„CZY SZYMANOWSKI ZWIEDZAŁ KOŚCIÓŁ św. KATARZYNY albo W KRĘGU FRANCISZKAŃSKIEJ POBOŻNOŚCI”

Lesław Czapliński

Czy Szymanowski zwiedzał kościół św. Katarzyny?”

Na przykład przy okazji odbioru honorowego doktoratu UJ w 1930 roku, albowiem zagrane na zakończenie XIII Festiwalu Muzyki Polskiej  jego Stabat mater op. 53 sprawiało wrażenie jakby było pisane specjalnie z myślą o akustyce tej właśnie gotyckiej świątyni, nieopodal której, na Skałce autor ten znalazł miejsce ostatecznego spoczynku.
Jej walory dla należytego eksponowania muzyki oratoryjnej odkryto w związku z Pasją i Jutrznią Krzysztofa Pendereckiego. Szczególnie strona wokalna zyskuje tu dzięki pogłosowi na sile i blasku. Tak było i tym razem.  Muzyczne opracowanie łacińskiej sekwencji franciszkanina Jacopone da Todi w polskim przekładzie Józefa Jankowskiego odznacza się właściwą dla późniejszego stylu Karola Szymanowskiego instrumentacyjną powściągliwością i do pewnego stopnia surowością. Spośród trójki wykonawców zachwycił mnie zwłaszcza sopran Urški Arlič – Gololičič  bez najmniejszego wysiłku unoszący się pod sklepienie, napełniając je swym srebrzyście opalizującym brzmieniem. Muszę przyznać, że właśnie dopiero teraz artystka w pełni przekonała mnie do swej sztuki śpiewaczej. Sekundowali jej  Jana Sŷkorová, dysponująca głębokim mezzosopranem o ciemnym zabarwieniu w dole skali, oraz baryton Michał Partyka, choć może nie tworzyli idealnego ansamblu w pełni zgranego pod względem barwy głosów. Pewne zastrzeżenia natomiast budzić mogła kształtowana przez dyrygenta Wojciecha Rodka  dramaturgia utworu, który, jak już wspomniałem, w znacznym stopniu odwołuje się do zwięzłości wypowiedzi i wyrazowej oszczędności. Nieśpiesznie płynąca muzyka jakby zanurzona w bezbrzeżnej medytacji z jednej strony odpowiadała modlitewnej naturze kompozycji, ale zarazem nie udało się kapelmistrzowi całkowicie zniwelować poczucia upływu czasu, którego dłużenia nie sposób było nie zauważyć.
Leoš Janaček, aczkolwiek agnostyk, z powodzeniem tworzył wybitne utwory muzyki sakralnej (np. Msza głagolska), co potwierdza obserwację, że korzystne w tym względzie jest zachowanie dystansu jak to bywało w przypadku filmów o fenomenie świętości, kręconych przez niewierzących („Franciszek, kuglarz boży” Rosselliniego czy „Ewangelia według Mateusza” Pasoliniego). Można by w tym miejscu zaryzykować parafrazę stwierdzenia Karola Stromengera o Mozarcie, że Janaček nie stal się w pełni ateistą z powodu istnienia muzyki kościelnej, na czas trwania której Bóg przybiera realne kształty. Uzupełnieniem programu omawianego koncertu była jego „Wieczna ewangelia”, również pozostająca w kręgu pobożności franciszkańskiej. Napisana do słów poematu Jaroslava Vrchlickŷego, zainspirowanego pismami Joachima z Fiore, w których dokonuje się apoteoza idei „biedaczyny z Asyżu” jako odnowionego przesłania biblijnego. Na upartego można się doszukać w tym dziele pewnych powinowactw z Szymanowskim w zakresie instrumentacji, a zwłaszcza ustępów, w których do głosu dochodzą sola skrzypcowe w celu wywołania mistycznej aury. Tym razem Urška Arlič – Gololičič wcieliła się w głos zwiastującego anioła, a rolę narratora pełnił tenor Wojciech Parchem  . W naturalny sposób była to muzyka bliska gościnnie występującej orkiestrze Filharmonii im. Leoša Janačka właśnie z Ostrawy  , z którą wystąpił chór Filharmonii Krakowskiej  . Na marginesie warto odnotować zainstalowanie promptera, na którym można było śledzić zarówno tekst Stabat mater Szymanowskiego, jak i tłumaczenie libretta kantaty Janačka, co ułatwiało zrozumienie ich literackiej wymowy. Na koniec artystów obdarowano białymi różami  , które w ostatnim czasie nabrały politycznego wydźwięku
.

Dodaj komentarz