„KONCERTUJĄCY FINAŁ”

image_pdfimage_print

Lesław Czapliński 

„Koncertujący finał”

 

Na koncercie zamykającym XXIX Międzynarodowy Festiwal Kompozytorów Krakowskich wystąpiła Orkiestra Symfoniczna  Akademii Muzycznej imienia Grażyny i Kiejstuta Bacewiczów w Łodzi, rodzinnym mieście słynnej kompozytorki.

Wieczór wypełniły trzy koncerty instrumentalne oraz symfonia. Jako że patronat zobowiązuje, w programie znalazł się Koncert fortepianowy Grażyny Bacewicz. Nie jest on do końca utworem w pełni oryginalnym, ale pamiętać należy, że nie był to jej instrument. Skrajne ogniwa posiadają znamiona neoklasyczne, środkowa zdecydowanie należy do świata romantyzmu.

Pierwszą częścią rządzi żywioł motoryczny, można się także dosłuchać w niej pewnych reminiscencji z Bartóka. Znaczną dozą wirtuozerii odznacza się rozbudowana solowa kadencja, pozwalająca zabłysnąć pianiście Cezaremu Saneckiemu . W finale pojawiają się charakterystyczne dla tej kompozytorki odniesienia folklorystyczne, przybierając postać rytmów oberkowych. Bardziej osobiste piętno Bacewicz i jej stylu wycisnęło się w tych ustępach pierwszej i drugiej części, kiedy w dialog z fortepianem wdają się skrzypce, a więc instrument, na którym sama grała i osiągała konkursowe sukcesy.

Ram dla tego utworu dostarczyły koncerty bliższe nam w czasie.

A więc Koncert klarnetowy „Opowieści pawia” Andresa Hillborga. Partię solową  można by uznać za dość tradycyjną, albowiem opiera się w znacznej mierze na figuracjach i konwencjonalnej artykulacji, gdyby nie dodany czynnik teatru instrumentalnego, polegający na ogrywaniu wydobywania dźwięku za sprawą wykonywanych przez klarnecistę gestów i ruchu w przestrzeni  , a także przydanie mu rekwizytu jakim jest założona w pewnym momencie maska  . Partia orkiestrowa natomiast, operując masywnym tutti i płaszczyznami dźwiękowymi na podobieństwo klasterów, stanowi kontrastowe przeciwstawienie dla tej, wykonywanej przez Wojciecha Sokołowskiego, mającego do spełnienia również zadania wykraczające poza tradycyjne zadania muzyka.

Nietypowym do pewnego stopnia jest Koncert wiolonczelowy Sławomira Kaczorowskiego, napisany dla Dominika Połońskiego, mogącego posługiwać się wyłącznie prawą ręką  . W stosunku do wcześniej napisanego dla tego artysty utworu Olgi Hans, ograniczonego przede wszystkim do efektów szmerowych, kompozycja Kaczorowskiego  stanowi znaczny postęp, albowiem pojawiają się również dźwięki o określonej wysokości, wydobywane nie tylko za pomocą smyczka, ale i pizzicato. To ostatnie w znacznym stopniu wyznacza towarzyszenie orkiestry, obok często pojawiającego się efektu tremolowania smyczków, do których zredukowany został skład orkiestry.

Zwieńczenie koncertu i festiwalu stanowiło prawykonanie III Symfonii Macieja Jabłońskiego  . To wytwór przede wszystkim muzycznej erudycji i kultury, a nie oryginalnej i spontanicznej inwencji. Zaczyna się od pojedynczych dźwięków marimbafonu, po których wchodzi orkiestra, odwołująca się do rozszerzonej brzmieniowości, pozbawionej wszakże sonorystycznego radykalizmu, służąc głównie wzbogaceniu kolorystyki. Pod koniec pojawiają się natomiast odcinki aleatoryczne, urozmaicające pejzaż dźwiękowy tej kompozycji, której powolne wygasanie przywodzi podobne efekty, znane z symfonii Szostakowicza, a których zalążki odnaleźć można jeszcze u Mahlera, ale nie dziwi to, skoro mamy do czynienia z tą koronną formą muzyczną, mimo że po licznych międzyczasie metamorfozach.

Zdj. Andrzej Pilichowski-Ragno

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz