego. Amos Oz podobnie, jak bohaterowie Singera, jest postacia na wpol realna, na wpol nierzeczywista. Jednak pojawiaja sie w powiesci Oza realia historyczne, decydujace o losie bohaterow. Postaci Amosa Oza w Polsce zyja w świecie kultury, w Izraelu Elisza Pomeranz rowniez nie aklimatyzuje sie w srodowisku. Opowiadajac historie Pomeranza i innych postaci powiesciowych Amos Oz jednak nie potepia ich. Zachowuje zyczliwy dystans, nie podzielajac chyba ich postawy. Czyz przyszlosc Izraela nie zalezy bardziej od zwyklych ludzi, ktorzy pracuja w kibucu lub walcza o przetrwanie?

Historia w powiesci dosiega bohaterow, ksztaltujac ich zycie, oni jednak nie chca przyjac jej do wiadomosci. W jednej ze scen podczas okupacji profesor Zajicek mowi do Stefy: Posluchaj Stefo. Nie ucieklismy do lasu, prawda? A dlaczego postanowilismy nie uciekac? Otoz dlatego, najdrozsza Stefo, ze slowo „niebezpieczenstwo” nie odnosi sie do tego, co zewnetrzne. Nauczalismy, a ostatnio nawet oglosilismy drukiem, ze prawdziwe niebezpieczenstwo gniezdzi sie wewnatrz czlowieka. (tamze, str. 23).

W tym sensie powiesc Amosa Oza opisuje zderzenie dwoch postaw: idealistycznej – charakterystycznej dla pokolenia Eliszy Pomeranza, Stefy czy profesora Zajicka, i realistycznej – bedacej cecha pracownikow kibucu czy bezimiennych izraelskich zolnierzy walczacych na froncie. Pomiedzy nimi nie ma konfliktu. Mieszkancy kibucu podziwiaja Pomeranza, sa z niego dumni, lecz on sam nie moze znalezc z nimi wspolnego jezyka, mimo ze pomaga uczniom w nauce. Historia ta ma tendencje do odradzania sie, bo syn kierownika kibucu Jotam jest chorym psychicznie idealista, ktory chce zbawic ludzkosc. Amoz Oz opisuje swoich bohaterow z cieplem i zyczliwoscia, jednak ukazanie grozy historii nadaje jego powiesci dramatycznego wymiaru, kazac sie zastanowic nad wspolczesnym Izraelem.

Holokaust nie jest ukazany poprzez obozy i smierc milionow. W sposob paradoksalny pisarz ukazuje postaci, ktorym udalo sie przezyc. Amoz Oz nie jest pisarzem historycznym, raczej opisuje w sposob poetycki wlasna wspolczesnosc zadajac pytanie o sens marzenia, ktore kierowalo tymi, ktorzy chcieli stworzyc wspolczesny Izrael i tymi, ktorzy w nim zyja zmagajac sie z codziennymi zagrozeniami i zainteresowanych zyciem codziennym, realnoscia. W tym sensie wydaje sie stawiac pod dyskusje nie tyle pytanie o to, kto ma racje, ile pokazac dwie postawy widoczne w stosunku do rzeczywistosci wspolczesnej.

SUFI O MILOSCI

Elif Shafak, Czterdziesci zasad milosci. Powiesc o Rumim,

przel. Ewa Elzbieta Nowakowska, Wydawnictwo Literackie, Krakow 2012

 

Najnowsza powiesc znanej takze w Polsce tureckiej pisarki Elif Shafak to produkt, ktory w jezyku reklamy nazywa sie dwa w jednym. Usprawiedliwieniem dla takiego porownania, jakie ze swiatem sztuki literackiej z pozoru nie ma wiele wspolnego, jest kompozycja ksiazki, ktorej akcja dzieje sie w dwoch planach czasowych: historycznym, ktorego akcja toczy sie w polowie trzynastego wieku w Persji (powiesc w powiesci pt. Slodkie bluznierstwo, rzekomo napisana przez bohatera powiesci Aziza), i wspolczesnym, polaczonych wspolnym tylko tematem, jakim jest wydawaloby sie wyeksploatowany do cna motyw milosci. Wydaje mi sie, ze w odniesieniu do dziela Shafak slowa Kurta Tucholskiego, ze „Kazda powiesc historyczna daje doskonaly obraz epoki jej autora” (Schnipsel, 1932) nabieraja szczegolnej wymowy. Autorka bowiem przedstawia nie tyle dzieje wymyslonych bohaterow, ile, poprzez odwolanie sie do duchowego dziedzictwa kultury islamu swiat jego wartosci religijnych, ktory w potocznej swiadomosci czlowieka Zachodu jest malo znany. Mam na mysli nie tylko postac historyczna wielkiego poety perskiego i medrca z 13. wieku Moulany Rumiego czy mistyka i wyznawcy sufizmu Szamsa z Tebrizu, ktorych polaczyla wielka przyjazn, opisana przez Shafak na podstawie zrodel historycznych, ktore zreszta podaje na koncu swojej ksiazki, lecz takze licznych fikcyjnych bohaterow, zyjacych w wieku 13. w Persji i wspolczesnie w Ameryce, ulegajacych urokowi tych niezwyklych osobowosci religijnych. Dzis bowiem odbieramy islam w sposob znacznie uproszczony poprzez takie spektakularne wydarzenia medialne jak atak terrorystyczny Al-Kaidy z 11. wrzesnia 2001, wojen w Iraku czy Afganistanie, wieloletniego konfliktu palestynsko-izraelskiego, czy zagrozenia bomba atomowa ze strony Iranu, by wymienic tylko niektore tematy, ktore znajduja sie na czolowkach zachodnich mass mediow.

W takim kontekscie interpretacyjnym sytuowalbym powiesc Czterdziesci zasad milosci, ktorej autorka w sposob widoczny pragnie ukazac swiat islamu od innej, bardziej atrakcyjnej strony dla czlowieka Zachodu. Widoczne jest to zwlaszcza w sposobie prezentacji i wyboru przez nia bohaterow, ktorymi sa w warstwie wspolczesnej Ella Rubinstein, amerykanska Zydowka, wiodaca monotonny zywot zdradzanej zony i matki, popadajacej w konflikt z wlasna corka, ktora pragnie wyjsc za maz, oraz wspolczesny sufi, Europejczyk urodzony w Szkocji, ktory przyjal imie Aziz. Przez przypadek Ella zetknela sie z jego powiescia, ktorej lektura zmienia jej dotychczasowe zycie. Z kolei nie brak takze w czesci historycznej odniesien do pokojowego wspolzycia muzulmanow i chrzescijan. Glowny bohater powiesci, poeta i uczony perski Rumi, ozenil sie z chrzescijanska konwertytka, ktora holduje nadal kultowi Matki Boskiej, co, wedlug Szamsa z Tebrizu, nie jest sprzeczne z islamem. Mozna by wymienic wiele innych motywow, ktore w zamierzeniach autorki, lacza wyznawcow roznych religii, np. postac cudzoloznicy jest czytelna aluzja do przypowiesci ewangelicznej.

Shafak lubi w swych powiesciach tworzyc wielu bohaterow. Podobnie jest i tym razem. Niestety, powoduje to powstanie efektu ubocznego, bo nie sa to postaci poglebione psychologicznie. W odbiorze czytelniczym wydaje sie, ze dominuje w nich funkcja rezonerska, sa jakby plaskie i zbyt retoryczne, brak w nich poglebionych przemyslen w stosunku do przedstawionej problematyki milosci, niewiele jest takze ukazanych cech indywidualnych. Ich glowna funkcja jest danie pretekstu do przedstawienia zasad milosci, cytowanych w formie przypowiesci i pojmowanej na sposob sufich. Postacie powiesci, mimo ze jest ich tak wiele, w sposob czytelny mozna podzielic na dobre, zafascynowane ideami i czynami derwisza Szamsa z Tebrizu, oraz jego przeciwnikow, ktorzy gwaltownie sie z nim nie zgadzaja i doprowadzaja do zabojstwa glownego „winowajcy-heretyka”, ktory przemienia Rumiego w poete. Ten watek sensacyjno-kryminalny jest swoista klamra kompozycyjna ksiazki i nadaje jej atrakcyjnosci dla czytelnikow, jednak wydaje mi sie, ze nie likwiduje wrazenia podporzadkowania wszystkich elementow swiata przedstawionego tezie publicystycznej i ideologicznej o koniecznosci pokojowego wspolistnienia wyznawcow roznych religii. Dzieje sie tak dlatego, ze wlasciwie Shafak przedstawia w sposob uproszczony walke dobra ze zlem, a nie jest zainteresowana ukazaniem historii pewnych realnych ludzi lub wymyslonych przez nia bohaterow.

Na planie fabularnym wydaje sie, ze dzialania bohaterow sa podporzadkowane ukazaniu tez religijnych sufich dotyczacych milosci. Wprawdzie sa one interesujace, jednak brak dramatyzmu, poglebionego ukazywania zastosowania ich w zyciu bohaterow oraz indywidualizacji powoduje schematycznosc narracji i swiata przedstawionego. Sposob opowiadania poprzez wielu narratorow-bohaterow i konstrukcja fabuly, uporzadkowanej wedlug pieciu zywiolow sufich, sa interesujace. Pozostaja jednak nie wykorzystanym w pelni pomyslem, wydaja sie bowiem tylko idea powiesci, ktora zabija funkcja ideologiczna.

Powstaje pytanie, jak sie czyta powiesc Elif Shafak w Polsce. Wydaje mi sie, ze pomimo grzechow pisarskich wspomnianych wyzej, a wiec zbyt duzej retorycznosci i ideologizacji swiata przedstawionego, jest ona interesujaca ze wzgledu na odmiennosc i rzadkie w czasach obecnych zainteresowanie problematyka religijna. Nie jest to latwa dziedzina dla pisarza, dowodem niech bedzie literatura polska, w ktorej grzechy doktrynerstwa i ideologizacji widac takze u naszych tworcow, a jako przyklad mozna podac chocby tworczosc dramatyczna i poetycka Karola Wojtyly. Tym niemniej ze wzgledu na egzotyke i konstrukcje fabularna warto ksiazke Shafak przeczytac. Moze jeszcze nas czyms w przyszlosci zaskoczy? Poruszana przez nia problematyka i eksperymenty narracyjne sa ciekawe. W polskiej literaturze raczej nieobecne. Zainteresowanie swiatem islamu, ktore pozostawilo znaczacy slad w mentalnosci spolecznej jest zaznaczone negatywnie z powodu Sienkiewicza. Fascynacji Wschodem nielicznych wybitnych tworcow jak np. Tadeusz Micinski juz malo kto pamieta. Dobrze zatem, ze Shafak jest w swiadomosci polskich czytelnikow obecna.

 

WIDMA AFRYKI

Kossi Efoui, Witajcie, powracajace widma,

Przel. W. Brzozowski, Karakter, Krakow 2012

Kossi Efoui, pisarz afrykanski pochodzacy z Togo, lecz mieszkajacy we Francji i piszacy po francusku, nie jest do tej pory szerzej znany polskim czytelnikom. A szkoda, bo jego talent na to zasluguje. Mlode krakowskie wydawnictwo Karakter ma ambicje zapoznawania polskiej publicznosci literackiej z wartosciowymi zjawiskami, ktore nie zostaly jeszcze wypromowane i to mu sie – jak wskazuje powiesc Witajcie powracajace widma – udaje. Najpierw jednak pare slow o tworcy tej powiesci. Kossi Efoui urodzil sie w 1962 r. w Togo w Zachodniej Afryce, jest absolwentem Uniwersytetu w Beninie, gdzie studiowal filozofie. Podczas studiow w latach osiemdziesiatych zaangazowal sie w dzialalnosc polityczna, z powodu ktorej byl zmuszony emigrowac do Francji. Jest autorem wielu sztuk teatralnych (np. Le Carrefour – Skrzyzowanie), nowel i kilku powiesci, z ktorych najbardziej znane to  La Fabrique des cérémonies (Fabryka ceremonii), za ktora w 2002 nagrodzono go Grand prix littéraire de l’Afrique Noire oraz Solo d’un revenant (Witajcie, powracajace widma, 2008), ktora otrzymala juz kilka liczacych sie nagrod.

Pisarze frankofonscy nie byli dotad przedmiotem szerszego zainteresowania polskich wydawcow. Stad pojawiaja sie pytania, co sklonilo wydawnictwo Karakter do opublikowania powiesci Kossi Efoui’ego i co moze zaciekawic polskiego czytelnika? Wydaje mi sie, ze przyczyn jest wiele, bo chociaz o tragicznych wydarzeniach w Afryce czesto donosza nam media, to jednak doswiadczenie tamtejszych mieszkancow nie dociera czesto do naszej swiadomosci. Takim chlubnym wyjatkiem na polskim gruncie moga byc reportaze Ryszarda Kapuscinskiego (por. Cesarz). Jednakze relacja swiadka i bezposredniego uczestnika wydarzen jest cenna i rzadka, dlatego powiesc Kossi Efoui’ego jest dla polskiej publicznosci literackiej interesujaca, bo umozliwia zetkniecie sie z inna, dotychczas nieznana perspektywa patrzenia na los wspolczesnego swiata, zwlaszcza Afryki.

Mimo ze powiesc Witajcie, powracajace widma porusza problematyke wojen i biedy, wszechobecnej w Afryce, nie nalezy ona do gatunku publicystyki. Zatem znany z mediow temat zostal opracowany w sposob bardzo ciekawy pod wzgledem artystycznym, co sprawia, ze porusza ona odbiorce oraz przyciaga jego uwage cechami literackimi. Akcja, bardzo ograniczona, dzieje sie wspolczesnie, jednak narrator nie lokalizuje celowo dokladnego jej miejsca i czasu. Przedstawia szereg scen, ktore moglyby sie wydarzyc w wielu krajach afrykanskich, obecnie, w przeszlosci, a moze nalezy zapytac takze o przyszlosc? Powoduje to pewna teatralizacje narracji, jednak nie nosi ona znamion sztucznosci, odnosi sie to raczej do techniki opowiadania, ktore ma charakter alegoryzujacy i przypomina relacje jakby z koszmaru sennego, choc obecne sa w niej realia znane z codziennosci np. afrykanskich misji pokojowych (por. np. opis przechodzenia narratora przez granice przy tzw. checkpoincie na poczatku powiesci i in.). Koszmar afrykanski to nie tylko sama wojna, ktora wlasciwie nie jest opisana, lecz jej skutki: spoleczne, egzystencjalne, ekonomiczne, psychologiczne i – wreszcie –   polityczne.

Duza role w odrealnieniu narracji i stylizacji opisu na forme oniryczna pelnia bohaterowie, jak np. tytulowe widmo, ktore rozmawia z innymi postaciami, oraz niezwykle nazwy wlasne. Mozna podac takie ich przyklady jak paryskie pisemko „Foto-Szok”, Glowa ze Sloniowej Kosci, Stolica Kapitalu, Watykan Zlotego Cielca, Hotel Mala Ojczyzna i wiele innych. W swiecie przedstawionym przez narratora obecne sa aluzje do kultury popularnej Zachodu, np. piosenki Donny Summer, religii chrzescijanskiej z jej Ksiega, organizacji humanitarnych i misji pokojowych. Nie braklo tez ironicznego opisu chinskich misji gospodarczych, sluzacych politycznym celom.

Chcac ukazac wspolczesny obraz Afryki, Kossi Efuoi stosuje ciekawy zabieg, ktory polega na unikaniu tresci obecnych w medialnych przekazach, koncentrujacych sie przede wszystkim na pokazywaniu drastycznych obrazow nedzy i glodu, wojen czy zamachow stanu. Narrator opisuje z ironia przede wszystkim te sfery zycia afrykanskiego, ktore umykaja zainteresowaniom mediow zachodnich, jak np. fikcyjne relacje z afrykanskich gazet, przedstawiajace konflikty plemienne, opisy zaulkow miast afrykanskich, podrozy samochodem. Calosc jest opowiescia z perspektywy Afrykanczyka, ktory nie widzi nadziei dla swojego kontynentu, zdominowanego przez obce mocarstwa i pograzonego we wlasnej krwawej przeszlosci.

Obraz Afryki Kossi Efoui’ego jest ukazany przez filtr jawnej powiesciowej fikcji, o czym czytelnik sie przekonuje niemal na kazdej stronie. Autor swiadomie odchodzi od konwencji realistycznych, tworzacych iluzje realnie dziejacych sie wydarzen. Zatem jest wiernym uczniem popularnego nadal Gabriela Garcii Marqueza (por. np. Sto lat samotnosci) i wspolczesnych konwencji powiesciowych (Elif Şafak, Orhan Pamuk), mimo ze nie jest zainteresowany przedstawieniem historycznym czy politycznym. Powiesc Witajcie powracajace widma dziala na czytelnika przede wszystkim srodkami artystycznymi jak np. muzycznosc narracji i partii dialogowych, w ktorych czesto jak refren powtarzaja sie okreslone repliki bohaterow i opisy narratora, ktory majac swiadomosc konwencji obecnych w literaturze swiatowej, pragnie opowiedziec przede wszystkim o wlasnej bezsilnosci.

Duze wrazenie zrobila na mnie scena inspirowana chyba Obcym Alberta Camusa, w ktorej bohater probuje bezskutecznie zabic bialego. Nabiera ona jakby znaczen symbolicznych, ukazujac slabosc Afryki, wrecz jej tragiczna bezsilnosc. Dzieki takiemu artystycznemu opracowaniu tematu Kossi Efoui ukazuje sie w moim przekonaniu jako pisarz, ukazujacy znacznie glebiej problemy swego kontynentu niz mozna by tego dokonac poprzez reportaz czy powiesc polityczna.

Wydaje mi sie, ze dzielo Kossi Efoui’ego stanowi jeden z charakterystycznych przykladow strategii pisarskich, dzieki ktorym powiesc probuje zachowac swa tozsamosc jako gatunek literacki, napotykajacy obecnie na konkurencje szybsza w przekazywaniu informacji dzieki nowoczesnej technologii. O swiecie mozna mowic w sposob pelniejszy, zdaje sie twierdzic Kossi Efoui, tylko przez metafore, symbol, ukazujac jego glebsze warstwy znaczeniowe. Zatem pisanie o waznych sprawach tego swiata wymaga od tworcy powiesci wykorzystania srodkow artystycznych, ktore sa dla niej wlasciwe i dzieki ktorym moze ona przetrwac i poruszyc uczucia czytelnikow na calym swiecie.

 

 

REAL KITSCH CZY SZTUKA?

W dniach 19-27 marca 2012 Galeria Wydzialu Rzezby krakowskiej ASP zamienila sie w miejsce kultu … Waginy. „Dzielo”, ktore jest praca doktorska z dziedziny sztuk pieknych, nazywa sie „Kaplica Waginy” i w konsekwentny sposob zostalo skonstruowane jako zlepek roznych elementow pochodzenia sakralnego w jednolita stylistycznie calosc w formie kaplicy, w ktorej odbiorca odgrywa role uczestnika tego swoistego kultu nieznanej w dziejach ludzkosci bogini. W swej pracy pisemnej autorka obszernie wyjasnila zagadnienie dyskryminacji kobiet w kulturze Zachodu i wlasna fascynacje zenskimi organami plciowymi, a przedstawianie ktorych staje sie symbolem, w jej mniemaniu, wyzwolenia kobiet spod wladzy samczego fallusa. Prace swa zatytulowana Waginatyzm otwiera „odkrywczym” spostrzezeniem nawiazujac do tautologicznego wyrazenia Jaroslawa Kaczynskiego, jak mniemam najwiekszego wspolczesnego autorytetu z zakresu lingwistyki: W obecnych czasach istnienie kultu penisa jest tzw. oczywista oczywistością (Iwona Demko, Waginatyzm, Kraków 2012, rozprawa doktorska opublikowana na http://pup.art.pl/images/stories/WAGINATYZM_Iwona_Rozprawa.pdf , str. 1. Podobno każdy tę „oczywistą oczywistosc” dostrzega, ja niestety nie). W zakonczeniu swojej dysertacji pisze: jestem przygotowana na „egzekucje”( Op. cit., str. 49). Nie zamierzam byc meska szowinistyczna swinia i nie bede katem „wybitnej” artystki, lecz postaram sie jako nieuczony odbiorca zrozumiec ten tekst „artystyczny” i zadac publicznie kilka pytan, na ktore oczekuje odpowiedzi.

Zacznijmy jednak od analizy. Myslenie tworcze i praktyka dzialan artystycznych Iwony Demko sa zbiezne. Cechuje je, by tak sie wyrazic, synkretyzm, lub – by uzyc mniej uprzejmego terminu – eklektyzm. Omawiajac problem plciowosci kobiety, autorka Waginatyzmu „swobodnie” porusza sie w czesci teoretycznej po calym obszarze kultury ludzkiej od czasow antycznych az po 21. wiek, z wielka dezynwoltura przechodzac od problemow religii, do historii feminizmu, filozofii, psychoanalizy. Obficie cytuje i czesto polemizuje z najwiekszymi autorytetami nie wahajac sie wyrazac wlasnych opinii na zasadzie „czuje to inaczej”. Jej aranzacja, bo nie jest to instalacja, jest takze konglomeratem imitacji typowych elementow sakralnych, wystepujacych w roznych kulturach, a calosc stylistyczna jest utrzymana dzieki konsekwentnie stosowanej kolorystyce czerwieni i zlota, w sposob tradycyjny powiazanych z przedstawianiem sfery sacrum.

Czy to zle? Czy tak nie mozna? Czy to nie jest sztuka? Przeciez nie ma ograniczen dla swobody poszukiwan artystycznych, powiedzialby niejeden krytyk i artysta. Sam fakt, ze taka aranzacja stala sie rozprawa doktorska na prestizowej uczelni artystycznej, mnie niepokoi. Czy powyzszych pytan nie nalezaloby jednak poddac krytycznej refleksji? Moim zdaniem nawet nalezy tak zrobic, bo w czasach, gdy „wszystko wolno” mozemy, my – odbiorcy,  latwo ulec manipulacji. W moim przekonaniu imitacyjnosc i wtornosc w zakresie idei i techniki artystycznej, brak krytycznego dystansu do podjetego zagadnienia artystycznego oraz poslugiwanie sie zuzyta stylistyka kolorystyczna i tematyczna, wlasciwa wyrobom jarmarcznym, brak wlasnej perspektywy na problemy wyrazania plciowosci w sztuce i kulturze i plytkie oraz prymitywne wartosci estetyczne przemawiaja za tym, by prace Iwony Demko uznac za kicz.

Czy jednak artysta nie moze poslugiwac sie takim kodem kulturowym dla wyrazenia wlasnych idei artystycznych? – mozna zadac i takie pytanie. Owszem moze, tak mysle. Istnieje jednak w sztuce roznica pomiedzy tworzeniem kiczu i gra z kiczowatymi wartosciami estetycznymi, ktora polega na wprowadzeniu innych znakow semiotycznych, tworzacych z cytowanego kiczowatego tekstu wypowiedz istotna nie tylko dla samego artysty, lecz takze dla spoleczenstwa. W aranzacji Iwony Demko takich znakow dystansu, ktore uczynilyby jej wypowiedz artystyczna interesujaca dla publicznosci, nie widze. Zamiast tego otrzymujemy goracy manifest i pelna strategii kiczu identyfikacje z przekazywanym tematem. Ciekawym zabiegiem pewnie jest postawic w kraju katolickim na oltarzu wizerunek waginy, lecz czyz juz Jerzy Beres nie chodzil nago na swych happeningach, a czy Jerzy Grotowski nie byl radykalniejszy kazac sie onanizowac na scenie Chrystusowi? Prawda, Chrystus nie byl kobieta. Jednak bohaterowie Seksmisji nie byliby tacy pewni.

Zeby artystyczne przeslanie Iwony Demko nie bylo zenujacym banalem i kiczem wystarczyloby np. pokazac postac modlacego sie w Kaplicy Waginy Jana Pawla II lub – jesli nie starczylo jej na to odwagi – ksiedza lub odbiornik TV, ktory nadaje jakies wiadomosci (np. transmisje mszy). Mialoby to wymowe np. krytyki wspolczesnej masowej religijnosci, ktora zabija doswiadczenie sacrum u wspolczesnego czlowieka, jednoczesnie wpisywaloby sie w aktualny spor, dzielacy spoleczenstwo polskie. A tak powstalo dziwactwo, z nieinteresujaca, bo znana lepiej z doswiadczenia, wagina, ktora nie zasluzyla nawet na miano prowokacji, bo jest z pewnoscia naiwnym marketingiem i stanowi dowod na nieautentycznosc zycia religijnego i artystycznego w Polsce.

Przy wykazaniu dobrej woli mozna by interpretowac jezyk artystyczny Iwony Demko jako protest przeciwko maskulinizacji sztuki. Wydaje mi sie wszakze, iz artystki feministyczne powinny dekonstruowac meski punkt widzenia w kulturze poprzez wykazanie jego dominujacego charakteru i konwencjonalnosci. Czy jednak alternatywa dla „meskiego” jezyka artystycznego jest zwykly odpust? W propozycji Iwony Demko strategia podwazania sztuki prowadzi do akceptacji takiej postawy, ktora nie wydaje mi sie powiazana z rzetelnym wysilkiem pracy nad innym, kobiecym punktem widzenia. Wydaje sie, ze artystka zatrzymala sie wpol drogi. Zabraklo jej odwagi, by dekonstrukcji meskiego spojrzenia na kulture i sztuke przeciwstawic wlasne, kobiece. Dlatego nie akceptuje jej dzialan artystycznych. Nie wnosza one nic ciekawego do naszego, co nie oznacza tylko meskiego, rozumienia sztuki.

Powracajac do postawionego w tytule pytania mysle, ze Rada Wydzialu Rzezby krakowskiej ASP miala powazny problem, czy uznac Kaplice Waginy Iwony Demko za sztuke. Oddajac sprawiedliwosc artystce powiedzialbym, ze sam pomysl dziela jest ciekawy i nie jest kiczem, bo jest rzadka kontestacja sposobu uprawiania wspolczesnych praktyk artystycznych, jednak uzyte srodki i brak uzasadnienia dla stosowania okreslonego jezyka artystycznego (w swej pracy pisemnej artystka pominela ten problem) wydaja sie je dyskwalifikowac.